Dzisiaj Infantino Infantylny finał Mundialu, zaś kiedyś, kiedy piłka nożna była poważna i poważana, a nie tylko przydatnym przerywnikiem dla show Shakiry, to na Półwyspie Iberyjskim…
…Było upalne lato i mecz o półfinał. Wtedy z Francją grała Portugalia.
Bez Ronaldo*
Przenosimy się w nieodległe miejsce zmagań tych tytanów – do Lizbony. Mecz trwa. Lepki, wilgotny upał zalał ulice, ale skwar i popołudniowe słońce nie obchodzą teraz zupełnie nikogo.
Ludzie poutykani w barach, knajpach, u sąsiadów i gdzie się da zapadają w mikroletargi, przerywane wybuchami powszechnej euforii lub furii.
Ile już razy, porra, sędzia tego meczu umarł w męczarniach po złorzeczeniach, ileż razy przepadł w odmętach piekielnych, a foda Francuzi i ich gra to: Isso me irrita pra caralho!!! Nie zliczysz.
Poza tym Portugalia to kraj miły i spokojny.
Już nigdy nie będzie lepszego momentu niż teraz (może poza finałem) na ucieczkę z więzienia, obrabowanie banku narodowego czy pokojowe obalenie prezydenta i przejęcie władzy.
Teraz nie obeszłoby to nikogo.
Siedzę sobie tam, w tej Lizbonie, słucham zamarłej ciszy przerywanej trzęsieniami ziemi (kiedy Francja niesłusznie dostała wolnego), i z tego gorąca, i ogólnie atmosfery iskrzącej jak w pracowni u Tesli chciałbym napić się piwa.
O, nawet takiego małego, o!
Czy to tak wiele chcieć, do cholery – w ten letni, gorący wieczór piwo mieć?
Trwa mecz – zapomnij więc.
Ludzie kupami siedzą w sieniach swych ubogich kamienic, oglądają z uwagą, słuchają w napięciu, milczą ze zgrozą lub drą się do siebie i włosy z głów.
Jak w Polsce – miliony fachowców od futbolu.
Samochody jakieś stare, stadami się ganiają, a radio w każdym na full – żeby było coś słychać, gdyż nic nie słychać, bo w każdym radio na maksa.
Z okien wystają im flagi, kończyny i decybele.
Zmęczony już jestem całym tym dniem, upałem i obłędem wkoło. Zwyczajnie też spragniony, bo nikt nie był w stanie podać mi tego jebnego piwa.
Podejmuję więc desperacką, ostateczną i nieodwracalną decyzję: wracam do hotelu. Dokładnie: na kemping. Dokładniej: na ławkę na kempingu.
Jedyny kemping spełniający moje kryteria (może być zerogwiazdkowy, byle był odpowiednio cenowy – darmowy) jest na przedmieściach, dość daleko poza miastem.
Ale na szczęście jeździ tam tramwaj. Tramwaj to wspaniały środek transportu.
Jakich ludzi można tu poznać. Ile dzieje się za oknem. A ile w środku. Jakie przeżywa się tu przygody.
Konglomerat aromatów i doktryn i z niczego tak cię nie wyjebią jak z tramwaju.
Wystarczy, że masz, mam, ma zły akcent, zły kolor skóry lub po prostu mówisz po niemiecku.
Lecz zostawmy politykę, gdyż sport łączy ludzi, a jeśli chodzi o tramwaj, to dla mnie najważniejsze jest to, że jest on tani.
Kurczę, jakby się dało, to na koniec świata można by pojechać tramwajem i jeszcze kasy zostałoby na powrót. Gdyby tylko było po co wracać… ech.
Dobra, jadę na kemping, a skoro trasa za miasto, to jestem już poza miastem.
Jak to w południowych krajach, ciemno zrobiło się szybko i wcześnie, a my sobie jedziemy.
My, czyli tramwajarz, ja i radio. Rozkręcone na maksa.
Bo kto poważny, kiedy Portugalia gra o wszystko, jechałby tramwajem?
Mimo że nie znam portugalskiego, i tak dokładnie wiem, co się dzieje na boisku, jaki wynik, która minuta i dlaczego rywale to curva.
I gdy tak jedziemy, gdy emocje sięgają zenitu, a komentator zaraz eksploduje razem z radiem, mecz się kończy.
Nasz tramwajarz, z wyglądu Portugalczyk urodzony gdzieś w koloniach, miotając obelgami i machając rękami, jak jechał, tak nagle, ze zgrzytem zębów i hamulców, zatrzymuje swój tramwaj.
Po czym zrywa się z miejsca i wybiega, znikając w ciemnościach…
– Halo…? – rzucam w pustkę przed siebie.
–…Mać, mać, mać! – odpowiada mi jedynie echo.
Portugalia nie wygrała.
Tramwajarz nie wrócił.
*Na Euro 2000 Portugalia miała za to tzw. „złote pokolenie” z takimi zawodnikami jak:
- Luís Figo
- Rui Costa
- Nuno Gomes
- João Pinto
Portugalczycy doszli wtedy do półfinału, gdzie przegrali z Francją po słynnym rzucie karnym podyktowanym za zagranie ręką Abla Xaviera w dogrywce.
Gdy Portugalia grała ten półfinał z Francją w 2000 roku, Ronaldo miał 15 lat i prawdopodobnie oglądał ten mecz w telewizji (jeśli ją miał). Cztery lata później sam był już jedną z gwiazd Euro 2004.


Dodaj komentarz