Przepis na danie „do myślenia”

#szosopasta na 585 słów, 3 minuty czasu czytania

Ponoć tak piszę o motoryzacji, że lepiej, abym nie budził apetytów w ramach pisania o kulinariach, bo przyczynię się do przeciążenia planety i wzrostu wagi statecznego, statystycznego obywatela. Zaciekawiła mnie ta koncepcja, więc w ramach kompromisu napiszę coś o przepisie.

Nastąpiły ostatnio zmiany w przepisach, wynaleziono jakieś stare receptury na nowo. Stwierdzono, że po ich zastosowaniu to dopiero będzie nam w smak. Koniec ułańskiej fantazji w „gotowaniu”, koniec z lekceważącym, byle jakim stosowaniem przepisów. Teraz będą już wszędzie i wszystkie gwiazdki tylko Michelin.

Nie może być tak, że gdy krajanie jadać jadą „za granicę” Polski, to potrafią się zachować w ichnich „restauracjach” i przestrzegać przepisów. A u nas? No właśnie… nie. Fakt, maniery są ważne przy stole, ale o to się nie martwię – my przecież uczyliśmy Francuzów jeść widelcem już w średniowieczu, więc tak jak „za granicą”, tu też, po zmianie przepisów, szybko sobie przypomnimy, co i jak.

-Dobra, uwaga narodzie – rzekł rzecznik – teraz zmieniamy książkę kucharską z przepisami i w końcu będzie już dobrze. I smakowało i wszyscy wyjdą cało.
Ale tak sobie myślę – przepis na udane danie to podstawa, ale i składniki muszą być dobre. Wszystkie, aby wyszło wszystkim na dobre.

Jadę kiedyś (w ramach nowych przepisów) przez nasz umiłowany kraj ogórka kiszonego, a na pokładzie mam 12-latka nazbyt bystrego. Szosuję stylem „kompromis”, czyli tak, żeby było bezpiecznie, ale sprawnie – żeby nie przegiąć, zbyt nie nagiąć ale i nie ugrząźć, i dojechać do celu jeszcze jakoś w tym tygodniu. I ten 12-stek nagle mi mówi:

– Ale tu było ograniczenie, a pan nie zwolnił! I ja obserwuję, i to nie pierwszy raz!

Osz ty… leszczu barowy… uczyć mnie będziesz? – myślę, lecz milczę – bo co mu powiem? Przecież nie będę tu wchodził w zawiłości, w meandry, w filozofie. Przepis to przepis, trzeba przestrzegać, żeby danie było udane. Nie można też demoralizować młodzieży, od której przyszłość zależy, a której, jak się powie co i jak, to i tak nie uwierzy. Myślę chwilę i mówię:

– To niedobrze…
– Niedobrze!
– To dobrze, masz rację, przepraszam, teraz pojedziemy zgodnie z przepisem.

I pojechaliśmy stosując przepis linearnie, a przed nami było jeszcze 60 km dróg przez miasteczka oraz wsie, borami, lasami i łąkami, i z zakrętami. Z długimi prostymi, rondami, przejściami dla pieszych i drogowymi robotami.

To jazd jedźmy. O tu można 90, rura, ale już hamowanie, bo nagłe 50, któż wie po kiego.
Ledwoco się skończyło niepotrzebne 50, można 70, to pasy – znowu po hamulcu.
Długa prosta – tniemy radosne 90, ale kurier po lusterkach już daje morsem, że się wlekę jak jakiś dziad z długim wąsem. Zakręt z górki z konieczną redukcją i 40, by już po chwili wbić 6 bo 90, więc gaz, ale już hamulce do 30, bo drogowcy zapomnieli zabrać znak po swej robocie.

Robota skończona, znak został, co zupełnie nie przeszkadza, by POLICJA (Poszukiwacze Okoliczności Licznych Inkasacji Cennych Jednostek i Aktywów) tam się za krzakiem ustawiła – w trosce i wyłącznie o bezpieczeństwo obywatela i przestrzeganie przepisów, jak nie skorzystać z takiej okazji?

„Stop” na torach – obowiązkowo i start, bo 90, ale już las, zwierzyna, więc przezornie zwolnię bo przydzwonię. Przeciętne miasteczko na pół krajówką przecięte, światła, teren zabudowany, ale można 70 i już 50, o, a tu szkoła, to znów 40… I tak toczyła nam się ta „kuchenna rewolucja” aż w końcu, po przejściu ze stylu „kompromis” w ten „szybki/szybki, wolny/wolny” styl, jak w piciu pod ogórek, w sposób ultraprzepisowy dojechaliśmy do celu. Zatrzymuję się dumny i pytam w zadumie:

– No i jak, mały, tak dobrze?
– Niedobrze!
– Ale jak to, tak też niedobrze?
– Niedobrze, będę rzygać!

2 myśli na temat “Przepis na danie „do myślenia”

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑