„– Widzisz coś?
– Nie, nic nie widać, chcesz zobaczyć?
– Pokaż.
– Co widzisz?
– Nic nie widzę.
– No widzisz.”
– Nie, nic nie widać, chcesz zobaczyć?
– Pokaż.
– Co widzisz?
– Nic nie widzę.
– No widzisz.”
Wszystkie zmysły powoli, powoli lecz sukcesywnie, sprowadzamy do jednego — do widzenia.
Jednak „mazianie po ekranie” to chyba nie zmysł? Ok, dobra, niby to dotyk i dostarcza jakieś informacji o fakturze, kształcie czy rozmiarze, ale nie odpada — ciągłe mazianie po szkle się nie liczy.
Książki czytanie, filmów oglądanie, potraw przyrządzanie, podróży odbywanie, wiedzy czerpanie, ogródka kopanie, seksowanie, sportów uprawianie i apokalipsy przeżywanie — coraz bardziej wszystko na ekranie.
Pewnie! Są jeszcze ludzie, którym to nie wystarcza, wyjdą czasem z domu, zrobią zakupy, wsiądą na rower, skopią ogródek, zabiją parę zombi… Ale to coraz bardziej szczątkowi degeneraci, starej daty nieprzystosowane jednostki, które wyginą, gdyż nie mają podłączonej do sieci smart lodówki z ekranem do maziania.
Po co jechać na spotkanie skoro — na ekranie?
Po co na nartach zjeżdżanie skoro…?
Po co książki kart dotykanie skoro…
A od potraw przyrządzania lepsze patrzenie na nie — na ekranie.
Za jakiś czas, na drodze rewolucji w ewolucji, będziemy jak te ryby z najgłębszych oceanów.
Hmm… Są takie?
Takie filigranowe, bo ciałko już mało potrzebne, jakieś rachityczne czułki i BigGały.
Duże, badawcze, baczne, zbierające światło OCZY, a no i kciuk.
Kciuk jest ważny, dzięki niemu jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
Tak, palec przeciwstawny, który umożliwił chwytanie, był kluczowy.
Byłem sceptyczny, sądziłem, że to źle i nie samym patrzeniem człowiek żyje — nie na tym to polegać ma.
Że do życia — tak sobie myślałem — chyba potrzeba jest głębszych interakcji organizmów białkowych?
Ja wiem? Smaku, dotyku, zapachu…, a przez to ciągłe przezekranowe oglądanie i przeżywanie świata przezkrzemowe — tak sobie dumałem — to niezauważalnie przeobrażamy się, stajemy się obojętnymi obserwatorami.
Kimś, co to, jak coś się obok coś dzieje i wymaga reakcji, (kiedy kobietę wyzywają w autobusie, czy ktoś się przewróci na pasach) to się nie ruszy z pomocą.
Po co, no i jak? Przecież my tylko patrzymy, nie mamy wpływu, jesteśmy biernymi obserwatorami i po drugiej stronie szyby. Jedno co można to odwrócić głowę, zamknąć oczy i liczyć, że będzie po problemie — bo co ja mogę panie?
Od dzisiaj zmieniam zdanie.
Naprawdę Coś tu jednak jest na rzeczy. Ryli — wystarczy zamknąć oczy, nie patrzeć i problem sam zniknie! Ewolucja dzieje się… hmm… na naszych oczach! Mam dowód.
Otóż jechałem sobie gdzieś tam, jak zwykle sam, a ruch duży, bo to piątek i udzie już jedną nogą w domach, i tylko reszta ciała musi tę nogę dogonić. Gonią więc za nią.
Jadę, patrzę… no patrz — cholera – ja też tylko jadę i patrzę, i widzę — a z naprzeciwka, zza autobusu wyjeżdża Mi_ na czołówkę kobieta, samochód znaczy się.
Skoro autobus się zatrzymał w pasie ruchu (taki przystanek — na środku drogi ma)— to czekać aż ruszy czasu nie, skoro weekend nie czeka na nikogo
Ruszyła się więc do omijania i nie widziała, bo chyba za słabo patrzyła, gdyż nie zobaczyła… że jadę z naprzeciwka. A nie jadę sobie na rowerze, rekreacyjnie. Jadę… chyżo, żeby nie ując sprawy dosadniej, że zapierdalam.
Tu akcja nabiera tempa, ale ją zwolnię na potrzeby czytania, w myśl zasady — p i s z ę d o c i e b i e w o l n o g d y ż w i e m, ż e c z y t a s z w o l n o.
Ona wypada zza tego autobusu, wbija na mój pas ruchu, i jest tak prędka, że działa szybciej niż jej mózg analizuje co następuje, i co zobaczył jeśli w ogóle patrzył.
Przy okazji: Siatkówka nie jest częścią mózgu. Zanim obraz dotrze do kory wzrokowej, mija ułamek sekundy. Z różnych badań wychodzą różne opóźnienia (0,1-0,25 sek.). Mózg jednak od razu nakłada na ten obraz korektę, estymując prawdopodobna pozycje widzianych obiektów.
Tak więc w rzeczywistości nie chodzi o to, że „widzimy” prawdziwy obraz tylko z opóźnieniem.
Nigdy nie widzimy prawdziwego obrazu. Widzimy obraz estymowany.
Ale jaja, wychodzi na to, iż teraźniejszości nie ma, że to co odbieramy teraz… to jest tylko przeszłość!
Wracając do teraźniejszych, a przeszłych już wydarzeń… Dopiero teraz, po chwili, za późno ciut jakby, dociera do naszej pani kierownik, iż droga jednak nie jest wolna, a Ona jest zbyt wolna.
I kiedy widzi już wyraźnie, że ta akcja się nie uda, kiedy pobudzone synapsy nadają do komórek coraz bardziej nerwowych „nie zdążysz” ni wyminąć, ni ominąć, ni zwolnić, by schować się i przeżyć… Pani ściska kierownicę mocniej, zwalnia i rozbrajająco… Zamyka oczy!
Tak, czas jest nieciągły i czasem zwalnia, widzę więc to wyraźnie, gdyż u mnie też wszystko nagle, pewnie z powodu adrenaliny, zwolniło.
Zamknęła (dobrze, że rękami nie zasłoniła) oczy i tak, no cholera jasna, miała rację!
Bo gdy je otworzyła, problem znikł…
…No pewnie, że znikł, bo wziąłem i kurwa załatwiłem ten problem osobiście, przy pomocy zimnej krwi, praktyki i pobocza.
Poboczem przejechałem, wyminąłem ten cały obraz (nędzy i rozpaczy) i pojechałem dalej.


Dodaj komentarz