Ok

[891 słów, 5 minut czasu czytania]

„Ok, Hej słuchaj kolego, nie zmuszaj mnie, żebym ci nie pokazał gdzie y… y…pieprz… y… żebym ci nie pokazał, gdzie raki zimują, OKEJ?!!!… I jak, ok?
-Ok, zadzwonimy do pana.
-A ja nie mam telefonu…
-Ok, ok.
!Żeby w kraju bezprawia nie można było znaleźć jednego gangstera…!”*

*casting na gangstera, „Poranek kojota”.

Kiedy Leon Zawodowiec, ten nasz wiecznie uśmiechnięty ulubiony mistrz operacji nożem, entuzjasta mleka, nałogowy kinoman, niebanalny elegant nagle dowiedział się, że przyjął na staż młodą czeladniczkę, był zbity z tropu. Nieco.


Tamtego dnia, nim do czeladniczkowania doszło, wypadki działy się szybko i tak, tamtego dnia było naprawdę bardzo daleko od OK.
Trzeba przyznać, poukładany do ostatniego granat-a Zawodowiec, w starciu z nastolatką przez chwilę nam nie nadążał za fabułą.
Gdyby to było powiedzmy siedmiu, no dobra, niech będzie i ośmiu uzbrojonych po zęby zbirów, to OK, to się rozumie, to nie jest problem. Wiadomo co robić – zrobi się.

Natomiast jedna nastolatka, w dodatku sąsiadka? Masakra.
Jakoś, w końcu, przy pomocy kreskówek, jakoś pokonał dzień, i nadeszła noc.
Nadal nie wiedział że Matylda będzie kontynuować jego dzieło (bo to dopiero jutro), dlatego teraz jedyne czego chciał, to pozbyć się tego „Palącego” Problemu. Wiedział, przeczuwał jak każdy zawodowiec, swym dodatkowym zmysłem – tego będą tylko kłopoty.

Jednak, mimo całonocnych rozterek i frasunku, podejść, prób, spania na siedząco, tłumików i morderczej determinacji, nie potrafił (bo „żadnych kobiet i dzieci” – a tu ma dwa w jednym), zrezygnował. Koniec końców postanowił od razu jej nie zabijać.

Ok, zaczeka się do rana i zobaczymy. Ale rano, było już za późno.
Matylda, przy pomocy mleka, niecelnych strzałów i celnych argumentów przekonywała go, że zwłoki nastolatki w apartamencie to nie jest dobre wyjście na pozostanie na posesji, a po wystroju to od razu widać że jest do lokalu przywiązany.
Skłania się szanownego Killera do rozważenia pomysłu, iż dziewczynka w wieku lat 12 to idealny materiał na Niezawodnego Partnera Zawodowego Leona.

Początkowo szło jej słabo. Mimo dwóch kartonów napitku i naturalnego młodzieżowego wygadania oraz łzawych kawałków o braciszku, jakoś nie mogła trafić do przekonania naszemu laktozomaniakowi.

W końcu, bo już czas obiadowy a oni tylko obradują, przeszła z siły argumentów na argumenty siły i już po chwili sprawy zaczęły się układać po jej myśli.
Wystrzelenie całego magazynku naboi przez okno było kropką nad „i” i ostatecznie przekonało naszego Ulubionego Zawodowce.
Cóż, skoro mleko się rozlało, doszli do porozumienia.

Leoff przeszedł w opcję on i postanowił szkolić nową podopieczną (bo kto będzie realizował kontrakty, jak on będzie na tradycyjnym L4, kiedy mieszkaniu przyda się remont?).
Ok, czas już najwyższy działać, jeszcze tylko zabrać z parapetu kwiatoprzyjaciela (Aglaonem), dwie liche (ale tylko z wyglądu) walizki w dłoń, papierowa torba z zakupami pod pachę i można – w trybie pilnym, niechętnie bo niechętnie – wymeldować się.
Ta meta jest już spalona. 

Tu swoje plusy pokazuje minimalizm. Leon, nasz rozgadany poliglota, póki nie wziął dożywotniego kredytu, wziął co miał, a miał niewiele – ot torba swych zawodowcy narzędzi, walizka białych podkoszulków i szelek, czapka, „leonki” – i bez sentymentu oraz (póki co z jego strony żadnej) zwłoki opuścił posiadłość.

Kiedy tak sobie szli wyłaniając się z dołu ekranu, a w tle leciała przejmująca muzyka, coraz wyraźniej widać było, że Leon Niezawodnie Zawodowy Morderca, niby idzie, ale gryzie się sam ze sobą.
Nagle, jak szedł, z tymi dwiema mizernymi walizkami (w tym futerał na „instrumenty”) w dłoniach, tak się zatrzymał. Po mimice widać jak coś postanawia – Ok, wyszkolę ją – ale najpierw trzeba sobie to i owo wyjaśnić w kwestii porannej przezokiennej strzelniany nie na wiwat:
-Matylda, nigdy więcej tak nie rób, bo rozwalę ci głowę!
-Ok
-To nieprofesjonalne, są zasady!
-Ok
-I przestań ciągle mówić „OK”! Ok?
-Ok
-Good.

Jedno małe słówko, a ile można nim wyrazić. Wszystko!
„Ok” narodziło się 23 marca, w 1839 r. To wtedy w gazecie „The Boston Morning Post” pojawiło się po raz pierwszy w formie pisanej i był to skrót popularnego wówczas w slangu, a błędnie pisanego wyrażenia „oll korrect” („all correct”) oznaczającego „wszystko gra”.

Nastolatkowie żyjący niemal dwieście lat temu robili tak samo, jak współcześni. W ten sposób stworzono wówczas takie skróty jak „OW” – „oll wright” („all right”) czy „KY” – „know yuse” („no use”).
Ech, życie kołem się toczy. Nic się nie zmieniło. 
Niedługo później „OK” podchwycili amerykańscy politycy. Np. starający się o reelekcję prezydent Martin Van Buren, który otrzymał przydomek „Old Kinderhook”, gdyż pochodził z miasta Kinderhook, reklamował się hasłem „Głosuj na OK”.

„Ok” jest słowem wytrychem, uniwersalnie ponadczasowym, globalnie zrozumiałym, a zależnie od intonacji jest odpowiedzią na każde pytanie.
Ponieważ doskonale niewładam każdym znanym językiem świata, miałem bardzo wiele okazji, w życiu i w podróży, wypróbować (skutecznie, jak zawsze) to uniwersalne narzędzie, ten słowny wytrychoklucz.

Jechałem kiedyś przez Austrię. Znużony, znudzony, utrudzony byłem i nieuważny.
A na drodze, wiadomo, jeden fałszywy ruch, było okej i nagle jest nieokej.
Tak było i w moim przypadku kiedy nagle, gdzieś z pobocza ktoś starannie umundurowany zaczął na mnie kiwać charakterystycznie czerwonym lizakiem. Natychmiast poczułem się nieokejsko obudzony.

To Austrian Polizei machał na mnie przyjaźnie acz stanowczo z pobocza.
W pełni otrzeźwiony wzmogłem czujność, naszykowałem swą podręczną broń i postanowiłem być szybki, skuteczny, przenikliwy, ofensywny… Być jak Leon!
-Bon dzirono panie władzo, jakby co to ja słabo mówić po austriacku, ok?-Ok, ok – odpowiedziała władza
-Ok, czyli co, jest ok?
-Ja ja, jest ok!
-To sobie jadę, ok?
-Ok, ok, ale najpierw 150 euro, za przekroczenie prędkości… Ok?

2 myśli na temat “Ok

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑