PanKing i ParKingowa

[367 słów, 2 minuty czasu czytania]

M. – z definicji – siła zwierzchnia, kierowniczo-ustawodawcza, mózg operacji, generał, naczelny etc.

M. to Ktoś taki, np. kapitan w starych, dobrych czasach wojny na Guadalcanal, który mówił coś w rodzaju “Hej, Kolego, czy byłbyś tak miły i poszedł zlikwidować tamten bunkier?”
I odtąd „kolega” (a przeważnie „koleżka śniegowy” czyli bałwan), czyli ja był wolnym strzelcem.
Mógł iść, biec, płynąć lub czołgać się.
Mógł podkraść się i cisnąć wiązkę granatów albo z daleka załatwić cel miotaczem ognia.
Jeśli tylko wykonał zadanie (w czasach pokoju to zawieszenie półki, wymiana żarówki, położenie parkietu) nie miało znaczenia, jak to zrobił, ważne, żeby był MiŁY i zrobił to TERAZ!
M. w filmach o Bondzie to jego – Bonda, Jamesa Bonda przełożona, a w życiu naszym powszednim to nasza żona.

Kiedyś, w żartach przecież (nikt, nawet „kolega” nie jest aż tak odważny, żeby na poważnie mówić takie rzeczy żonie, w dodatku swojej) zwróciłem uwagę mojej M.-niejszej, ładniejszej, mądrzejszej połowie, że krzywo zaparkowała tę swoją M.ałą Granatową Toyotą. „Hej, linie napakowane są właśnie po to, można się nimi sugerując, pokazać leszczom, jak się to robi poprawnie!”

-M.- mówię – Masz małe, miejskie auto, prawo jazdy od lat, jeździsz lepiej niż ja, parkuj równo, dzieci patrzą i się uczą!

Spojrzała na mnie przymrużonymi oczami, ale słowem się nie odezwała. Zdziwiłem się trochę, że tak milczy, to nie w jej stylu.
Coś tu jest mocno nie w porządku. Od tego spojrzenia pot spłynął Mi_ po plecach mimo lata i ogólnie ciepłej atmosfery.

Ale cisza, choć przebrzmiała, to pozostała, poszedłem więc sobie, doszedłem do siebie i zapomniałem o sprawie.
Bądźmy poważni – przecież to był niewinny żart – c’nie?

Wieczorem jak gdyby nigdy nic, M. pojechała trenować to swoje taekwondo czy inne pływanie, cięcie mieczem, a może rzuty nożem na odległość do ruchomego celu, nie wiem – to jest tajemnica.

A rano wstałem, wszedłem, a przed wyjściem (by podjąć ten trud codzienny w mym białym pogromcy szos), całus z M.żoną na pożegnanie, cmok, cmok i ona mówi na odchodnym, a tonem lekkim jak serek odchudzony, puszysty:
-Miłego dnia! Acha, Mi_, kierując się twoją troską i sugestią, postarałam się wieczorem zaparkować lepiej.

Schodzę, wychodzę, patrzę, no Żono… Szacun!
Trzeba przyznać, postarała się, pięknie zaparkowane drzwi w drzwi, i jak od linijki.
Może jakoś wsiądę.

2 myśli na temat “PanKing i ParKingowa

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑