[516 słów, 3 minuty czasu czytania]
Żeby było jasne: nie mogłem inaczej! Jasne, ja wiem, w tej robocie opanowanie, zimna krew i postawa to podstawa, ale też etyka, incognitość i kamuflażość, dlatego powtarzam: nie mogłem inaczej!
Ok, ale od początku… Temat nie był łatwy, ale też i nie podejmuję się łatwych tematów. Trzeba się cenić i szanować, a z czasem renoma, więc i oczekiwania, rosną.
Pamiętam, że ostatni raz, kiedy byłem w Paryżu (tu przy okazji: nie, nie uważam, żeby to było niedobre miejsce, żeby facet sam chodził po Paryżu), aby wejść do Carrefoura po bagietkę, musiałem strażnikowi pokazywać wnętrze nesesera – tak, już wtedy przesadzali z ochroną, ale teraz… Przy każdym wyjściu z autobusu po dwóch uzbrojonych w broń automatyczną policjantów.
Dlatego byłem dobrze przygotowany – zero sprzętu i pełne rozpoznanie. Trzeba być proaktywnym i elastycznym, a wykazując się inicjatywą, użyć praktyki i sprytu. Uwzględniając powyższe oraz kierując się zasadą „Pod latarnią najciemniej”, zamelinowałem się w Miasteczku Olimpijskim.
Nie jestem wymagający, zdobycie tam kartonowego łóżka nie było żadnym problemem, a braki w klimatyzacji i ogólnie słaba organizacja tylko mi sprzyjały. Już na początku wypłoszyły z tego miejsca co większe sportowe sławy. Potem poszło lawinowo, kto mógł, wychodził na zawody i już tu nie wracał, dlatego ustronnych i bezpiecznie pustych miejsc było dość.
Na stołówkach braki w wyżywieniu byle jakim. O to również nie dbałem, gdyż dbając o formę i zapobiegawczo (pamiętaj: czyś jest z Litwy, czyś jest Węgier, zawsze miej ze sobą węgiel!) przed robotą zachowuję ścisłą dietę. Pijąc jedynie wodę, medytując, wykonując ćwiczenia oddechowe i słuchając Brahmsa, skoncentrowany jak Pudliszki, czekałem na odpowiedni moment.
Jestem światowej sławy zawodowcem, sprawy załatwiam z bliska. Leon Z., znany i szanowany w środowisku Zawodowiec, powiedział kiedyś: „z czasem i doświadczeniem będziesz się zbliżać do celu tak, by na końcu używać tylko sztućców”. I ta słynna opowieść o Wicku – „John to człowiek skupiony, zaangażowany, niezłomny. Widziałem, jak zabija trzech ludzi w barze. Ołówkiem. Pieprzonym ołówkiem!” I nie chodzi o to, że napisał nim wiersz i go im odczytał. Oj tak, dawno osiągnąłem ten etap, a to bardzo ułatwia sprawę.
Kiedy nadszedł właściwy moment, elegancko lecz luźno, w miękkim obuwiu, grantowych spodniach z lekkiej bawełny i z podrobioną legitymacją – autobusem rozwożącym sportowców – bez najmniejszych problemów, „na czysto”, bez akcesoriów, dostałem się na miejsce akcji.
Wszedłem. Całkowicie opanowany, z wkutym na blachę rozkładem pomieszczeń, wyluzowany, sprawny, dekadami ćwiczony miękkimi, kocimi krokami, cicho i w pełnej koncentracji zmierzałem w stronę celu, kiedy nagle…
…Nagle ktoś mnie łapie pod ramię, ktoś inny pogania, wciskając jakąś szmatę? Nie… to koszulka, machając rękami „szybko, szybko”, idź się przebierać… I jeszcze, że gdzie byłem, bo to już ostatni moment!
Spokojnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń, zachowując – jak profesjonalista – absolutny luz i koncentrację, ubrałem ten t-shirt, przetarłem spocone okulary (ależ tu jest upał!) i gotowy na wszystko, całkowicie rozluźniony (rutyna i adrenalina wymieszane w odpowiednich proporcjach, żadna tam kofeina czy chinina) wychodzę z szatni… a ci mi dają pistolet i wypychają na strzelnicę.
Co miałem zrobić? Nadal całkowicie luźny, lecz skoncentrowany, wzruszyłem tylko ramionami, przeładowałem i zrobiłem, co umiałem najlepiej, najgorzej jak dałem radę.
Nie, naprawdę, no nie mogłem mniej, srebro to absolutne minimum. Etyka zawodowca!


nie ma to jak być z etyką i kulturwą na Ty
PolubieniePolubienie
Oczywiście, należy być na Ty, wtedy można podjeść bliżej… i nożykiem go, nożykiem
PolubieniePolubienie