Sztuka

[839 słów, 4 minuty czasu czytania]

„W życiu bym do teatru nie poszedł!” – słowa te, znamienne, prorocze i padłe przy Furze z Węglem, wystąpiły w filmie moralnego niepokoju z mocnymi akcentami typu real-live i nie wzięły się znikąd.

Wypowiedział je człowiek zgorzkniały i upadły, a poprzedzające je wypadki odbiły się szeroko donośnym echem. W kraju soft-rozrywki, realizowanej z rozmachem oraz obfitymi dotacjami przez brzuchomówców w typie pana Zenka czy innych Bojsów Polo z Disco Bandów, przez większość zostały potraktowane dosłownie. Oj, na poważnie ludzie wzięli sobie do serca tę przemowę i zaczęli się do niej stosować.

Nim do tego doszło, naród nawet się garnął do czytania, w kinach były kolejki także poza Walentynkami hitami, a teatrów było więcej niż trzy. Ludziom jednak wiele nie trzeba, wystarczy kamyczek, który ruszy lawinę.

Zanim nasz „kamyczek” ruszył lawinę, przepowiedział przyszłość i wsiadł na Furę z Węglem, innymi furami niż Fura jeździł. Autor słów proroczych był wcześniej przykładnym obywatelem – operatywnym, błyskotliwym i szanowanym biznesmenem. Czy trudnił się handlem węglem w skali przemysłowej, czy może przemysłem opartym na węglu… teraz już nikt nie pamięta. Dość, że była z niego Figura nie Lada.

Do teatru, jak wielu innych, jeszcze wtedy chodził, i do restauracji również, a raz to nawet był w operze – i wszędzie w krawacie, gdyż „klient w krawacie jest mniej awanturujący się”.

Kiedyś, po powrocie z wieczornego, prywatnego – tylko dla członków – odsłuchu Quasi Jazzowych Postmodernistów nowej ery lat 70. z dolnej Etiopii, rano w końcu jakoś ochłonął po ekscytującym wieczorze. Po cichu zapakował kanapki oraz termos do nesesera biznesówki ze skaju i wyszedł przed dom.

Tam zobaczył Pustkę.

Pustka przejawiała się brakiem jego przepięknego, poszanowanego samochodu „pod domem”.
„Tu był! Przecież dobrze pamiętam?” – Jeszcze przez chwilę dumał, dokonując retrospekcji, analizy, rozbioru oraz reminiscencji wydarzenia dnia poprzedniego.
Czy aby nie było tak, jak z państwem Peszek, co się samochodem wybrali z Warszawy do Krakowa na wycieczkę, udali się do teatru (znamienne – znów ten teatr!), a gdy nadszedł czas powrotu, spokojnie poszli na dworzec, kupili bilety i wrócili do domu pociągiem gdyż o aucie zapomnieli?

„Ale nie, na pewno nie – przecież bilety na pociąg teraz w takich cenach, kogo na to stać” – dumał – „nawet mnie, Wilka z Węgielstreet, nie stać. Tu on stał i tu go nie ma!”

Otrząsnął się wściekły, a kiedy emocje z niego ściekły, opanował się i poszedł na tramwaj, gdyż praca nie zając – nie ucieknie. Będzie czekać, no nie ma wyjścia.

Cały dzień w robocie był rozkojarzony, skupić się nie mógł. Nakupił jakiegoś węgla z Turcji czy innego Chile – dość rzec, że „na koniec dnia” okazało się, iż do niczego się on nie nadaje. Węgiel również. Malowany to był kamień – czarnym sprayem.

Pozaciągał kontraktów, ludzi ponaciągał, a wszystko przez to, że mu z pod domu jacyś z szajki Zajeb-Ali auto ukradli. Patrz pan, niby to tylko jedno auto dla człowieka, ale ile krzywdy dla ludzkości!

Po całym dniu w robocie, z niezjedzonymi kanapkami z pasztetową w otłuszczonym papierze i rozlaną kawą, wrócił do domu. Idzie smętnie, krawat przekrzywiony, koszula wyłazi ze spodni, but brudny, a przed domem – stoi samochód!

Niby jego. Dobrze, że pamiętał rejestrację, bo wygląda jak obcy.
Błysk, pomada, wymyty na myjni ręcznej, dywaniki odkurzone, nabłyszczony. Plack-a poszło na deskę chyba cały duży spray! W felgach można się przeglądać, i nawet chyba bieżnik szczoteczką do zębów został starannie na oponach oczyszczony. Cycuś Glancuś!

Otwiera, bo nie wierzy. Kluczyk pasuje! A w środku, na fotelu, koperta jakaś. Nie otwiera jej – pewnie nie ma jak. To chyba przez łzy wzruszenia i upojenie szczęściem – nic nie widząc widzi podwójnie i nic.

Pobiegł do domu, wręczył kopertę małżonce, by czytała. Tak, był cwaniak z niego nie lada – wiadomo, prywatna inicjatywa, element niepewny – udaje, że niby nie widzi, okulary gdzieś posiał, ale… kto wie, może tam ładunek jakiś w kopercie podłożony? I dlatego z tym do żony.

W kopercie – pisemko, jak ładunek – pełne emocji i pięknym pismem zrealizowane. Cudo niczym recepta od lekarza! A w nim „pisze”, co następuje:
„Szanowny Panie, My są złodzieje, ale honorowe. Pojazd pański, skradziony ranem dnia tego i tego z posesji tej i tej w godzinach takich i takich, to była pomyłka! Nie na ten samochód było zamówienie, dlatego zwracamy zrabowane mienie. Z wyrazami i ścieląc się u stóp, oddajemy umyte, wyczyszczone – na wszelki wypadek również z odcisków palców (bo kochajmy się jak bracia, ale liczmy… wiadomo), a za straty moralne, nerwy w pracy i niezjedzone kanapki załączamy, wraz z przeprosinami i pojazdem – bilety do TEATRU!”

Tak to w życiu bywa, dlatego „nie złorzecz na dzień przed zachodem słońca” – jak głosi egipskie przysłowie – bo może zacząć się źle taki dzień, ale jak to mówią po angielsku „na koniec dnia” różnie, jak widać, może być.

Co za fart, co za szczęście! Więc są jeszcze Ludzie (nawet złodziejskie bandyty) na świecie, co mają klasę i jakość. Pewnie się Ojca Chrzestnego naoglądały.

Ubrali się pięknie z Wifą, bo pierwszy dzwonek już za chwilę, wsiedli do samochodu i pojechali na spektakl – tym bardziej radośnie, że była to ekranizacja „Coriolanusa” wg. niejakiego Szekspira.

A gdy wrócili do domu po sztuce, dom swój zastali golutki – ogołocony ze wszystkiego. Do ostatniej sztuki.


2 myśli na temat “Sztuka

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑