Rzucam, porzucam, wyrzucam

[459 słów, 2 minuty czasu czytania]

Mamihlapinatapai to w języku jagańskim, którym posługuje się nomadyczne plemię z Ziemi Ognistej, oznacza ugrzęzłe Spojrzenie między osobami, które czekają, aż inni zainicjują działanie, którego wszyscy pragną, lecz żadna nie ma śmiałości zacząć. Dlatego… Rzucam!

Za oknem pogoda pod psem, a nowy rok za pasem.
Znów rzucanie palenia (to bardzo łatwe, znam takich co robili to tysiące razy!).

Zrzucanie nadmiarowych centymetrów (prościzna, może i za gruby grosz w wyspecjalizowanych centrach, ale za to przystosowanych do Specjalnej Klienteli gdzie mają Miesięczne Karnety Noworoczne do wykupienia na tydzień, dwa, lub trzy dni, zależnie od postanowień i zapału).

Rzucanie się na zaległe książki ze Stosu Wstydu (ale Super Kupa wyszła, tyle się tego uskładało, że ładowarka do smartfonu idealnie na podorędziu stoi. No dobra, szkoda psuć, zacznę od tej nowej co ją jutro kupię! I tak codziennie), oraz rzucanie się na inne, Corocznie Nowe Takie Same Postanowienia…

Rzucanie mięsa, i mięsem zaprzestanie rzucania…

Pieprzyć!
„Zerwijmy z tym chwiejnym balansowaniem na krawędzi egzystencjalizmu i wegetarianizmu”.
Może zwyczajnie zrobić to o czym wszyscy marzą, ale nie ma kto zacząć „Rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”?

E tam… Bieszczado-Bzdury, i co to za „rzucanie”?
Nawet dobrze oleju w silniku nie rozgrzejesz, dwa zakręty, jedna prosta, zdjęcie za prędkość i po trasie. „Rzuciłeś” wszystko, dojeżdżasz a tam, gdzie okiem nie rzucisz, pełno ludzi, pełen zasięg 3G i można płacić blikiem!

Czyż stukrotnie nie lepiej wziąć swoje wierne auto, naprawdę wszystko porzucić, do telefonu „adieu” rzucić, przez okno go potem wyrzucić, ciuch byle jaki zarzucić, i na ząb coś „na szybko” wrzucić?

I nawet się nie wzruszyć, w rzyci świat mieć, i ruszyć!
Przed siebie, w dal wyruszyć, a potem jechać, buty zzuć, gumę żuć, i jechać, jechać aż po kres czasu, przestrzeni, grawitacji, lądów.

Zostawiając to wszystko za sobą, bocznymi drogami, nieśpiesznie nie ściągać się, a zagubić, zatrzymywać od chcenia lub niechcenia – jak chcesz gdzie chcesz.
W małych miasteczkach na kawę, czy w przydrożnym lesie w trawie… chwilę trwać, trwa mać!
Nocować u dobrych ludzi, dysputy z nimi – w językach doskonale nieznanych – prowadzić, a potem ich zostawić.

Pojechać, poznawać świat, te krainy cudzoziemskie, ich kultur zażywać, a potraw smakować!
Się w Tuniebyciu rozsmakować.

Rzucić się w ten świat rozległy, nam równoległy i nie zajmować więcej się, prostaków politykierstwem, przyziemnym po ziemi do pracy chodzeniem co rozczłapuje nam życie na bruku.
Przecież dano nam jeno jedno!

Jak błyskawica błyskawicznie przemyka i znika, przespane, przespane, miedzy palcami niczym ten piach przesypany.

Tak! Zdecydowałem! Nie mam na co czekać!
Teraz, natychmiast, już… RZUCAM, wyrzucam, wrzucam, zarzucam i nic mnie już nie rusza, gdyż ruszam!
– Żono, postanowiłem. Bez zbędnych uniesień i wzruszeń. Rzucam wszystko i w świat wyruszam. Wiedz, że będę podróżował aż się Mi_ pieniądze skończą!
– Acha, czyli na kolację będziesz z powrotem… Mleko kup jak będziesz wracał.


2 myśli na temat “Rzucam, porzucam, wyrzucam

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑