[388 słów, 2 minuty czasu czytania]
Lubię Wiedeń, ten lider światowego rankingu miast najlepszych do życia.
Czysty, bezpieczny, fantastycznie skomunikowany.
A jak Wiedeń, to kawa, sernik, opera, Prater, no i pizza!
A dzisiaj dzień przecież pizzy.
Potrawa uniwersalna, ogólnoświatowa, ponadpodziałowa, antyszowinistyczna, nierasistowska.
Je ją każdy, może poza hawajską – ale my tę zbrodnię rozliczymy w Hadze!
Tamten maj, w owych latach 90., nie był łatwy. Człowiek już się golił, ale nieczęsto; paszport był, ale kasa – nie bardzo.
Głód świata nas tam przywiódł autostopem. Ten głód jednak nagle przybrał mniej duchowe, a bardziej biologiczne kształty.
Trzeba coś zjeść! Kebabów jeszcze nie było, parówek wiedeńskich – nie znaleziono. Ale za to była pizza!
Coś, co w kraju bloku wschodniego i bloków z płyty, z rasowymi przedstawicielami homo sovieticus, było nieznane.
Zjemy pizzę! Koniecznie!
Wbiliśmy do pizzerii jak lordowie, na pewniaka, goło, ale z fasonem.
Pamiętaj, parafrazując mistrza: „Gdy nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się jak luzak”.
W Wiedniu wtedy nie mówili po arabsku, tylko po niemiecku, a walutą nie było euro, tylko szyling.
Tak, pamiętam – kiedyś stało się na granicach godzinami, zamiast dowodu (sporadycznie) używało się paszportu (permanentnie), a w ramach karty kredytowej używano ciężko wymienionej, ze zbójecką prowizją policzonej waluty.
W UK to był funt szterling, a w Austrii – to nie-funt szyling.
Jesteśmy w wiedeńskiej pizzerii. Piękna, lipy nie ma, nie to, co teraz.
Ślinka cieknie, menu podane, nic się nie rozumie po austryjacku, ale to i tak nieważne, gdyż ceny zwalają z nóg dwóch dziadersów ze wschodu, mimo że z północy, którzy już z głodu na nogach ledwie stoją.
Wszystko za drogie jak na nasze bezkredytowe kieszenie. W cenie dobrej, przystępnej i do przyjęcia dla dwójki, co groszem nie śmierdzi na krawędzi głodowej śmierci, jest tylko jakiś „hot plate”!
Jest hot? Yes!
Jest w menu? Yes!
Stać nas?!? Yes!!!
– Zwei Hot Plate, bitte! (Dwa hot plejty poproszę).
Ma się ten wymów po niemiecku ze średniej szkoły, na trójach przejechanej, a wtedy w szkole głównie rosyjskiego uczono!
– Alles?
– Yes!!!
Kelnerce nawet oko nie drgnęło. Profesjonalistka!
Poszła do kuchni, wyszła po chwili, a z nią wyszła cała kuchnia.
Wszyscy chcieli zobaczyć dwóch młodych z zagranicy, jak jedzą „gorące talerze”.
Ale złego słowa nie powiem – z tego, co pamiętam, to za tę cenę dobrze je nam podgrzali!


No ja znam te numery, do tych hotpleitów mielisci za pazucha schowane menaszki z zimnym bimbrem. Jedno olus drugie równa się życie…
PolubieniePolubienie
Jakbyś tam był! Gutek, to ty?!?
PolubieniePolubienie
psssst, ani mru mru
PolubieniePolubienie