Mister Prezydent of Amrecia, co to znów robi Egen Amerykę Grejt Egen (bo już ją raz, kilka lat temu, taką zrobił Grejt, że aż nie wiedzieli, w co go całować, i w związku z tym po prostu mu podziękowali za dalszą służbę), powiedział coś w deseń:
Że niepotrzebnie Ukraina rozpoczęła tę wojnę z rosją, a skoro już rozpoczęła, to powinna ją była dawno zakończyć…
Kiedy to usłyszałem – zadrżałem. A cały świat (ten normalny) ze mną zadrżał.
Świat wpadł przy tym w lekką konsternację, a we mnie dodatkowo te słowa odbiły się echem z przeszłości.
Gdym je usłyszał – zmartwiałem, jak przebity tymi słowami niczym włócznią ponurego włócznika.
Czyżby…? Ech, aż mi się wierzyć nie chce… Czyżby to… ja?
Że to moja może być wina?
No ale tak, fakty same się składają do qupy i, niczym brzytwa Ockhama, tną mnie celnie po twarzy.
Tak, to prawda, napisałem kiedyś taki tekst…
Pomyłka
[238 słów, 1 minuta czasu czytania]
Parli do przodu, nie bacząc na straty i przeciwności. Padł rozkaz, a oni zamierzali go wykonać!
Przedzierali się więc przez teren ten wrogi, przez dzicz tę cholerną, po horyzont pełną zdradliwych pułapek, wrażych twarzy i w paskowanych podkoszulkach marynarskich tatuaży. Wydzierali z mozołem każdy kwartał, każdą piędź tej piekielnej ziemi… i napierali, byle do przodu.
Nie mogli zawieść, nie wtedy, gdy misja, zdawać by się mogło, niewykonalna, została powierzona im. Oni nie wyli i nie zawodzili, nie biadolili, wyklinając los. Twardzi, zahartowani w bojach, milczący byli i zawzięci. Czasami tygodniami nie jedli, lecz nigdy nie zawiedli.
„Niemożliwe załatwiają od ręki, na cuda potrzebują 3 dni” – tak o nich szeptano z nabożną czcią i uwielbieniem!
Gdy napotykali opór – przełamywali go, gdy napotykali zdziwienie – ignorowali je, gdy napotykali stacje benzynowe – tankowali swe tanki.
Na początku było ciężko. Walki przerażały… może nowicjuszy, lecz oni śmiali im się w twarz, tym walkom. Powoli, ale wyraźnie, z każdą chwilą opór malał, prędkość rosła, a misja, co niezwykle ich dziwiło, stawała się… hmm… wykonalna?
I tak, kilometr po kilometrze, metr za metrem, nie śpiąc, dzieląc się ostatnią domowej roboty kanapką z serem, wypijając wodę po ogórkach, robiąc rosoły na wodzie po parówkach, dotarli do celu.
Jeszcze tylko krótkie oblężenie, wywieszenie flagi, otarcie potu z czoła, łez z twarzy i krwi z czołgu, i:
– Prezydencie Wołodymyrze Ołeksandrowyczu Zełenski, z dumą i z Dumy meldujemy wykonanie zadania! Kreml zdobyty!
– O cholera… Chłopaki, to Krym miał być!
Ale, Mister Trump… To był tylko taki żart.
To nie wydarzyło się naprawdę.
I naprawdę, panie Prezdytnecie, nie można traktować tak poważnie mediów społecznościowych.


ci bohaterowie…
byli tacy…
byłem i u nich….
w Bredzie…
w Arnhem… (chociaż ten bohater to tylko nasz bo brytole to gnoje)…
PolubieniePolubione przez 1 osoba