Pantera


[ #szosopasta na 884 słowa, 5 minut czytania ]

Klocki, czy te plastikowe jak Lego i Cobi, gliniane typu cegła i kafelka, albo kamienne z faraońskiego Chopsasa i azteckiej Pirámide del ParaSol, są niesamowicie wszechstronnie rozwijające i niezwykle absorbująco-uspokajające.

Nie ma to jak iść, sobie pójść i na skołatane nerwy położyć glazurę albo złożyć czołg w jakiejś skali. Lepsze to nawet od wódy.

U dzieci rozwijają kreatywność, inteligencję, cierpliwość, przy okazji pozwalając rodzicom jakoś przeżyć ten trudny czas (niech będzie, że „trudny” – jeszcze nie wiedzą, co później będzie).

Wiadomo, kiedy „pociechy” (co to, jak są małe, to są takie słodkie, że chciałby się je schrupać, a potem się żałuje, że się tego nie zrobiło) zajmą się chociaż chwilę klockami, młody rodzic może też odetchnąć i w tym czasie zrobić jakieś pranie, coś sobie wyprasować, obiad czy sprzątnie zacząć… Jakimś z wyżej wymienionych swych hobbym codziennych się zająć.

A z kolei dorosłym klocki dają zatrudnienie – w fabryce lub kamieniołomie, na budowie w Niemczech czy w remontach w Anglii.

Klocki są niezwykle, no totalnie, odjechanym, plastycznym, ograniczonym tylko wyobraźnią budowniczego materiałem ratunkowym.

Braknie ci uchwytu na telefon? Zbuduj z klocków.
Rękojeść do tonfy? Bierz klocki.
Abażur, sedes, kieliszek do wódki? Wszystko zbudujesz!

O, weźmy na przykład piramidy egipskie za przykład.

W zamyśle to żadne tam grobowce. No jak grobowce, skoro Faraoff (aktualnie „Faraon”, ale dlaczego – dojedziemy do tego) to bóstwo, a te są przecież nieśmiertelne?

Nie! To miały być wypasione pałace dla jednego z drugim Faraoffa, kiedy im się znudzi ten śmiertelny, ludzki motłoch.

Miał tam sobie zamieszkać, spędzając wieczną emeryturę (a masz, ZeUSie!), przebywać, wałęsać się, czytać poezje, a kiedyś w przyszłości – jako Muminek – oprowadzać też turystów. I pobierać emeryturę.

Co się więc wydarzyło podczas budowy, że takie wyszło?
Bo bądźmy poważni, kto uwierzy, że to miało być szpiczaste?

Jest takie, gdyż…
„Bez kamieni nie ma budulca. A bez budulca nie ma pałacu. A bez pałacu… (chwila ciszy) Nie ma pałacu!” (Asterix i Cleopatra)

W trakcie tej epickiej budowy, źle policzono i zabrakło im budulca, a terminy gonią i krokodyle głodne.
Wykazali się więc kreatywnością! Zamiast stawiać wg klasycznego stylu budowlanki al’a lepianki (czyli w pionie), poszli po skosie i pod kątem – mniej budulca tu trzeba i kryć tego dachem nie trzeba, a drewno na pustyni, wiadomo, w cenie..

Po drodze kreatywni z działu marketingu wmówili Faraoffiemu, że tak jest modniej, na topie, prekursorsko, awangarda, na lata i to przyszłość architektury. I nie budujemy już z tektury.

FaraOff w końcu, przekonany, był na „On” (od tego czasu mówimy już „Faraon”), i tak odgwizdano sukces, wielokrotny gdyż:
budulca wystarczyło, terminy dotrzymane, premia czyli brak przykrych – rzucenie krokodylom na pożarcie – kar umownych.

Normalnie, to dopiero byli Kreatyni!

Tak, tak, konstruowanie z klocków wciąga. I to do tego stopnia, że kiedy budowałem kolejną gwiezdno-wojenną Gwiazdę Śmierdzi, by nią zaatakować i zrównać z ziemią kilka planet oraz tysiące gatunków, żona musiała aż dwukrotnie chrząknąć, by sprowadzić mnie z tej przestrzeni kosmicznej na planetę Ziemia.

Spojrzała na mnie przeciągle, wzorkiem zaczepno-wyzywającym, oblizała wymownie rozdziawione usta, uniosła pytająco w stylu „działamy coś” brwi?

Zorientowałem się, że młodzież w wieku ząb mleczny już dawno śpi, jest ciemnonoc i jesteśmy tu sami… Jest misja do zrobienia.

I co ja na to? Pan tera?
Pantera? Będę!
Jak Ryba będę!
Jak Tomi Li Dźons w Ściganym będę!

W odpowiedzi uniosłem porozumiewawczo jedną brew: „Kobieto, potrzymaj Mi_piwo i patrz!”

Podniosłem się ruchem płynnej pantery, a kontynuując tę grę, wyciągnąłem portfel i pokazałem jej kasę.

Kiedy radośnie, porozumiewawczo i chyba też seksownie pokiwała energicznie głową, że aż jej się włosy w kreatywnym – jak temu z Modern Talking – nieładzie rozwiały, nie czekałem dłużej.
Krokiem sprężystym Różowej Pantery ruszyłem do sypialni.

A ona, po cichutku, poszła za mną.

Ostrożnie, żeby nie psuć naelektryzowanej od napięcia atmosfery, nie zniszczyć delikatnego, pełnego feromonów klimatu, no i nie obudzić młodych, otworzyłem drzwi.

Po cichu i ciemku wszedłem.

Na szczęście znam ten teren doskonale – sam skręcałem te, niczym z klocków, meble z ikeji. Znam tu każdy centymetr przestrzeni, oj, wiele razy w igraszkach lądowałem na tej tu podłodze.

Przemieszczam się niczym pantera śmieszna… Śnieżna! na polowaniu. Z lekka przegrabiony, łapą macam z przodu, głowa pod kątem, bo kątem oka widzi się w totalnej ciemności… dokładnie tak samo się widzi, ale za to nie przydzwonisz w nic nosem.

Mój cel, chociaż ciemno, jest jasny – łóżko.
I już go, niczym siwo-czarno pantera, dopadam.

Teraz newralgiczna część, i… mam to.
Udało się?
No ba, kobieto, musowo musiało się udało!

Z tryumfem, ale nadal cicho, odwracam się na pięcie, z lekka już rozluźniony.
W ledwie co uchylonych drzwiach, przez prześwit w przytłumionym świetle, widzę filigranową figurę i filuternie filujące z podziwem oko, a ja teraz już śmiało kroczę przed siebie z rękami uniesionymi w geście zwycięstwa.

Nagle sprawy nabierają przyspieszenia, tempa dużego i wszystko zaczyna się dziać na raz.
Gdy idę, nagle i niechcący wyrywa mi się rześkie:
— O KURWA!
…niczym ryk zranionej pantery…

A spod okolicznych kołder dobiega wielki chichot małych stóp, zaś z okolic drzwi słyszę łoskot zamykanego – niczym zmarnowane okno startowe w NASA – zawiedzionego oka.

Ech, nie zna bólu egzystencji ten, kto w misji zdobycia i z pod poduszki wydobycia zęba oraz podrzucenia kasy, kryptonim akcji „Wruszek Zębuszek”, nie stanął po ciemku gołą nogą na plastikowym klocku.

— Pantera? — pytam płochliwie z jakąś, jeszcze tlącą się na gdzieś na dnie mego upadłego ego, nadzieją płonną.
— Pantera? Hmm. Tak, pantera… pan tera dzieci uśpi… ponownie.

2 myśli na temat “Pantera

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑