Umiejętności

184/365 #szosopasta na 723 słowa, 4 minuty czasu czytania.

W „Top Gear” – fabularyzowanym dokumencie-programie o motoryzacji, takim w stylu „kto wymyśli coś najgłupszego, ten wygrywa” – mieli jedną ciekawą konkurencję: na tor – do ścigania – stawiali zwykły „pojazd za rozsądną cenę”, a do tego pojazdu wsadzali najszeregowszego z dostępnych obywatela typu, ja wiem? Tom Cruise czy inna Taylor Swift – i kazali im jechać, jak umieją najlepiej, i najlepiej na maksa.

Te ich jeździeckie „wypociny” można było później śledzić na ekranie, podziwiać wejścia, a czasami (jak się udało) również wyjścia z zakrętów, ekwilibrystykę oraz technikę, która by człowiekowi do głowy nie przyszła, gdyby tego nie zobaczył. Po odnotowaniu i omówieniu najlepszego okrążenia tych szeregowych obywateli, jego czas przejazdu wieszano na tablicy wyników.
Tak, żeby się pośmiać, bo po co innego.

Kiedy po jakimś czasie wyeksploatowano całą tę formułę, i żaden więcej szary obywatel nie chciał się zbłaźnić (i to za żadne pieniądze… no, weź przekup Taylor Swift), ktoś wpadł na pomysł nowy. Racjonalizatorski i przełomowy.

Tę samą trasę, tym samym „pojazdem za rozsądną cenę”, dali do pokonania kierowcom Formuły 1 (Formuły Jeden). I kiedy „cywile” spinali się na maksa, w totalnym stresie, sięgając wyżyn możliwości swoich umiejętności – „formularze” z Formuły, w nowej tej formule, kierując pojazdem dwoma palcami, ziewając, rozglądając się na boki, drapiąc z nudów i komentując widoki, przy okazji kręcąc korbką od okna – wykręcali czasy przejazdów nieosiągalne nikomu i nigdy z „cywili”.

Żeby nie było siary i szeregu pozwów za zszarganie dobrego imienia – „formularze” mieli osobną tablicę wyników, a na torze „Top Gear” rywalizowali jedynie między sobą. Kiedy tak jeździli w tej konkurencji, wyciskając z pojazdu wszystko, co się da, tnąc zakręty w idealnie dobranej linii wyścigowej, wyglądali, jakby wcale się nie koncentrowali na drodze. Tak jakby gaz wciskali od niechcenia i byli nieobecni tu duchem.

No kto to widział!? Jak można tak ludzi poniżać? Co za ciule!

Ale z drugiej strony… tam dopiero, w tym tanim samochodzie, było widać, co to znaczy mieć talent i umiejętności.

Które regularnie tracimy na rzecz maszyn, bo talent to nie wszystko. Jak się go ma – to tym bardziej trzeba szlifować, pracować, doskonalić, przechodzić na wyższe skille, i nabywać nowe umiejętności.

Oddajemy smart-maszynom to, co nas wyróżnia – kreatywność i intuicję – i zamiast nabywać, tracimy wiedzę oraz umiejętności dane tylko ludzkości.

A jak kiedyś odetną prąd?

No tak, przecież ostatnio odcięli. Te dantejskie sceny, bo prądu nie było parę godzin i nie dało się nic sprawdzić w smartfonie, a termomix nie przygotował obiadopotrawy – pozostaną za nami na zawsze.

Ale żeby było jasnym – to inni tracą. Ja nie.
Ja umiejętności doskonalę! Całe życie.

O, pierwszy z brzegu przykład.
Miałem fiata 126p. Polskiego, swojskiego, naszego własnego Porszego – „za rozsądną cenę”.

Napęd na tył, bagażnik z przodu, 2 drzwi, silnik z tyłu, bez wspomagania, topowo spartańskie wyposażenie – gdyż w wyczynie każdy gram jest na wagę! Ot, typowe sportowe coupé za rozsądną cenę, za które innym firmom frajerzy płacą fortuny.

I szlifowałem na nim – i w nim – swoje umiejętności.

Nie włączanie kierunkowskazów i patrzenie, co wyniknie, wyprzedzanie na trzeciego, zawracanie na ręcznym między betonami, sprawdzanie granic możliwości aerodynamiki – czyli kiedy zacznę nie za szybko jechać, tylko za nisko lecieć przy 80 na godzinę.

Czy na pokład wejdą 2 palety płytek?
W ilu kursach da się przeprowadzić pełnowymiarową rodzinę z kotem i 100-litrowym akwarium do innego domu? I dlaczego tylko w jednym?

Oj, wiele nabyło się unikatowych umiejętności, które przydają się do teraz.

Szlifowanie cylindrów pilnikiem do paznokci, wymiana dwóch kół na raz bez ani jednego lewarka, zostawianie auta na biegu bez ręcznego – te rzeczy.

To auto było wspaniałym przykładem kunsztu i zwycięstwa mechaniki nad elektroniką, a przestrzeni nad materią.
I nawet odpalało się je cudnie – mechanicznie – linką i wajchą.

A jak linka pękła?

I tu właśnie wchodzą w grę nabyte i zachowane umiejętności!

Wychodziło się z pojazdu, otwierało maskę silnikową – czyli z tyłu – i specjalnie przygotowanym patykiem (przezorny zawsze ma przygotowany), bo się wiedziało, co nacisnąć – pyk, kaszl… kaszl… kaszlak… i odpalało się pojazd.

A po takim umiejętnym odpaleniu człowiek automatycznie uzyskiwał dostęp do nowych opcji nauki i nabywania kolejnych umiejętności, typu – blacharka i lakiernictwo sprayowe. Gdyż pojazd pozostawiony na biegu i bez ręcznego, po odpaleniu idealnie trafiał przodem, siłą rozpędu, i po wyjściu z krawężnikowego progu – w ławkę, tę żeliwną, stającą przed parkingiem.

2 myśli na temat “Umiejętności

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑