Amatorzy!

197/365 #szosopasta na 689 słów, 4 minuty czasu czytania.


Kiedy dochodzi do największej liczby najtragiczniejszych wypadków?
Zapewne, gdy w listopadzie pod wieczór nagle spadnie śnieg z deszczem?
Otóż nie, wtedy, kiedy w piękny, letni, słoneczny i suchy dzień amator przeceni swoje umiejętności oraz możliwości swego ogumienia. Wtedy właśnie co drugi wrzuca cegłę na gaz i napierdala. Bo co się może stać (?) przecież jest sucho, widoczność jak z teleskopu Webba, a w dodatku ostatnio czeski policjant, wypisując mu mandat za przekroczenie prędkości, mówił do niego, kręcąc z niedowierzaniem głową: — nieźle jeździcie, panie „Kubica” — a on nie zrozumiał ironii i sarkazmu.

W taki właśnie dzień jak dzisiaj, wolne, piękna pogoda, amatorzy przejęli drogi we władanie.
Ten zmieniony rytm, nieprzewidywalne ruchy, nieprzeniknione pomysły i przedziwne zachowania to znak, to się wyczuwa od razu: zawodowcy, odpoczywając przy swych grillach, zbierają siły, by sprostać nadciągającym podwójnym punktomandatopłatom.

Mimo pięknego dnia i związanych z nim zagrożeń, pojechaliśmy pojeździć i coś zjeść, a w drodze powrotnej wpadłem pomiędzy dwa czarno-złowieszcze niemieckie SUV-y.
Po jakimś czasie, gdy z powodu ich technologicznej, a mojej technicznej przewagi, okazało się, że nikt nikogo nie da rady wyprzedzić, uznając patowy remis, utworzyliśmy kolumnę.

Ponieważ byłem w środku, poczułem się jak polityk z Francji lub mafiozo z Berdechowa, osadzony w swej jedwabiście niebezpiecznej eskorcie.
A skoro tak, to mamy, a przynajmniej wyglądamy, jakbyśmy mieli specjalne uprawnienia. Zasuwamy więc przez wioski i miasteczka, pola i lasy, zakręty i proste.
Nic nas nie powstrzyma, a jeśli już… to nie zapominajmy: mandat płaci ten z przodu.

Tak właśnie sobie śmigamy, kolumnowo, ja w środku, i wiem, czym to grozi, trzymam się więc na dystans od zadka tego z przodu, pana Władka — nie ufam bowiem mojemu zimowemu ogumieniu i jemu zresztą też nie.

Ech… Gdy pojechałem zmienić opony na letnie, wulkanizatornia, po zwołaniu pracowników z całego zakładu plus klientów, żeby się pośmiać, i po zapoznaniu się ze stanem Mi_opon, zaordynowała: — do niczego się już nie nadają te „opony”, kolejnego zimowego sezonu nie wytrzymają, proszę jeździć na nich dalej, do ich lub pańskiego końca.

To jeżdżę ostrożniej jakby, uważniej ciut, i bardziej wiedząc niż widząc, że póki co, lepiej kierować się zasadą ograniczonego zaufania i nie testować ich awaryjnymi hamowaniami.
Jest to Dzień Amatorów, więc jeszcze bardziej wzmogłem czujność, licząc się po cichu, że coś się wydarzy.
I długo czekać nie musiałem.

Z podporządkowanej, bez kierunkowskazu, w stylu „Ale jak to, przecież każdy wie, że ja tu mieszkam”, wyjechało przed nas jakieś pierdzikółko, powodując nagły wizg opon, przeciążenia jak w kabinie F-16 Mavericka oraz kreatywne wymyślanie całkiem nowych wyzwisk.
Prowadzący kolumnę wyhamował, ja wyhamowałem, ale ten z tyłu… no… też wyhamował.
Gdy zobaczyłem we wstecznym to jego hamowanie i źle golony zarost, poczułem, że był blisko!
Cholera, no było blisko!

Zawalidroga z mozołem przełamywania oporów powietrza i skrzyni, z zasłoną dymną leciwego diesla (elektryki jeszcze tak nie dymią), nabrał prędkości, przyspieszył do średniej polskiej przelotowej — znów lecieliśmy jak husaria na swych gumowych skrzydłach.
Czułem, że znowu może coś wywinie, była na to kolejna szansa — nie wiedziałem tylko kiedy i czy uda się ją wykorzystać.

I nagle — bo takie szanse zawsze pojawiają się nagle — zawalidroga postanowił kupić bułki, papier toaletowy i cukier na stacji benzynowej, czyli w jedynym czynnym spożywczym w promieniu 40 kilometrów.
Gdy ostro i niesygnalizowanie skręcił, w stylu „Z przodu nic nie jedzie, a ci z tyłu… są z tyłu, niech oni się martwią”, znów na próbę zostały wystawione zestawy hamujące (klocki, tarcze, prawe nogi oraz synapsy) naszych pojazdów.

Przedni SUV wyhamował, choć prawie stanął w pionie, dzięki czemu mogłem zobaczyć, że mu nie wycieli katalizatora (jeszcze), a ja, wiedząc, co się święci za plecami, instynktownie… popełniłem błąd!
Cholera jasna, no — zahamowałem łagodnie jak opadający puch, jak łabędź delikatnie i jak Wrona precyzyjnie, a patrząc we wsteczne, widziałem, że TAK (!) że jest szansa (!) — ten z tyłu może NIE WYHAMUJE!

I cholera jasna — w ostatniej chwili poszedł lekko bokiem! I wyhamował…
No nie mogę! To była taka piękna okazja na lekką stłuczkę bez zagrożenia zdrowia ludzi i zwierząt.
Co mu szkodziło?
Stuknąłby mnie w tył, jak tego od przodu, moje mocno wysłużone auto by Mi_miało szkodę całkowitą, a ja — piękne odszkodowanie z mojej Platynowej Polisy! I wszyscy zadowoleni!

Cholerni Amatorzy, nic nie potrafią zrobić dobrze!

4 myśli na temat “Amatorzy!

Dodaj własny

  1. To ja idę się napić bo nie rozumiem tego Twojego wielbłąda a czytałem kilka zrazów….może mi się uda dopatrzeć niewidzialnego…

    Polubienie

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑