209/365 #szosopasta na 266 słów, 1 minuta czasu czytania.
Kawa? Czuję wyraźnie: kawa! Ale przecież jest noc, ciemność.
Śni mi się zapach kawy?
Pewnie tak. To fajnie, i na drugi bok.
— Tato!
Ignorować. Spać. To tylko sen!
— TATO!
No nie, omamy, węchowe i omamy słuchowe mamy?
— TATO!!!
I jeszcze coś mnie szarpie. Jak w kinie 3D: dźwięk, ruch i zapach.
— Co… co jest, synu?
— Kawa!
— Co, kawa?
— Kawę ci zrobiłem!
— O 5 rano? Po co, chłopcze, mi kawa o 5 rano w sobotę? Idź, synku, dokończ, co zacząłeś wczoraj… Dokończ spać.
— Tato, ale to dzisiaj!
Strzał adrenaliny. Szybka — czterdziestosekundowa kalkulacja. I pierwsza tego dnia porażka.
Nie wiem. Nie wiem, co dzisiaj.
Okej, drugie podejście:
Najpierw: kim jestem.
Potem: skąd przychodzę.
Na koniec: po co żyję.
Mark Twain kiedyś powiedział coś w klimacie: tylko dwa momenty w życiu człowieka są ważne. Pierwszy, kiedy się rodzi, a drugi, gdy się dowiaduje — po co.
Dobra, od dawna już wiem, że żyję po to, żeby służyć i być kierowcą.
Czyli, drogą półprzytomnej dedukcji, na pewno gdzieś jadę.
Ale gdzie, i co jest dzisiaj? Poza tym, że nic nie ma, bo jest noc i sobota.
Na wszelki wypadek wstałem, wypiłem kawę — o, dobra, czarna, bez cukru, espresso.
Dobra, skoro TO coś, to dzisiaj, to nie ma rady — wsiadamy w pojazd, odpalam, po drodze jeszcze kawa i jedziemy. Może po drodze dowiem się gdzie.
— Synu? A gdzie my właściwie jedziemy?
— Z tego, co widzę, tato, to chyba na pewno nie tam, gdzie trzeba.
Szybka rekalkulacja trasy. Płynnym ruchem zmieniam kierunek i udaję, że to tak specjalnie — roboty drogowe czy coś, np. łoś.
Tak, bo w końcu zajarzyłem!
I jak każda dobra historia — ta też ma szczęśliwy finał.
Dotarliśmy. I są:
Zawody w układaniu kostek Rubensa… Rubinksa? Rubika!
Tak, lepiej sobie wcześniej zapisać i nie zapomnieć, nie zawieść i zawieźć.
Niby to tylko jedna literka, a jaka różnica.
I zawsze to lepiej, żeby były zawody zamiast zawodu.

Syna, aby nie zawiesc syna… to jest wyzwanie
PolubieniePolubienie
Ano, zawsze lepiej zwieźć
PolubieniePolubienie