Zjazd

217/365 #szosopasta na 403 słowa, 2 minuty czasu czytania.

Grupy dyskusyjne grzybiarzy rozgrzane jak ich azbestowe patelnie przed smażeniem, przydrożne stacje przekaźnikowe BTS nie nadążają z przekaźnikowaniem terabajtów danych – tak gorące i zażarte trwają dyskusje.

Kto może, naparza przez messengera o najnowszym odcinku TLoU.
Każdy, tylko nie ty.
Ty oczywiście jedziesz, czytasz i – jasne – bardzo chętnie byś coś odpisał mądrego, i najlepiej w temacie… ale co (?), jak jeszcze nie widziałeś!?

Szlak, cały świat widział, tylko oczywiście nie ty!

Czy więc kogoś dziwi, że zabierasz się za nadrabianie i oglądanie? Nikogo nie zdziwi.
Tak właśnie mało trzeba – i nieszczęście gotowe.
Dosłownie chwila nieuwagi i: „Cholera, przegapiłem!”

Tak, twój zjazd przemknął obok jak Shinkansen (jap. 新幹線).
I tak dobrze – tu nie Japonia. Tutaj niektórym, i to coraz częściej, odjeżdża peron.

No trudno. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Zawsze trzeba szukać pozytywów.
O, widzisz! Przynajmniej się odcinek spokojnie obejrzy do końca!

Tylko że wtedy – a zawsze tak jest, Fak Ju Wery Macz, panie Murphy – jak za dotknięciem różdżki otrzymujesz informację dźwiękową, typu ding-ding: „Rezerwa, bądź tak miły i zatankuj”, a wzrokowo tablicę:
„Informujemy: na odcinku Od–Do, czyli 120 km, nie ma stacji benzynowych. Się nie wybudowało jeszcze. Sorry.”

ale Czad! (niejezioro w nieAfryce)

Każdy doświadczony, przeważnie przez los, kierowca wie: na rezerwie przejedzie kilometrów sto, a po autostradzie to nawet i 75.

Zanim odpowiesz sobie na fundamentalne pytania: co ja tu robię, gdzie ja w ogóle jestem, po co żyję, którędy do wyjścia i kiedy jest najbliższy zjazd z tej szosy – natychmiast przechodzisz w tryb „Dotyk Motyla”:

  1. Muskasz pedał gazu ruchami tak delikatnymi, jak wtedy, kiedy pierwszy raz dotknąłeś biletu na mecz Ruch Chorzów – Real Madryt lub torebki Gucci od Hermesa na Narodowym.
  2. Halsujesz, wykorzystując każdy, najsłabszy nawet powiew wiatru, by – używając jak żagla powierzchni boczno-tylnej pojazdu – mknąć do przodu.
  3. Wzrokiem Supermena skanujesz przestrzeń w poszukiwaniu tuneli powietrznych – tych pozornie niewidocznych pozostałości po tirach – by skorzystać z wytworzonej tam powietrznej pustki.
  4. Używasz każdej, nawet najmniejszej równi pochyłej – nawet nie musi być równa – ważne, by była pochyła. Poproszę: w dół.
  5. Zapominasz o wybranych elementach pojazdu, typu: hamulec, a bieg blokujesz taśmą klejącą na szóstce – tak, by silnik pracował na obrotach niemal minusowych.
  6. Modląc się do pradawnych bogów, wypatrujesz jakiegoś zapomnianego zjazdu. Może być nawet wjazdowy – przebijesz się!

I kiedy tracisz już nadzieję, a w baku pojawiła się lokalna Czarna Dziura, rozglądając się coraz bardziej nerwowo, nagle widzisz… Uff… no i jest
Piękny Elegancko Nieziemski Idealnie Schludny zjazd!

2 myśli na temat “Zjazd

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑