Guma

219/365 #szosopasta na 761 słów, 4 minuty czasu czytania.

Jechałem kiedyś w lutym niemiecką autobahną.
Zwykłym, nieskomplikowanym, prostym poruszałem się pojazdem, który wspomagany był tylko umiejętnościami kierowcy.
ACC, ADAS, ASR, ESP? Zapomnij! Ale radio miał!

I na przełamanie monotonii tej nudnej podróży nadeszło nagłe załamanie pogody. Śniegu dosypało, drogi miejscami nagle pozamarzały, wzruszony poczułem się jak w domu, a jednak – zima zaskoczyła drogowców!

„Jest zima, to musi być zimno”, więc w tej sytuacji, niewspomagany żadnymi magicznymi technologiami, po prostu dostosowałem prędkość do warunków atmosferycznych i jechałem dalej w stylu „na galaretę”.

Co to za, często zimą spotykany, styl?

Ręce potężnym uściskiem „za dziesięć druga”, albo może nawet „trzynasta pięćdziesiąt dwa”, trzymają kierownicę tak, że zostają na niej odciski jak trylobita z okresu permu.
Fotel mocno do przodu i prawie kładziemy się na kierownicy, gdyż głowa, wyciągnięta nad wzmiankowaną obręczą „na żurawia”, musi być jak najbliżej szyby, żeby nic, łącznie z maską pojazdu, nie umknęło naszemu badawczemu spojrzeniu w promieniu jakichś dwóch metrów przed pojazdem.

Bieg niski, najlepiej trzeci, aby zawsze mieć zapas mocy pod butem, i 30, maksymalnie 40 km/h. Powoli i ostrożnie, żyłując silnik, jedziemy do przodu, nie bacząc na nic dookoła. Liczę się tylko ja i mój cel.

No dobrze, żartuję sobie, ale byłem tego stylu blisko, bo było lodowisko.
Niemiecka autostrada, cud nowoczesnej inżynierii drogowej, a mimo to – nawet tam – drogowcy polegli na froncie.

Droga zrobiła się miejscami śliska diabelnie, pod śniegiem lód, a ruch spory i oczywiście ciemno.
Ja i inni amatorzy ustawiliśmy się grzecznie w rządku i powoli parliśmy do przodu, póki dało się przeć.

Co dziwne, warunki te zupełnie nie zraziły naprawdę wielu SUV-ów, Merców, Audiców czy innych BMWów!
Na_jeźdźcy ci, uzbrojeni w najnowocześniejsze systemy wspomagania niedomagania, otuleni w komfortowe kokony, wypełnione doskonałej jakości muzyką oraz oświetleniem ambient, pełni zadufania i zaufania do technologii, zapieprzali lewym pasem – na ile im przepisy pozwalały, gdyż to Niemcy i tam się jeździ zgodnie z przepisami.

Nie powiem, trochę mnie to dziwiło i frustrowało.
To jednak da się jechać szybko i sprawnie w takich warunkach?!
Ja też bym tak chciał! Ale nie, nie mogłem szybciej, gdyż mój instynkt – bez wspomagania najnowszej technologii – nie pozwalał na więcej niż pięćdziesiąt w tych warunkach.

Całym sobą czułem impulsy przenoszone z drogi poprzez ten prosty układ kierowniczy i chudziutkie opony.
Nie mnie! Więcej się nie da.

Niestety, w myśl zasady „nic, co proste, nie jest łatwe”, samochód nienowoczesny jest może prosty, lecz na pewno nie jest łatwy.
OK, są może łatwe w naprawie, ale na pewno wcale niełatwe w prowadzeniu.

Czysto analogowa technika bezpiecznej, dobrej w każdych warunkach jazdy wymaga umiejętności, doświadczenia, a przede wszystkim – wyobraźni.
Te smakowicie analogowe pojazdy, tak ciepłe i przyjazne w swoich reakcjach, a nie cyfrowo zimne i pozbawione emocji, jak wiele nowych aut – bez wspomagania, na szczupłych oponach – są wymagające.
Wymagają myślenia o rzeczywistości, otaczającej nas fizyce i mechanice, oraz uwzględnienia ich w rachunkach.

Nie to, co te monstra oparte na potężnych gumach. Omijacze praw fizyki.
Gdy ja, spięty, jechałem w pełnej koncentracji – tamci radośnie gnali przed siebie.

I jakież było ich zdziwienie, a moja mała satysfakcja, gdy po jakimś czasie spotkaliśmy się wszyscy po kolei kilkanaście kilometrów dalej!
Zatrzymali się na sznapsa lub wursta?
Nie – z każdym z tych, co lewym pasem cięli w stylu „Usain Bolt”, po kolei się spotkałem, z tym że ja na drodze, a oni obok drogi.

Grube opony i dużo blachy z przodu uratowały im rzyci – niektórym może nawet i życie – ale cóż, systemy wspomagania, nieobdarzone wyobraźnią, za nich z prawami fizyki nie wygrały.
Na holownik i tak będzie trzeba czekać.

Jak mówił klasyk: „Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb”.

Te najnowsze cuda techniki pojazdowej i technologii samochodowej, wyposażone w najnowocześniejsze systemy wspomagania kierowcy – te wszystkie ACC, ADAS, ASR, ESP, Exit Assist, Emergency Assist, Lane Assist, Side Assist, Travel Assist i inne myślące za nas esy-floresy – w czasach inteligencji opartej na krzemie powodują, że coraz częściej kierowca jedyne co musi, to umieć naciskać na gaz.
Reszta zostanie zrobiona za niego przez pojazd oraz służby utrzymania ruchu.

A potem zdziwiony:
„Ale, że co, to na śliskich schodach można się wywrócić, a w kubku z wrzątkiem jest wrzątek i on parzy?!”

Patrząc na zdjęcie, na te dwie gumy od tego samego modelu pojazdu, z różnych epok, ale służące do tego samego, tak się zastanawiam: opony teraz to nie to, co kiedyś!
Muszą być potężne, by unieść masę skomplikowanych pojazdów oraz nie mniej skomplikowanych przepisów homologacyjnych.

Ale czy ta technika – imponująca, nie przeczę, robiąca wszystko za nas – nie robi z nas coraz większych idiotów?
Co my zrobimy, gdy nam hakerzy wyłączą nagle prąd w tych wszystkich podpiętych do sieci elektrowaniach?

2 myśli na temat “Guma

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑