Równouprawnienie

223/365 #szosopasta na 483 słowa, 3 minuty czasu czytania.

Refleksje i wyjaśnienia zjawisk wpadają przeważnie nagle, niespodziewanie i w dziwnych momentach.

A sprawy czasem zawiłe i nieoczywiste, wcześniej nie do końca jasne, wykrystalizowują się nagle, uderzając z plaskacza niczym grom z jasnego nieba, ukazują rzeczywistość taką, jaka jest, a nie jaką nam się wydaje.

Ot, kiedyś – jakiś czas temu – na mokrej autostradzie, przy prędkości 140 kaem na ha, pręt długości średniej europejskiej (proszę sobie tam nie wydłużać na boku) wbił mi się w oponę. Skąd on tu tak nagle? Nie było czasu dumać, są do uratowania trzy rzyci.

Jakoś opanowałem nerwy i auto. Nie naciskając w panice na hamulec, zapanowałem nad nagle nerwowym tyłem i zwieraczami, i strzelając oczami na boki wybrałem odpowiedni moment, żeby zjechać na pobocze i podziękować Wyższym Instancjom, że to trafiło w tylną oponę.

Gdyby trafiła przednią… Polska pseudoliteratura mogłaby się wstydzić o jednego pseudoliterata mniej.

Przy takiej prędkości – nawet nie w ciemności – małe rzeczy… ta… tak prawda, widać mało, a czasu na reakcję jest mniej niż niektórzy dają z siebie po erekcji.

Zapamiętałem sobie tamto wydarzenie – i wróciło do mnie bardzo wyraźnie, kiedy ostatnio, w dość podobnej sytuacji, poszarpało mi nagle kierownicą na boki. 

Byłem przygotowany? Nie, na to się nie da przygotować, ale zachowałem czujność.

Ale kiedy nic się nie zadziało, po chwili – zgodnie z rozkładem jazdy – zmieniając pasy, zredukowałem biegi, zmniejszyłem prędkość i zjechałem z autostrady.

„Uff… tym razem się udało…” – nie zdążyłem skończyć podziękowań, kiedy auto zatankowało mnie budzącym postrach, i po nocy, budzącym grozę dźwiękiem niczym procesja w Boże Ciało, albo innej Równości procesja (przy okazji: to ciekawe – jedni mogą i im się należy, a pedanteria jakaś i obraza uczuć).

I już po chwili poinformowało mnie żółtymi znakami graficznymi: „Czek sobie de Engine”, po czym – już bez żartów i na czerwono – „Lepiej sobie zatrzymaj ten Engine”.

I nie czekając, czy się zastosuję do wskazówek – postanowiło zrobić to samo.

Na środku dwupasmówki, zaraz za wylotem tunelu.

Tyle że lekko z górki, więc potoczyłem się jeszcze chwilę i…

Ja mu w gaz – a on zgasł.

Nie namyślając się wiele – bo nad czym tu się namyślać – wysiadałem, zrzuciłem ręczny, naplułem w garść, zacisnąłem pasek, ścisnąłem poślady, wbiłem się tenisówkami w asfalt i pchnąłem.

Gdyż za blokowanie pasa ruchu należy się ileś tam złotych – i punkty, niestety nie promocyjne, czego usilnie zapragnąłem uniknąć na początek nadchodzących kosztów napraw.

„Przepchnę” – pomyślałem – „przez to skrzyżowanie i tam za nim, z boku niech pojazd mój stanie”.

I tak zrobiłem.

A kiedy tak puchłem, zaraz za skrzyżowaniem, na przystanku autobusowym – kilku młodych, eksponując doskonale wytatuowane swe przedramiona, zaczęło mi bić brawo.

„Po chuj?” – nie bójmy się wielki słów, tak właśnie pomyślałem.
Bo toczyłem sam dwutonowe zwłoki, a panowie w pełni sił, stali i bili brawo… mej dzielności?
Tego nie wiem.
Ale za to zrozumiałem coś innego.

W końcu.
Oświeciło mnie nagle, a jasno.
Zrozumiałem w momencie, gdyż ciężko wymagać żeby kobiety pomagały mi pchać auto, na czym polega całe to równouprawnienie.

Przecież skoro w całym tym Równouprawnieniu chodzi o to, że żeby było równo, to pewnie właśnie dlatego faceci robią się coraz większymi cipami.

2 myśli na temat “Równouprawnienie

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑