Kultura

236/365 #szosopasta na 461 słów, 2 minuty czasu czytania.

Owszem, bez dwóch zdań już wcześniej wiedziałem, że to była moja wina, ale że to moja bardzo wielka wina — do tego wniosku doszedłem, ledwie do mnie podszedł.

Doszło… dojechało do tego, kiedy poruszając się metodą konika szachowego na drodze międzystanowej, popadając w różne stany (czasem skrajne i po przekątnych), śmigałem, by zdążyć. Było to ściśle związane z czasem, którego coraz mniej zostało mi.

Zależnie od drogowy sytuacji, dokonując cudów, sięgałem wyżyn moich technicznych umiejętności oraz technicznych pojazdu możliwości.

Pikanterii tej jeździe dodawały też pełne werbalno-kinestetycznej ekspresji staccata słów, gestów i westchnień w stylu: „No jedź, ciulu, bardziej zielone nie będzie!”.

Szło… jechało dobrze, do momentu, w którym źle wyliczona trajektoria (błędnie skalkulowana, choć wcześniej w wyobraźni bezbłędna) – ścieżka podejścia pod zakręt z jednoczesnym wyprzedzaniem kilku pojazdów – zakończyła się silnym hamowaniem i, jak cham, zmuszeniem tego, co za mną, do awaryjnego zjazdu na pobocze.

Oj, to nie było uprzejme z mojej strony. Nie było tu kultury ni jakości. Czara przelała gorycz, postanowiłem więc ochłonąć, przeprosić, okazać skruchę.

Również zjechałem na pobocze, a kiedy podszedł, by omówić inkryminowany problem, zamarłem i z uwagą oraz fascynacją słuchałem jego przemowy.

Nie, nie był wielki jak Reacher. Nie był w typie gościa, którego łatwiej przeskoczyć niż obejść.
Nie miał tatuaży na potężnych, ćwiczonych wieloletnią katorgą w siłowniach, barkach.
Zwykłym był, klasycznym okazem obywatela. Nic specjalnego, żaden tam oGROM czy inny ULTRAS.

A jednak…

Miał rację! We wszystkim miał rację! Miał taką argumentację i rację, że nawet nie drgnąłem, chłonąc to wszystko, co miał mi do powiedzenia.
Nie krzyczał, nie rozwalał mi lusterek, nie kopał w drzwi. Pełna kultura!

A ja? Wcześniej pełen gestów, emocji i rozgestykulowanej ekspresji, teraz siedziałem zasłuchany, jak trusia.

To niesamowite — ludzkie ciało jest workiem wypełnionym wnętrznościami i płynami pod tak wysokim ciśnieniem, że po nakłuciu strzyknęłyby na kilka metrów. 

Opiera się na konstrukcji z dwustu sześciu kości połączonych ze sobą znanymi z zawodności stawami, które często trzeszczą, skrzypią i trzaskają, kiedy znajdują się w nie najlepszym stanie technicznym.

Ten szkielet obciągnięty jest trzęsącym się mięsiwem, wydęty workami z powietrzem i nadziany gordyjskim węzłem kanalizacyjnym, pełnym bulgocących kwasów i gazów pod ciśnieniem, spryskiwanym enzymami i rozpuszczalnikami produkowanymi przez ułożone wzdłuż niego ciemne, skruszałe bryłki genetycznie przeprogramowanego mięsa.

Kuliste, wypełnione żelem kamery obracają się w smarowanych śluzem gniazdach. Niezliczone armie rzęsek bronią organizmu przed wrogimi cząsteczkami, otorbiają je i pozbywają się ich. W każdym ciele trzepocze usytuowany centralnie mięsień, przepompowując płyny pod ciśnieniem.

Wielce skomplikowana to maszyneria, a mimo to, siedziałem pokornie i w skupieniu, nie wydając z siebie nawet najdrobniejszego szmeru podczas całej tej przemowy.

To Cud! Tak, a ten cud wytłumaczyć można jedynie potęgą władzy, jaką ma nad ciałem mózg, a nad nim z kolei — kultura.

Hmm… Być może dużo do powiedzenia miała też siekiera, z którą do mnie przyszedł…

Jedna myśl na temat “Kultura

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑