Ach, Goldfinger. To właśnie tutaj DB5 staje się „Bondautem”.
Wcześniej 007 jeździł m.in. Bentleyem.
W dodatku, w książce „Goldfinger” Fleming również nie dał mu DB5, samochodem był Aston Martin DB Mark III.
Filmowcy uznali jednak, że potrzebują czegoś bardziej efektownego. I trafili na DB5.
Ok, mogli trafić gorzej.
Aston Martin wszakże początkowo wcale nie palił się do współpracy.
Wcale się nie dziwię, nie robili aż tak dobrych samochodów, na jakie wyglądały.
W końcu Aston M. stanął jednak na wysokości.
Model który zaproponowali, wszedł do produkcji dopiero w 1963 roku, a „Goldfinger” miał premierę w 1964. Aston Martin wyprodukował ich zaledwie 1023 egzemplarze.
Tak, produkcja filmu dostała prototyp DB5, który przebudowali pod potrzeby filmu i tak Bond otrzymał świeżutki, nowoczesny samochód z dodatkami.
Tu zaczyna się historia samochodu, który zaraz po wozie bojowym z „Obcego – Decydujące starcie” stał się najbardziej rozpoznawalnym autem w historii kina.
Ale DB5 nie stałby się kultowy tylko z powodu wyglądu – jest kilka równie pięknych pojazdów z tamtych czasów.
Nie miały jednak tego co miał Bond Aston, kilku bardzo przydatnych w sobotę pod Lidlem dodatków:
- karabiny maszynowe za kierunkowskazami,
- kuloodporna osłona tylnej szyby,
- wysuwane tarany w zderzakach,
- obrotowe tablice rejestracyjne,
- zasłona dymna,
- olej na drogę,
- wysuwany niszczyciel opon w piastach kół,
- radar,
- telefon w drzwiach,
- schowek na broń,
- i oczywiście na cześć przyjazdu „mamusi”, bardzo ważna część: fotel katapultowy.
Kilka z powyższych genialnych pomysłów miało za to bardzo przyziemne źródła.
Np. Guy Hamilton wymyślił obrotową tablicę rejestracyjną, ponieważ wkurzały go mandaty za parkowanie. Czyli jeden z najbardziej kultowych gadżetów Bonda narodził się z problemu:
„Fak, znowu mandat?”
Ken Adam natomiast wymyślił m.in. uzbrojenie i hydrauliczne „pięści” w zderzakach, częściowo pod wpływem własnych doświadczeń z kierowcami obijającymi jego Jaguara.
Początkowo scenariusz przewidywał znacznie mniej gadżetów. Dopiero podczas produkcji kolejne osoby na podstawie swoich doświadczeń z sobotnich wyjazdów pod supermarkety dorzucały nowe pomysły.
I tak samochód zaczął rosnąć w stronę czterokołowego szwajcarskiego scyzoryka, osobistego wozu bojowego do samoobrony, i poręcznego zestawu do przetrwania czwartkowego dnia targowego.
No i kiedy filmowcy dostali pierwszy prototyp DB5, wyszło że specjalista od efektów John Stears musi zrobić w nim otwór pod mechanizm fotela „do wyskoków”.
Oficjalna strona 007 przytacza jego wspomnienie: „I wiesz, zaznaczyłem se dach, co nie? Zakleiłem miejsce cięcia, popatrzyłem na ten piękny samochód i… poszedłem na kawę.”
Dopiero potem wziął wiertarkę.
Ta, pewnie, poszedł na kawę.
Już to widzę: „Panie John, proszę tylko wyciąć elegancką dziurę w dachu tego pięknego prototypowego Astona co go mamy tylko jednego.”
Żeby ciąć takie auto na trzeźwo, to na pewno poszedł do Żabki po kilka małpek.
Chociaż właściwie i po prawdzie, filmowcy mieli dwa DB5.
Jeden „trick car” – czyli samochód z gadżetami, a drugi służył przede wszystkim do normalnych ujęć jazdy.
Ale nawet ten naszpikowany gadżetami egzemplarz nie miał wszystkiego, co pokazywano w filmie w pełnej gotowości.
Część wyposażenia była atrapą albo działała tylko na potrzeby konkretnych ujęć.
Q owszem, jak zawsze miał dużo gadżetów, ale jeszcze więcej miał ich dział efektów specjalnych.
A fotel katapultowy… tak naprawdę nie był prawdziwym fotelem wojskowym, a w scenie z wyrzuceniem zbira Goldfingera przez dach użyto sprężonego powietrza i manekina, bo sam mechanizm nie działał tak automatycznie, jak sugeruje film.
Zaś zbliżenia na wysuwane z kół ostrza tnące opony przygotowywano na specjalnie zbudowanych makietach w studiu.
Bond (a my razem z nim), nie od razu poznaje wszystkie gadżety podczas prezentacji u Q. Twórcy chcieli później zaskakiwać widza kolejnymi funkcjami.
I co jest ważne dla całej serii: to właśnie „Goldfinger” ustanawia schemat „Bond + gadżet + demonstracja u Q + akcja”.
Przy okazji…
Nawet Bondowski Aston musiał czasem przypomnieć, że pod tym wszystkim nadal jest to zwykły samochód. Np. podczas zdjęć w Alpach DB5-owi spaliło się sprzęgło.
Tak więc możesz mieć karabiny maszynowe, radar, zasłonę dymną, olej na drogę i fotel katapultowy, ale jak sprzęgło mówi „mam dość”, to nawet 007 może sobie najwyżej popatrzeć z góry na góry – jeśli uda mu się siebie bezpiecznie wykatapultować przed rowem.
Warto pamiętać, że choć Goldfinger to trzeci film serii, to właśnie tutaj wiele elementów zaczyna wyglądać jak „ten właściwy Bond”. „Kultowość nie do wytrzymania”.
A to, że „geografia jest stanem umysłu” zrozumiemy dopiero wtedy, kiedy dowiemy się, że Sean Connery prawie nie był w Ameryce.
Film pokazuje nam, jak Bond jeździ w USA, po Miami i Kentucky, ale Sean Connery nie pojechał do Stanów na zdjęcia. Sceny te realizowano w Pinewood Studios w Anglii.
Bond eksplorował Amerykę… niemal nie ruszając się z Buckinghamshire.
Za to Ford Mustang w filmie nie jest przypadkowy. I jest prawdziwy.
Tilly Masterson jeździ Fordem Mustangiem Convertible, który był wówczas świeżym i bardzo nowym modelem „1964½”.
Brytyjski DB5 kontra świeżutki amerykański Mustang.
Johnie Wicku, co wybierasz?
Ford tak się podjarał, że dostarczył produkcji Lincolna Continentala do sceny zgniatania w zamian za ekspozycję nowego Mustanga.
I wreszcie jest. Rolls-Royce Goldfingera.
Tu przypomina mi się pewna historyjka:
Pewien przemytnik latami przemycał coś przez granicę. Celnicy wiedzieli, kim jest i co robi, ale za każdym razem, kiedy pojawiał się ze swoimi wiernymi osiłkami na granicy, a oni sprawdzali ich ładunek, nic nielegalnego nie mogli znaleźć.
I nigdy go nie złapali. Kiedy w końcu, po latach, zakończył swą przestępczą działalność, zapytali go:
– Co takiego przemycałeś, że nigdy tego nie znaleźliśmy, błagamy, powiedz!
– Osły.
Goldfinger jeździ Rolls-Royce’em Phantom III z 1937 roku.
To samochód pasujący do niego idealnie: ogromny, ciężki, luksusowy, demonstracyjny.
V12, około 3,5 tony masy i konstrukcja z czasów, kiedy luksusowy samochód nie potrzebował jeszcze trybu Sport, AI, kilku komputerów i kilometrów światłowodów, żeby dało się tym jeździć.
Ale już potrafił ważyć tyle co mały autobus, a Goldfinger kiedy w nim ucieka, nigdy nie ucieka.
On się tylko majestatycznie oddala.
„Goldi” nie jeździ swym złotym Rollsem tylko po to, żeby pokazać, że ma więcej pieniędzy niż zdrowego rozsądku.
Przemyca nim złoto. Nadwozie jest pokryte złotem, a po przewiezieniu samochód zostaje rozebrany, żeby odzyskać cenny metal.
Cóż… Osły.
A żeby nikt przypadkiem nie miał wątpliwości, że mamy do czynienia ze złotem, Rolls ma tablicę AU 1.
Au – symbol chemiczny złota.
Subtelność godna człowieka, który pomalował kobietę na złoto.
I tu dochodzimy do sedna.
„Goldfinger” sprzedał nie tylko historyjkę i film. Sprzedał cały produkt „James Bond”.
Samochód, zegarek, gadżet, garnitur, drink, piosenka, kobieta, złoczyńca.
Poszło wszystko, za grube pliki banknotów narodowych banków wielu krajów. To właśnie od tego filmu Bond zaczyna być marką, a nie tylko serią filmów.
I chyba dlatego DB5 został z Bondem na dłużej.
Aston Martin pożyczył Bondowi samochód. A Bond oddał Astonowi legendę.
Deser.
Lista najważniejszych pojazdów w „Goldfinger”:
- Aston Martin DB5 (1963) – BMT 216A (DP/216/1), pierwszy Bondowski Aston z pełnym pakietem gadżetów Q,
- Aston Martin DB5 „Road Car” – drugi egzemplarz używany do ujęć jezdnych i bez uzbrojenia,
- Rolls-Royce Phantom III Sedanca de Ville (1937) – złoty samochód Goldfingera o numerach AU 1 i ruchoma skrytka na kruszec,
- Ford Mustang Convertible (1964½) – auto Tilly Masterson rozcięte na „szwajcarskiej przełęczy”,
- Lincoln Continental (1964) – limuzyna pana Solo, sprasowana w słynną „kostkę” na złomowisku,
- Ford Ranchero (1964) – pick-up użyty przez Oddjoba do wywiezienia sprasowanego Lincolna,
- Ford Thunderbird Convertible (1964) – samochód Felixa Leitera,
- Mercedes-Benz 220 S (W111 / Fintail) – auta strażników Goldfingera goniące Bonda po terenie fabryki,
- Hiller UH-12E4 – śmigłowiec pilotowany przez Pussy Galore,
- Lockheed JetStar – prywatny samolot Goldfingera,
- Dodge M43 Ambulance / US Army Ambulance – pojazd medyczny użyty w Operacji Grand Slam wokół Fort Knox
Grafiki użyczył Przemek , i mam nadzieję, że się nie przeliczył.


Dodaj komentarz