Jechałem przez Jasło. Dawno tu nie byłem, wiele miesięcy, może nawet rok.
Kiedy tak jechałem przypomniałem sobie o firmie „Roman & Kolesie” z którą sporadycznie bo sporadycznie, ale robi się interesy.
Może wpadnę do nich – pomyślałem – skoro już tu jestem, przypomnę się, no i z pół godziny już chyba nie piłem kawy… ale bym się napił kawy!
Jak pomyślałem tak zrobiłem, w dodatku, nie korzystając ze wspomagaczy (poza kawą) pamięć mam dobrą i pamietam, że to jest tu, o tam, za rogiem.
Zaparkowałem, a kiedy do nich szedłem zadzwonił telefon, patrzę, i ech… oczom wierzę, znowu!
-Dzień dobry p. Mi_, to ja Roman z „Roman & Kolesie” z Jasła. Dawno pana u nas nie było, to dzwonię, żeby się przypomnieć, może by pan kiedyś do nas zaglądnął?
Nie zdziwiłem się, nawet mięsień Mi_ nie drgnął, mimika ciała typu głaz. Zdarza mi się tak, tak często, że już dawno zdążyłem się przyzwyczaić do tego typu wybryków mojej rzeczywistości.
Odbieram i:
Mi: Panie Romanie? Proszę powiedzieć Hokus-Pokus.
Ro: Słucham?
Mi: No, „hokus pokus”, niech pan powie, najlepiej na głos!
Ro: Gdybym pana nie znał… no dobra… Hokus Po…
Mi: Tadam!
I stanąłem w drzwiach ich firmy.
Widok tych min, nigdy nie przestanie mnie bawić.
Czy są w życiu przypadki? Może, są, a może nie ma i rodzimy się w jakimś scenariuszu, wcześniej zaprogramowanym, który mogą ogarnąć tylko intergalaktyczne niesztuczne inteligencje tak potężne, że działające w bocznych liniach czasu i alternatywnych wersjach światów?
Skoro naukowcy doszli do wniosku, że my i wszystko, co postrzegamy, to tylko 4% tego, co istnieje, to co my możemy wiedzieć?
Nie wiem, może to jest jakieś mikrofalowe, krótkiego zasięgu połączenie energii umysłów?
Może wystarczy tylko wyostrzona intuicja i umiejętność jej słuchania, bo trzeba wiedzieć kiedy nadaje z sensem, a kiedy głupoty opowiada żerując na naszych lękach i kompleksach?
Dumałem sobie o tym, bo aktualnie nie miałem wiele do roboty. Woda z zimnego Atlantyku, poprzez skomplikowany system zaworów, niedomkniętych śluz, kluz, bulajów i innych bajerów, wlewała się Mi_ do butów i nogawek, miałem czas.
Zimno… byr…byr…
No cóż, trzeba sobie jasno powiedzieć – To Nie My? Nie, To My i ToNieMy!
Miałem powody do dumania o tym, bo całe to tonięcie, zaczęło się, jak zwykle, hmm… od przypadku(?), czyli od małego piwa.
Piwko było nadmiarowe, jedno i naprawdę malusie – ale tak jak motyl co na drugim końcu świata zamachał skrzydełkami by wywołać u nas tsunami – wpłynęło na losy.
Małe i niewinne piwko, spowodowało 10 minutowe opóźnienie w dotarciu na dworzec, które to opóźnienie, jak kamyczek w lawinie, zamieniło się w … no, lawinę… zdarzeń.
Punktualnie o 22 zamknięte kratą (jakby nie wystarczało, że sam zamknąłem swoją, Francja jest dziwna) na całą noc, do 6, skrzynki bagażowe (w których miałem bagaż) spowodowały opóźnienie w wyjeździe, co przełożyło się na kolosalne spóźnienie w przyjdzie, co ostatecznie zakończyło się wypłynięciem z 24 godzinnym opóźnieniem, a to spowodowało że… cóż:
-ToNieMy!
Woda – kurka jaka ona zimna – podnosiła się coraz wyżej, a mewy Mi_ nad głową i nad tonącym promem, z krzykiem i prześmiewczo pikowały szybując, latały śmigając… i pokrzykując się śmiały.
-A ić że w cholere! Bardzo śmieszne i zamknijcie ryje!
Ponoć, „tonący brzydko się chwyta”, więc trzymałem się brzydko ale jak umiałem silno, tej zimnej, śliskiej poręczy, i dumałem, bo miałem chwilę: to jak to jest z tym przeznaczeniem, jest czy nie jest?
Nie wiadomo, może jakbym nie wypił tego jebnego małego piwa, to bym zdążył odebrać bagaż, a potem i na pociąg który…
Miałby wypadek, bo jakieś dzieciaki dla draki podłożyły by kłodę pod koła.
A może nie, i dojechałbym tym pociągiem na czas, a wypłynąwszy zgodnie z planem, szedłbym teraz na Guinessa…
I wpadłbym pod auto, bo oni tu jeżdżą po złej stronie…
No nie, schodzę zbyt głęboko. Ech, kurwa, i wszystko się Mi_ teraz kojarzy z utonięciem.
Byr… byr… Coraz zimniej jakby, i coraz głośniej skrzeczą te cholerne mewy, że też się mi zachciało Zjednoczonego Królestwa leżącego na wyspach.
Kiedy tak pogrążałem się coraz bardziej w mroczne rozkimny o przeznaczeniu, a w planie na najbliższą przyszłość miałem pogrążenie się w równie mroczne i w dodatku zimne wody Atlantyku, i kiedy nad wodę wystawały Mi_ już tylko oczy żeby lepiej widzieć, i uszy żeby lepiej słyszeć te cholerne mewy…
Obudziłem się zrywem, to znaczy, spadając – z ławki.
Zerwałem się nagle obudzony, ale mało przytomny.
Mewy są? Są.
A jakże, potężne ptaszyska śmigając w te i nazad, już wyraźnie i wprost śmieją się ze mnie swymi hitchcockowskimi chichotami.
A woda? Jest.
Woda zaczynała się lać… ale z nieba.
Obudziłem się z horroru, nad ranem, na zimnej i niewygodnej żeliwnej, wytopionej chyba z dział zatopionych okrętów, ławce w Dover.
Uff. Czyli nie toniemy? Tak! Tym razem To Nie My!
To tylko sen był, inspirowany hitchcockowskiem dreszczowcem i odMewymi efektami specjalnymi, z małą domieszką zmęczenia i wrażeń z nocnego przepłynięcia kanału LaManszu, oraz nocowania na przytulnej, osnutej mgłami Albionu, zimnej i twardej ławce.
Zaczynający się, a rzadko spotykany w Anglii deszcz („cud, panie, cud!”), mgła… no i te kurwewskie Mewy – całkiem mnie już ocuciło!
Dlaczego one są takie duże? Przyleciały z Jurajskiej Wyspy, czy co – krowy jedzą?
Już siedząc na ławce, przebudzony i rozedrgany, no bo, powiedzmy sobie szczerze – przecież prawie utonąłem, i co z tego, że we śnie?
Każdy przecież wie – żadna kobieta nie daruje zdrady, i cóż z tego, że jej się to przyśniło? – tu to samo.
Dumałem nad koincydencja zdarzeń, zdążeń, spóźnień, przypadków i przeznaczeń, a te cholerne ptaki dalej darły ryja… ale jakoś inaczej.
I obudziłem się! Ale co? znowu się obudziłem?
Prawie utonąłem, obudziłem się z tego ledwie żywy, po to żeby usiąść na ławce w deszczu i zimnie, po to żeby się znowu obudzić? We własnym łóżku?
I czemuż te ptaki tak drą ryje, Ptasiek Staszek, Weź coś z tym zrób!
No nie! JPRDL Incepcja na żywo, jak pragnę zdrowia i niższego zusu!
Co to jest, sen w śnie?!
Teraz już nie ryzykowałem, uszczypałem się, zabolało, ale to było mało.
jak w Nolanskiej „Incepcji” wziąłem do ręki swój tajny przedmiot, by sprawdzić czy na pewno to rzeczywistość.
Tak, zgadza się teraz już na bank nie śpię! Bo jak każdy co się rano budzi, chwyciłem za smartphon.
Nie ma lepszego testu.
Ok, skoro się budzę 3 raz, jest 4 w nocy, ptaki się drą i spać nie dają, to sprawdzę co tam w świecie, a tam…
Kolega Krystian o pierwszej pięć, przysłał zdjęcie mewy, że może… się Mi_ qrdwa, nada!
Przypadki? Jakie przypadki!
Fajnie się czyta, miło minął czas? Doceń – buycoffee.to/SzosaMi


Dodaj komentarz