Dało Mi_ to do myślenia, gdyż doniesienia z alternatywnego świata (innego, niż ten z krużgankami oświaty), mówią, że pracuje się obecnie nad samochodem, który nie będzie wymagał ingerencji człowieka. Osiągnięty został „kamień milowy” w rozwoju systemu autonomicznego samochodu i zakończono podstawowe prace nad chipem, który będzie napędzał pierwszy taki samochód.
Pojazd ten ma składać się głównie z procesorów neuronowych, które mogą obsługiwać sztuczną inteligencję potrzebną do autonomicznej jazdy w projekcie pozbawionym kierownicy lub pedałów, z wnętrzem nastawionym na jazdę bez użycia rąk. O Ja Cierpiędolę! A oto jak brzemienne będzie to w skutkach.
Ostrzegam, tylko dla ludzi nie posiadających nerwowych procesorów neuronowych.
Nowoczesność nie dopadła nas nagle. Nie skradała się za rogiem, by uderzyć znienacka. Nie, powoli, ale z nieubłaganą determinacją walca, parła, wykorzystując nasze wrodzone ludzkie lenistwo i konformizm. I nagle, życie stało się w 98% smart.
Zepsutą lodówkę zastąpiła lodówka, która sama inwentaryzuje, przewiduje i zarządza zakupami spożywczymi. Nareszcie koniec z konfundowaniem samoobsługowych kas w Lidlu, gdy po raz setny pomyliłem baltonowski pszenny ze słowińskim mieszanym.
Samostanowiący, niezależny odkurzacz został największym przyjacielem kota.
Ten, co wcześniej samotnie przesypiał dekady, teraz dzieli władzę nad domem z czyszczącym, inteligentnym spodkiem, który patroluje i odświeża całymi dniami powierzchnie płaskie. Dni stały się pełne energii i sensu. Gdy jeden jeździ, drugi na nim siedzi i obaj wykonują tę zakurzoną robotę, dyskutując o duszy i sensie istnienia. Czy kot oparty na białku i karmie lub klon tysięczny fabryczny, oparty na krzemie i prądzie mogą mieć duszę? Czy po śmierci zamieniają się w kodowaną energię, czy tylko w części zamienne nowoczesnego, pełnego recyclingu życia.
Pralka połączona z dyskretnie ukrytą sortownią burdów, nie wywlekając ich na wierzch, precyzyjnie je sortując, nieubłaganie pierze w programowanych cyklach dobowych swoim super inverterowym silnikiem i to tak delikatnie, że tego przeważnie nie trzeba prasować. Bezduszne żelazko od dawna ma focha.
Smartphon dawno zastąpił nam pamięć operacyjną, krótkotrwałą, długotrwałą, deklaratywną i każdą inną, więc smartdom, ze względów bezpieczeństwa, nie wypuści nikogo na zewnątrz bez tej pamięci. Zegarek połączony na stałe z centrum krwiodawstwa, lekarzem rodzinnym i NFZ non stop i on line monitoruje aktualny stan naszej powłoki doczesnej, konserwując i zabezpieczając jej strukturę na bieżąco i bez zwłoki.
Tak, wiek 21. Człowiek nigdy w swej historii nie miał tak dobrze.
Spotkaliśmy się w przedpokoju, szafa kończyła swój cichy tryb odświeżania ciuchów zlecony godziny wcześniej przez kalendarz.
Rano, gdy otrzymałem swoją spersonalizowaną dawkę informacji, jak co dzień dostarczoną razem z precyzyjnie dobranymi pod profil FB i wyszukiwarkę Google reklamami, dostałem też lakoniczną wiadomość: „Dzisiaj kolacja o 19, stolik zarezerwowany, niespodzianka, zapewnij tajemniczość”. Wiadomość nadano z numeru „zastrzeżone łamane przez nieznane”, ale była w trybie „high” z odpowiednimi znacznikami NFT identyfikującymi jej autentyczność, dlatego systemy bezpieczeństwa się dogadały i zaczęły wdrażać procedurę.
Białko nie musi tego rozumieć, a pralka, szafa, lodówka, kalendarz, samochód i telefon dostały ją w trybie nadrzędnym „porzuć wszystko inne i rób”.
Mam być tajemniczy, ma być niespodzianka? Może być z tym kłopot! W czasach kamer, czujników, nadajników, sensorów i szumiących wszędzie zero-jedynkami oraz systemami chłodzącymi infostrad, o niespodzianki ciężko, a tajemniczość jest oazą na Saharze. Często to zwykła fatamorgana. Od dawna wiadomo, niespodziewane niespodzianki szkodzą, mogą doprowadzać do zatorów, dlatego wszystko musi być wcześniej poddane analizie. „Bez zaskoczeń i wg planu proszę, to nie jest barbarzyński wiek XX, gdzie w sposób nieprzemyślany, nielogiczny, nagle wyskoczyłeś wieczorem na piwo i zapomniałeś telefonu!”.
Właśnie za tę pewność i przewidywalność płacimy, nabywając ultranowoczesne, inteligentne inteligencją typu „smart” urządzenia.
W dodatku, gdy komfort, bezpieczeństwo oraz luksus zapewnione są w niewygórowanej cenie produktu, oraz „ jest to nadrzędnym celem naszej korporacji”, wychodzenie z domu po powrocie z pracy coraz częściej staje się zbędne.
Spotykanie z ludźmi w realu jest bez sensu i tak każdy patrzy w ekran lub soczewkę z wbudowanym w oko wysokiej rozdzielczości ekranem swego okna na świat.
Smak, zapach, microtiki, dotyk, bezpośrednia energia innego ciała… A po co to komu, skoro jest wizja 4K i fonia Hi-Res? Przeżytek…
Mimo, że wewnętrznie podekscytowany i głodny (lodówka, poinformowana wcześniej przez kalendarz o kolacji, odmówiła dostępu do opcji stałych – tylko woda), byłem należycie tajemniczo niespodziany. Obojętnie, jak gdyby nigdy nic, włożyłem swój najlepszy garnitur odświeżony przez uprzedzoną wcześniej szafę, która cząsteczkami ozonu i nanosrebra z drobnym dodatkiem infradźwięków (o częstotliwości uwzględniającej ucho kota) doprowadziła go do stanu perfekcyjnie przedzakupowego.
M. też dyskretnie i z mozołem stroiła się w… tak, jak to Mała Czarna, w małą czarną.
No już dość: tajemniczość jest, wykwintność jest, wieczorność jest, to kolej jeść!
Na tę okoliczność zapatrzeni pod nogi, barbarzyńsko trzymając się za ręce, wsiadamy do elektrycznego, napędzanego wodorem, komfortowego i autonomicznego pojazdu. Ręce z daleka od kierownicy, której nie ma, czekamy na start, teraz żaden system nie wypuści nas na pas ruchu bez samoprowadzącego się pojazdu inteligentnego jak nie wiem co.
No pewnie, są jeszcze gdzieś na rubieżach cywilizacji i kontynentów, ukrywając się w dziczy pomiędzy wysypiskami odpadów i starych lodówek na freon, buntownicze jednostki, które przedkładają zapach oktanów i ryk silników spalinowych nad przewidywalny i bezpieczny komfort. Ale mniejsza z nimi, ci są już poza układem, nieliczący się samobójcy w iluzji wolności próbujący samodzielnie prowadzić swoje pojazdy. Aż mam ciarki przerażenia na samą myśl.
Wracamy na planetę „Cywilizacja”.
Jak niespodzianka, to niespodzianka, koordynaty celu tajne, wprowadzone przez Google maps. Niesamowite, to chyba są bajki, że ludzie kiedyś potrafili dopłynąć i odkryć Amerykę, kierując się gwiazdami, używając sekstantu oraz kompasu!
Pojazd sprawdza nam ciśnienie, saturację, poziom cholesterolu, zapięcie pasów i w drogę. Ależ ja jestem głodny, może będą owoce morza, do tego butelka wina, smooth jazz i my. Cisza, spokój, kultura i klasa.
Grając swe tajemnicze role, rozmawiając o niczym i milcząc o wszystkim, jedziemy na spotkanie z niewiadomą. Ciekawe, co ta M. wymyśliła? Dumając, wyglądam przez przeźroczysty ekran LCD, ej, ale co jest… zaraz… ja znam tę okolicę, ja dobrze ją znam… czy to jest…
-Hej, cześć! Z nudów zapisałam się na korespondencyjny kurs hakowania dla amatorów. Myślałam, że to nowy rodzaj szydełkowania, ale potem poznałam tam świetnych młodych gniewnych i ich pana Hacka. To tacy mili i grzeczni chłopcy. W ramach wprawek i treningu pomogli mi zhakować wasz jednak nie dość inteligetny świat, po czym z nudów sprowadziłam was tu i zrobiłam flaki!
-Yyyyy… cześć Mamusiu…
AutaNomiczne
„Niektórzy chcą, żeby samochód coraz więcej robił za kierowcę. Uwsteczniamy się pod tym względem. Ludzie zachwycają się technologią, która coraz bardziej pozbawia ich radości z prowadzenia auta..” A ja kiedyś, przy okazji, miałem możliwość zobaczyć autonomicznego Mercedesa.

Dodaj komentarz