Butelkowa Zieleń

 Kolory są bardzo ważne. Tak, wiem, panowie rozróżniają trzy: fajny, niefajny oraz ujowy… i, że Henry Ford w 1909 r. powiedział, iż: „Każdy klient może zamówić Model T w dowolnym kolorze, pod warunkiem, że będzie to czarny.”

Lecz wbrew malkontentom „Po co to komu?” w 1927 r. narodził się pomysł, by skatalogować jednak te cholerne trzy kolory. Powstała wtedy tzw. paleta kolorów Instytutu RAL i okazało się, że jednak jest ich więcej.
Wiele spośród tych barw wykorzystuje się wśród lakierów samochodowych, a te warto, a niektóre wręcz trzeba znać.
Na przykład, pierwotnym kolorem Ferrari nie był czerwony, lecz żółty, „Giallo segnale”, pochodzący od herbu Modeny – a konkretnie to „Giallo Modena” Dziś też jest na każdym Ferrari w emblemacie marki, ale to z czerwonym jednak (chyba?) najbardziej mu do twarzy i tak przeważnie je kojarzymy. 
Kurde, jak oni to robią, że nawet banalne „czterodrzwiowy” (quattroporte) czy takie „Rosso Scuderia” brzmi jak poezja?! 
Jeśli ktoś nie zna określenia „Rosso Corsa”, (tłumaczenie dla facetów- fajny), to niech lepiej się do tego nie przyznaje.
Włoska wyścigowa czerwień, taka jak na Alfie Giulii TZ 1 z 1963 r. Ech… Najszybszy kolor świata. 
Ja jednak wolę szarości. Taki, np. Srebrny Ciemny 9007 (007 – przypadek?) Astona Martina, który nazywa ten kolor „Gunmetal grey”. Już sama nazwa jest… wystrzałowa, a Astonem DB5 w takim właśnie kolorze świat ratował niejaki Bond. James Bond.
Kolorów jest wiele, nie będę ich tu omawiał, lecz dla mnie z wielu powodów, w tym estetycznych, i jednego bardzo osobistego, to nazwa „British Racing Green” właściwie nie nazwa, nie kolor a raczej instytucja jest tą ulubioną.
To narodowy kolor Brytyjczyków w wyścigach, tak jak dla Włochów czerwony, czy dla Francuzów niebieski.
Odcieni BG jest wiele, ale oryginalna „wyścigowa zieleń” to RAL 6005. 
A ja mam bardzo duży sentyment do tego właśnie koloru gdyż…
Zdarzyło się to… Kilkanaście lat temu. Zderzyły się ze sobą podczas jednej Kolacji, w ciekawej, mocno międzynarodowej, konfiguracji: Zieleń Brytyjska, Hiszpański Temperament, Polska Droga, Niemiecka Precyzja, Włoki Styl oraz Ważna Okoliczność.
Konkretyzując to Seta Ibiza w kolorze Butelkowa Zieleń (taka wariacja w temacie British Green) z małym, ale bardzo dobrze dobranym silnikiem benzynowym 1,6 oraz ręczną skrzynią. Seat zaprezentował drugą generację Ibizy (bo o niej tu mowa), opracowaną na bazie niemieckich rozwiązań technicznych. Ibizę zbudowano na płycie podłogowej Volkswagena Polo 6K, a niemieckie były wszystkie silniki. Za stylizację odpowiadała włoska pracownia projektowa Giugiaro.
Fajnie, bardzo fajnie się tym jeździło, dawał dużo frajdy szoferowi (Polacy) przyzwyczajonemu do innych pojazdów.
„A co ty tak szeroko bierzesz te zakręty?” zdawało się mówić pytające uniesienie brwi kierowców jadących z naprzeciwka…
-Sorry Chłopaki- to zapas na te prawie 7 m długości z codziennego Fiata Dukata.
Tak… dzień o kryptonimie „Kolacja” to zawsze jest arcytrudny czas dla każdego faceta, którym wtedy ka(rz)że się robić wszystko „domyśl się co” i być „wszędzie, tylko nie tu”. 
Wtedy również, i gdy w końcu pokazała się ta pierwsza gwiazdka, gdy można już było spokojnie usiąść, w końcu coś zjeść a na koniec napić się wódki, to oczywiście – nie!
M. wstała i zarządziła: 
– Jedziemy się przejechać!
Spojrzałem na nią i wiedziałem, w pewnych sytuacjach z kobietami się nie dyskutuje. Skinąłem głową, wyprowadziłem te 75 KM ze stajni i zacząłem je grzać…
-To jak jedziemy?
-Sprawnie Mi_ sprawnie…
Więc pojechałem. A drogi były suche i puste tego dnia, wieczór, prawie noc.
Nie przejmowałem się wtedy Policją a fotopułapek jeszcze nie było. Cały czas kalkulując i balansujac na cienkiej krwędzi ryzyka, dobierając odpowiednio tempo do etapu trasy, moc do okoliczności, prędkość do możliwości pojazdu, tnąc zakręty, by zmniejszyć siłę odśrodkową, praktycznie i profilaktycznie nie hamując, popychany stresem, dumając „co ja tu kurwa pocznę”, nakarMiony po kokardy adrenaliną, pobiłem rekord tej czasówki Polskiej Drogi i jest pewne – do tej pory na bank te 146 km pozostaje niepobite.
Pozwoliłem sobie na oddech dopiero wtedy gdy niesiony „zieloną falą” dotarłem na miejsce, gdy starłem pot z czoła, osuszyłem zalane nim oczy i zobaczyłem napis „PORODÓWKA”.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑