Powierzając swe życie intuicji oraz wyciągniętym dłoniom, dotarłem do kontuaru recepcji (10,5 m prosto, lekko w lewo tnij, 0,15 pod skosem, hamuj) i grzecznie zapytałem o panią Zosię.
-Jestem tu, panie Mi_, ups! przepraszam panieeee Commando, gdyby pan chociaż okulary przemył wcześniej, może byłoby lepiej widzieć?
Tak, te firmy, osoby, populacja, która przetrwała przez jakiś krótki czas kontakty ze mną, wie: niczemu się nie dziwić, wszystko w normie, przytakiwać, będzie ok.
Ot, wystarczy 15 do 20 lat, żeby przestać pochopnie reagować paniką i ucieczką, a na pewno będzie ciekawie, bo że śmiesznie, to na bank…
-Brał pan kąpiel zdrowotno-błotną i brakło wody? Uratował mały kraj? Zawiadamiać A.S. Bytom? Coś taki roztrzęsiony? Zaraz przyniosę kawy i wszystko Mi_ opowie…
Zapamiętajcie moje słowa: „Pycha kroczy przed upadkiem!”
Rano we Włodawie ubyło, w Zawichoście znośnie, dzień jak codzień. Udawałem się na umówione spotkania gdzieś w miejsca cywilizowane, wybrukowane i z kanalizacją.
Już z daleka zobaczyłem te roboty drogowe i kilkadziesiąt aut czekających grzecznie, aż kierujący ruchem skończy kanapkę.
-O nie! – myślę – Ja mam terminy, ja mam biznesy, tam ludzie na Mi_ czekają, nie będę sterczał tu, aż gościu przełknie mortadelę!
Nie ma mowy! Trzeba działać!
Wiem, że tuż przed korkiem remontowo-śniadaniowym jest niedawno ukończona droga, skrót, mikroobwodnica, która piękna i gotowa leży odłogiem, czekając na poświęcenie oraz przecięcie. Nie można tak marnować zasobów tylko dlatego, że do wyborów jeszcze 2 lata! Wbiję się w nią, przetnę ten korek, kierownik spokojnie zje kanapkę, klienci się doczekają… Sami wygrani.
Ech, naprawdę, jak człowiek coś wymyśli, to klękajcie narody.
Kontrolowany skręt w lewo, ominięcie przeszkód z wyraźnym zakazem wjazdu i szykanami przeciwczołgowymi i już… długa, piękna, nieużywana prosta. Zaraz potem ostro w prawo, znów cudnie długa, nieużywana prosta i… stop. Kompania ciężkiego sprzętu drogowego pięknie, po horyzont zastawia Mi_ przejazd, asfaltując ten właśnie końcowy odcinek dolotowy nieużywanej drogi.
Yhm, czyli jednak nie wybory.
Stąd właśnie cały ten z robotami drogowymi, mortadelą i kreatywnym zarządzenim pasem ruchu ambaras, do którego wracam zaraz.
O, jacierpiędole, toś pokazał! Teraz tam wróć, oni stoją i czekają, nikt się nie da nabrać, że skręciłeś pod zakaz i zasieki bez cwaniactwa. Śmiechu będzie, że w telewizji o tym opowiedzą.
Nie, nie wracam, gdzieś przecież musi być jakaś przecinka, skrót skrótu, o którym wiedzą jedynie krowy i rolnicy… O, no i jest…
Gdy już niemal „po osie” zapadłem się najpierw w błoto, potem w glinę, a na koniec w bagno tej przecinki, dotarło do mnie, że nie, że te deszcze ostanie niespokojne to nie na pokaz były.
I co teraz? Skąd tu wziąć 5 traktorów, żeby ten wyrób autopodobny wydrzeć ziemi umęczonej?
Szybka kontrola, może gdzieś niedaleko są jakieś manewry wojskowe i pożyczą czołg… Nie, nie ma!
Ale może nie jest tak źle, mam doświadczenie, nie takie głupoty już robiłem, dam może radę sam?
Gdy już jakoś odłupałem co większe kawały gliny, a w charakterze tenisówek wprowadziłem do pojazdu dwie grudy glinobetonu, uebawszy wszystko, co się dało wewnątrz i gdy siłą woli, rozpędu, modlitw, przekleństw i gróźb karalnych, bujając, wachlując (automatyczną skrzynią),zmieniając momenty obrotowe, kąty natarcia oraz nadpaliwszy sprzęgło, wydarłem się z tego grajDołu, z pochyloną głową posypaną popiołem jeszcze większej siwizny od stresu (bo co bym zrobił gdybym nie wyjechał?), zawróciłem grzecznie do kolejki.
Mijane po drodze osoby dziwnie się zataczały, niektóre trafione kawałem błota spod kół upadały bez przytomności, reszta też upadała… powalona śmiechem.
Wyrób autopodobny, zmieniwszy kolor na twarzowy i modny kupa-brąz, jakoś toczył się na całkowicie oblepionych gliną kołach, zostawiając po sobie ślad jak olbrzymi ślimak błotny.
-Spoko!- pomyślałem- Zaraz pod wpływem prędkości, sił odśrodkowych, słońca oraz energii kinetycznej błocko poodpada i luz, będzie dobrze…
„Fizyki pan nie znasz i nie bądź pan głąb!” gdyż nie, nie było dobrze, bo nie poodpadało. Szybkości pod tym obciążeniem osiągnąć się nie dało, kierować oblepionymi „po kokardę” kołami mogłem jedynie siłą woli, a wibracje powyżej 30 km/ h powybijały Mi_ świeżo na kredyt zainstalowane plomby.
Mi_Myjnia niezbędna! Tylko myjnia!
Najbliższa myjnia, w której mogłem dokonać ablucji pojazdu była dziesiątki km dalej. O tym dowiedziałem się później, jak już od wstrząsów wypadła mi z uchwytu niedopita kawa, zalewając kokpit, a wóz zaczął siać alarmami o braku ABS, WSK, AGH i wszystkiego, co ma związek z kołami, przyczepnością, hamowaniem i trakcją.
Ale póki co – przecież nie zawrócę do domu, gdy tam, w świecie są ludzie, którzy czekają! Jest się człowiekiem obowiązkowym oraz solidnym.
KKK (kilkadziesiatkurwakilometrów) śmiechu, przekleństw, szczękania zębami, jazgotu, wibracji i braku przyczepności dalej… uff, jest w końcu myjnia!
Będziesz żył chłopaku!
Pierwsze mycie spowodowało, że poza myciem pojazdu miałem też do umycia siebie. Cała siła umiejętnie skierowanego z lancy strumienia wody pod ciśnieniem, zwrotnie i solidarnie błoto oraz glinę przemieściła na mnie…
Spoko, to mamy komplet, woźnica idealnie pasuje do wozu, ale niczego to nie zmienia. Ciśnienie jest za słabe, glina, która od wewnątrz oblepiła Mi_ felgi, nie poruszyła się nawet o milimetr. Cały syf z karoserii mam na sobie, ale koła… nic. Padłem więc na kolana, zapominając o spodniach i ręcznie zacząłem wydzierać tę glinę z wnętrza kół. Wtedy przypomniałem sobie o kurtce, którą mam na sobie, a o której też zapomniałem. Upieprzona po łokcie, a nie zdejmiesz, bo łapy… brąz, kształt i finezja jak u niedźwiedzia.
Pół godziny i 40 zł później, gdy cały oblepiony błotem i gliną wyjeżdżałem z myjni, z okolicznych domów już schodzili się przedsiębiorczy mieszkańcy do świeżo odkrytego złoża gliny. Narobią sobie z tego garnków na 30 lat.
-No, a ja, czystym autem, oblepiony od stóp do głów tym, co z niego zdarłem… Pani Zosiu? Dlaczego pani płacze? To śmiech przez łzy?
Commando
Gdy wszedłem do holu jednej z firm, z którymi byłem dzisiaj umówiony, zautomatyzowane roboty czyszczące typu romba zaczęły nagle dymić z przegrzanych obwodów. Po tym, co wyczuły ich specjalistyczne czujniki, poległy. Mimo że to sprzęt profesjonalny, przystosowany do ciężkiej pracy w ekstremalnych warunkach, zdaje się, że wymiana procesorów oraz czyszczenie pamięci tym razem zda się na nic.

Dodaj komentarz