Finito! Dość spania przez tv, dość emocji ograniczonych i rozwodnionych wielością przekątnej ekranu i jakością dźwięku z głośników. Dość jęków rodziny: „Znowu Formuła?!?!”
Wsiadłem pewnego piątkowego popołudnia w swój combibolid dla amatorów, i pokonałem dystans w czasie i przestrzeni gdyż…
Nadszedł czas sprawdzić własnym systemem nerwowym i wszelakimi aktualnie dostępnymi zmysłami:
1. Czy na pewno to takie nudne?
2. Czy na pewno to tylko #Cyrk_na_kołach?
3. Czy telewizja kłamie?
Pojechałem, powąchałem, usłyszałem i zobaczyłem. Obalmy mity, rozprawmy się z faktami!
Po primo – to, co pokazują w tv to jest ściema, specjalnie tak robią, żeby zdyskredytować te emocje, tę walkę. Prawdy nie ma w tym za grosz (jak to w telewizji) albo mam za mały telewizor. Mnie się najlepiej wtedy śpi. Włączam, wyścig się zaczyna, a ja – dżem, gdyż z dżemów to najbardziej lubię drzemkę, a z drzemek to tę zrobioną z Formuły1. Tak, dzieci można tym lulać do snu, takie to jest nudne… w telewizji. Ale na żywo! To jest 110% adrenaliny! To jest esencja emocji, egzaltacji, ekscytacji i innych wyrazów na „e”. Można rwać włosy z głowy i wychodzić z siebie. A nie, to akurat nie bardzo, bo ludzi tyle, że by nie było gdzie stanąć! Wiem jedno, jak przed tv w czasie transmisji śpię, tak teraz tydzień spał nie będę.
Można zostać olfaktorykiem uzależnionym od mieszanki adrenaliny, paliwa i palonej gumy. Migotanie przedsionków na starcie jest w standardzie. Taka imprezka na żywo tylko dla młodych i mocnych serc. Starsi, wyłącznie po okazaniu defibrylatora – przechodzić!
Po secudo – najlepsze miejsca są ponoć na środku pod daszkiem: „Prima sort mister, prima sort ticket! De best places!”. Może i faktycznie tak jest, nie wiem tego, tyle było wszędzie wszystkiego, że nawet nie usiadłem na tym ciężką krwawicą okupionym „prima sort tickecie”.
Widać z tych miejsc „prima sort super gold”, jak się tam po drugiej stronie, w padoku, chłopcy uwijają. Widać, jak walczą ze sprzętami. Można oglądać, jak „lepszy sort” sobie siedzi wykwintnie na fotelach i kawiory popite szampanem w siebie wdusza, jak z uśmiechem i radośnie, zupełnie nie zwracając uwagi na otocznie, a najmniej na wyścig, pozuje do zdjęć. Ech, celebryci! Ok, jak ktoś potrzebuje sobie popatrzeć na elitę, to nie ma sprawy, niech sobie tu siedzi, ale jeśli chodzi o meritum, o wyścig, o ściągnie, to tu (na tych miejscach najlepszych niby) jest tylko ciągłe „bziuuuum…” na długiej prostej i koniec. Natomiast, jak sobie pójdziesz trochę w bok, konkretnie jakieś 500 m, a dokładnie 387m, przy zakręcie, to dopiero stąd zobaczyć można czary! Widać całą tę wcześniejszą długą prostą i zakręt. Normalne czary! Kolesie z 300 km/h i wielkiego „bziuuum” robią stop w niemalże w miejscu i zakręt. Sądzisz, nie qwa, jesteś przekonany, że nie ma już możliwości się zatrzymać, bo fizyka, którą znasz, na to nie pozwala, a o skręcaniu nawet nie myślisz, bo to nie ma przecież sensu… I co się wtedy dzieje? Idealnie w punkt hamowanie, płynny dobór promienia, strzał w wierzchołek skrętu i… już go nie ma. Każdy wie: wyścig wygrywa się na hamowaniach. Tak, tu widać, dlaczego to jest prawda. To są chyba jakieś specjalne tereny, gdzie obowiązuje inna fizyka, bo w normalnym świecie takie rzeczy się nie dzieją, bo nie mają jak. Fizyka z mechaniką i turbodynamiką są nieubłagane. No proszę, okazuje się, że jednak się da!
Wychodzi Mi_ na żywo, że ten cyrk objazdowy to tak naprawdę światowej klasy technika, sprzęt i umiejętności kosmiczne, ale tego w telewizorni nie widać.
Po tertio – powszechnie sprzedają ci stopery do uszu, tak? Pytam: „Po co?” To jest sól tej ziemi, to jest clou zagadnienia, to jest kropka nad „i”. Ryk, Wizg, Gwizd, Świst, RYYYK 20 turbognojów przelatujących obok tuż nad ziemią. To jest najlepsza muzyka, największa radość, największe ciary na plecach! Powinno się płacić za to, że się tych zatyczek nie weźmie! Dzieci tak, dzieci niech mają, im słuch posłuży jeszcze długo… ale ja? Nie, dziękuję!
Może się wydawać, że to objazdowy cyrk na kółkach, może się wydawać, że kasa poszła w gumę, że „safe the planet”. Może się wydawać, ale mam to gdzieś, kto nie doświadczył na żywo Formuły 1, ten wie w temacie niewiele.
Piloci bojowych odrzutowców na kółkach. Kto jechał niemiecką autostradą ponad 100 km/h przy przewężeniu, mając 30 cm z prawej mastodonta na 18 kołach, a z lewej betonowy murek, ten zrozumie, jakie kosmiczne umiejętności mają kierowcy bolidów.
W tv, bez zapachu, dźwięku, atmosfery, to jest 20% rzeczywistości, to lizanie loda przez szybę.
Ale żeby nie było tylko różowo i pachnąco fiołkami, to dodam, że potwornie dużo tam ludzi (czasy przedpandemiczne), korki, drogie bilety i wszystko inne też drogie. To są igrzyska dla mas, mężczyzn w tych okolicznościach prostych w obsłudze, to nie Wersal, to nie polo czy golf… tu wysokiej kultury nie usłyszysz, za to napędzany oktanami, wrzask uznania okraszony słowami powszechnie uznanymi za nieprzyzwoite… tak, to na pewno. Upał, drogo, przytłaczająco tłoczno, dużo komerchy. Ale, jak umieć się wyłączyć, przymknąć oko na tę wszechświatową już, szmirę odpustową, zapanować nad nerwami i skupić na wyścigu…
Oto ona – Formuła 1, Królowa Motosportu, a telewizja kłamie.
Formuła
Zaczyna się sezon, więc czy mogę napisać o czymś innym?

Dodaj komentarz