Gump

Forest powiedział: „Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi”. A może to jednak słowa Winstona Grooma? Albert Einstein mówił: „Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę, musisz się poruszać naprzód.”
Nie wiem, może, dla mnie życie jest jak droga. Albo inaczej – droga jest metaforą człowieczego życia.
Chcąc, nie chcąc, jedziemy, starając się przeć do przodu jak najbezpieczniej, zachowując dystans (coraz większy społeczny) od innych, przewidując zasadzki, dziury i inne niebezpieczeństwa. Czasem trzeba się zatrzymać, bo korek, wypadek (jakie szczęście, że to nie my), roboty drogowe. Ileż razy zmienić trasę trzeba, a nierzadko, by pojechać dalej, musimy się „cofnąć do tyłu”.
Szykujemy się w trasę zawsze skrzętnie, wydaje nam się, że nad wszystkim panujemy, wszystko przewidzieliśmy. I tak jest, prawda – „Wydaje nam się”.
Bo kto mógł przewidzieć wadliwą część w naszym pojedzie, drut na drodze i przebitą oponę?
Poważni i dojrzali, świadomi praw i obowiązków, jeździmy zgodnie z przepisami, a tu zza rogu wyskakuje BMW starsze niż jego właściciel w poślizgu niekontrolowanym… No, kto mógł przewidzieć? 
Często z głupia wyjdzie nam manewr tak mądry, że klękajcie narody, a czasem, po wielu przemyśleniach, taka głupota, że „jeszcze mi wstyd”.
Kiedy wychlapiesz z pełnej szklanki najmniej wody? Wtedy, gdy spięty i zapatrzony w nią, niesiesz szklankę sztywno w mocnym uścisku, czy może wtedy, gdy luźno, miękkim ruchem suniesz do przodu?
Na drodze tak samo, im więcej spokojnego, luźnego, elastycznego podejścia bez spiny, tym więcej i lepiej ujedziesz.
Tak, dlatego myślę, trzeba zachować dystans, utrzymać balans, pozwolić sobie na trochę luzu oraz dać zapas na niekontrolowane poślizgi. Trzeba mieć dla siebie więcej stoickiego zrozumienia, bo ogólnie rzecz ujmując, choć robimy, co w naszej mocy, większość i tak nie od nas zależy.
Czego i sam sobie K%*&6%4#wa!!! życzę!
Z przywódctwem czy moim ulubionym „szeryfowaniem” też bywa różnie. Czasem chcesz, aż się palisz, wiesz, że to twoja rola, ale cóż począć, gdy inni nie chcą.
Bywa i tak, że za cholerę nie chcesz, a idą za tobą gęsiego…
…Było tak, ja stoik, pan stoi i pani stoi też. Stoimy pospołu na tej drodze dość długo już. Korek się powiększa, ruch jak w westernie w samo południe. 
Co jest, drzewa tną, wypadek jakiś? Nie wiem, CB nie używam, a nie widać nic.
Ileż można stać? Można… długo można, więc coraz częściej zerkam na tę śliczną, wąską, ale dobrą, równą przecinkę z lewej. Stoję, a ona nęci i zachęca: „Co Mi_ tak stoisz stoiku? Rusz się, popuści wodze fantazji, co tak będziesz stał, jak możesz pojechać i zobaczyć, co będzie? A może fajnie będzie? No, Mi_ rusz się!”
Dobra, co tam, zobaczymy, „kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije”. W końcu, czy to przypadek, że akurat przecinka na mojej wysokości znajduje się i zachęca? Nie ma przypadków. Jadę!
Wbiłem w nią, a zaraz za mną, jakby tylko czekali na sygnał, aż ich popchnę… Pułk? Dywizjon? Brygada? Dobra, nie wiem, nie znam się, z 8 pojazdów za mną w szeregu poszło.
Pewnie wiem, gdzie jadę! Naprawdę?
Yhmm… no, to jedziemy! Ciekawe, dokąd prowadzi ta droga równa i ładna.
Może objedziemy to zatwardzenie i będzie wdzięczność:
„Porsze bardzo, ten się zna! Za nim warto podążyć!”
Ta, jasne, wdzięczność, towar na drodze dość deficytowy. Jedziesz, wiedziesz, dojeżdżasz szczęśliwie ale nie oczekuj niczego. Każdy potem może życzliwie coś pomyśli, ale przeważnie, raczej, że sam przecież wpadł na to wcześniej i tylko wykonać nie zdążył.
Bez słowa i kierunkowskazu pojedzie w swoją stronę, tak to zazwyczaj bywa. 
Ech żyzń!
Ale co tam, mniejsza, ważne, żeby do przodu…

I gdy tak dumam, mknąc, nad drogą – metaforą życia, droga kończy się ślepo, ładnym zawijasem przy samym jeziorku. 

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑