Karaiby

Ile można pracować? To proste, aż się skończy… praca albo człowiek. Ale nastał w końcu ten upragniony wieczór, a czas na wypoczynek już dawno, niestety, przeminął. 
Cóż, w świecie proletariatu tak to bywa. Nie dla mnie dewolaje, ośmiorniczki i piwa rzemieślnicze „dolny ferment”. Jedyne, na co mogę teraz liczyć, to szybka kawa typu „turecka w szklance” dopasowana jakością do wątpliwej kanapki niepierwszej świeżości. Zjeść i cześć. 
W charakterze łóżka dzisiejszej nocy wygrałem los na loterii, fotel kierowcy w eco-skórze, ale nie będę w nim spał, gdyż bywają takie dni pracy, które kończą się nad ranem, po całej nocy w trasie. Rano muszę („muszę” to taki frazes, bo jak nie będę, to co mi kto zrobi?) ok, powinnienem być na drugim krańcu naszego pięknego kraju trzech de-lux autostrad. Nie, złego słowa na drogi nie powiem, to nie to, co kiedyś, nawet Niemcy chwalą. Zanim podjadą pod bramki opłat. 
Tak, teraz już mamy wiele naprawdę solidnych tras i można się przemieszczać szybciej, lepiej i taniej. 
Taniej? Nie, taniej to gdzie indziej, Polska to kraj bogaty, tu można jeździć jeden dzień po autostradach w cenie rocznej winiety w krajach biedniejszych, takich jak, ja wiem? Szwajcaria?
Ale, dobra tam, jest jak jest! Zapinam pas, radio na ON, kolejna kawa „flat black” w uchwyt i jedziemy. 
Urząd Skarbowy twierdzi, że nie jestem kierowcą, bo nie w ten sposób zarabiam na życie. Ale tyle czasu spędziłem już „za kółkiem”, że coś jednak się praktyki ma, więc mimo tych 12 godzin w biurze (to praca wg US) i najbliższych 6 za kierownicą (US? To teraz co – rekreacja?), dam radę, wiem z czym to się je, jak to kiedyś mówiono, qmam cza-czę i czaję motywy. 
I na tej rekreacji minęła mi godzina 3 w nocy, a 5 za kierownicą. Muzyczka z radia leci, przyjemne 21 stopni z klimatyzacji, fotel wygodny, nawet się przyjemnie jedzie. Się jedzie, muzyczka w radio typu chillout, zero stresu. Na drodze o tej porze – już i jeszcze nikt nie jeździ. Światła typu xenon pięknie-błękitnie jak na Morzu Karaibskim oświetlają drogę, amortyzatory-amortyzują, muzyka dalej łagodzi obyczaje, gdyż wiadomo, ci, co o tej porze nie śpią, to najchętniej słuchają delikatnych brzdąknięć typu lutnia Pana… Zamfira, czy innej kojącej muzyki z radia. Dlaczego nie ZZ Top czy Metallica? Pewnie, żeby innych nie pobudzić, no, ale i mnie ona nie pobudza… I płyniemy sobie na tych falach błękitnych, karaibskich, po tym morzu xenon niebieskim, bujani lekko amortyzatorami i falami eteru… Jest cudownie i tak, kochanieńka, poproszę jeszcze jedno mojito! Jasne, że możesz iść popływać z koleżankami… Ależ przyjemnie szumią fale na tym morzu, jak tu ciepło i przyjemnie, pełen relaks. I muzyczka taka miła, fale pluskają, jachtem łagodnie buja… O! dziwne… Scania na morzu! Hmm… A co ta Pani Scania tu robi? Ha, ha, to już TiRy pływają po morzach? No spoko, luz, niech sobie pływają, ale dlaczego ona płynie w moją stronę po moim pasie? Pasy na morzu? O quuurwa! ONA NIE PŁYNIE! ONA JEDZIE PO MOIM PASIE!!! Błyskawiczny unik w prawo, noga z gazu, skręt, pobocze, na hamulec, stać i oddychać, oddychać! Udało się! Tętno? Jest! Ile? 200! I? Spada!… Dobra, ŻYJĘ?! Żyję? Żyję!
Uff… spoko, luz. 

Ale mimo wszystko nikomu nie polecam w charakterze pobudki ciężarówki wiezionej kabiną do tyłu na lawecie. To są jednak ciut stresujące chwile, szczególnie, kiedy się przed chwilą pływało toples w mojito na jakimś Karaibie. 

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑