Rajd na Wyścigu

 W ten weekend Formuła 1 po raz pierwszy zmienia lekko swoją formułę, więc ja też wracam do lekko zmienionej formuły, techniki, podejścia w sposobie zarządzania… kuchnią. 

Wpis, chyba, wpasowuje się w formułę tego hmm bloga? gdyż są tu wyścigi, rajdy, ucieczki, porażki i podnoszenie się po nich, „powroty z dalekiej podróży”, i światełka w tunelu… 
No to jedźmy już.
Czym się różni rajd od wyścigu?
Nazwy są często mylone lub używane zamiennie. 
Z grubsza, rajd to zmaganie z czasem i ze sobą (możesz mieć pilota do pomocy), a wyścig to zmagania z całą resztą… 
A da się przeprowadzić rajd podczas wyścigu?
Tak, niektórym się udaje ta sztuka!
M. zarządziła:
-Zostajesz z kotem-pilotem, masz wyścig (Formuły 1), to masz czas, na pewno uda ci się przygotować obiad do naszego powrotu. Raduj się i rajduj, gdyż zostajesz sam, a my wychodzimy, bo już nam się ulewa tym F1!
To przecież jest proste, co nie?
Rosół się zrobił podczas eliminacji wczoraj wieczorem, to teraz wystarczy go podgrzać, po drodze ziemniaki, między nimi kotlety, deser już w lodówce!
Co to jest dla dobrze zorganizowanego, przygotowanego i zapiętego na ostatni guzik rajdowca z pilotem? Betka!
Za chwilę mój ulubiony wyścig. To Czas Start!
O tym, że gotuję ziemniaki, przypomniałem sobie, gdy już dawno brakło w nich wody i gdy poczułem zapach spalenizny.
Cholera jasna, to przez tę przedwyścigową paradę kierowców! 
Dobra jest, się przewietrzy i można przecież zjeść same kotlety. 
Smażę! To jest nawet dość szybka akcja, jak Pitstop. Wyrobić się muszę przed startem, bo start w wyścigach Formuły 1 uważam za najważniejszy. Wcześniej je ubiłem (kotlety), kot poczuł świeże mięso… już słychać tupanie po dywanie. 
Nawet idzie dobrze to smażenie, ale zanim je przewrócę (kotlety), trzeba zdjąć rosół z kuchenki, bo już chyba trzeci raz się gotuje. Gdy rosół jest nad kotletami, kot jest między moim nogami. Staję na kocie, gibie mnie na bok i… w piz.u… rosół wylądował! Duża część rosołu postanowiła utopić kotlety na patelni, jakby miały za mało rozgrzanego do czerwoności od singapurskiego równikowego powietrza oleju. 
Rycząc radośnie: O KuRWA, salwując się ucieczką przed rozbryzgami i ratując równowagę, puściłem gar z resztką rosołu, poszło, co było na podłogę…
Kot? Co z kotem – pilotem?!!!
Kot luz, przycupnął w bezpiecznej odległości, przekrzywił głowę, polizał łapę i z ciekawością patrzy, co będzie dalej, a paczadła się mu robią coraz większe od tego co widzi.
Niewątpliwie dzieje się coś interesującego.
Myślisz, że usmażone z jednej strony kotlety w rosoleju mogą komuś smakować? 
Dobra, dobra, wiem! Pytanie retoryczne.
Rosół ciężko się zbiera z podłogi, i z tego, co widzę, raczej się już nie nadaje do spożycia.
Hmm, ale skoro nie ma pierwszego dania, to i drugie niepotrzebne. Zresztą, ziemniaków też nie ma, bo całkiem o nich zapomniałem, i przypalone, bez sensu jeść same kotlety jednostronnie smażone. Po podłodze można się ślizgać, taka doskonale natłuszczona. W całym domu śmierdzi spalenizną. Pociąłem się, robiąc surówkę i przegapiłem start wyścigu, ale luz, nie traćmy pogody ducha, nikt raczej od niezjedzenia jednego obiadu nie umarł, a jest jeszcze deser!
Teraz spokojnie mogę już tym wszystkim jebnąć w kąt!
Zjemy deser i po sprawie!
Wyciągam deser z lodówki – kremówki!
Na torze się dzieją cuda, mercedesy poza podium, a ja zapomniałem, że ciasto leży tylko na papierze. Patrząc w tv pociągnąłem za przód. Kot bezszelestnie jak elektryczny ciągnik siodłowy podbiegł, obwąchał tę słodką maź na doskonale natłuszczonej rosołem podłodze, prychnął i oddalił się z godnością… ”to Ty sobie tam rób, ja idę oglądać te zawody z bezpiecznej odległości!” 
Kurwa… przegapiłem start, zmarnowałem wyścig, rajd nie wyszedł i jeszcze Mi_ kawa wystygła.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑