Może być też stałym połączeniem między dwoma przystankami, na przykład, mogą to być przystanki początkowy i końcowy.
Po linii, właśnie takiej, wiedzie nasze życie, a raczej po linie… zawieszonej nad przepaścią.
Głupcem jest ten, kto uzna, że ma jakikolwiek wpływ na siłę, częstotliwość i kierunek wiatrów, które nad ową przepaścią wieją.
Jedyne, co może linokroczek, to balansować, przewidywać, trzymać poziom i liczyć na szczęście, i, parafrazując jednego mądrego, gdy śmierć uśmiechnie się do niego, on może uśmiechnąć się do niej.
W całym tym równaniu niebagatelne znaczenie ma szczęście, czyli błyszcząca od narodzin gwiazda, ta szczęśliwa.
Znam takich, co mocno zdegustowani własną osobą, uważają się za słabszych i gorszych, gdyż ciągle coś się im w życiu pier…li, nie wychodzi w ich doli. Zmagając się z osobistymi huraganami, dumają, dlaczego są tacy beznadziejni, kiedy inni, to proszę bardzo, jakie przechuje!
Nie, nie jest tak, jak się im wydaje, a mnie się wydaje, że jest zupełnie odwrotnie przy tych wiatrach, które niektórym wieją na tej ich linie, w oczy wieją, jak przysłowowiemu biednemu, a czasem to i zimnym wichrem od boku przypierdoli znienacka. Fakt, że oni idą mimo wszystko po tej linie i nie spadli, to jest największe przechujstwo.
Nie porównuj się jeden z drugim! Nie sztuka iść po szerokiej, stabilnie przez innych naciągniętej linie z wiatrochronami i dupospadochronami, i się tym chełpić.
Trochę się gemorfilozoficznie i metaformeteorologicznie rozpędziłem, a tu nie o tym miało być.
Pojechaliśmy kiedyś, bez paniki proszę, bo to dawno temu było, z M. do teatru.
Nie byle jakiego, bo w mieście wojewódzkim, lipy tam nie ma.
Dzieci zaopiekowane, prowiant i bajki zabezpieczone przez niańki, czerwona linia w pogotowiu, ta na policję też, zapasowo…
Trzeba czynić takie zabezpieczenia, gdyż na nic pięknie planowane wyjazdy, przeżycie duchowe i sztuka wyższa, gdy sztuka taka jak M. w ich trakcie i w antrakcie, martwi się o dzieci.
Wyszło wspaniale! Spacer po wiekowych uliczkach, teatr, sztuka, gdzie aktorom także wyszło. Kolacja i letnia, bezchmurna pogoda były tylko uwieńczeniem sukcesu.
-M.? I jak jest?
-Fajnie!- tylko M., jednym lakonicznym słowem, odpowiednio je intonując, potrafi w sposób specyficzny dla siebie i unikatowy powiedzieć: „Cudownie, Wspaniale, Genialnie i Fenomenalnie”, dając jednocześnie do zrozumienia – nasz czas się skończył, kolego.
Jest pierwsza w nocy, specjalnie wszystko zostało tak wyliczone, żeby nawet w drodze powrotnej , sprawnie i spokojnie przeprowadzić pojazd przez te 300 czy ile tam było tych kilometrów.
Autostrada spokojna, ruch minimalny, zmierzający ku zeru, temperatura oleju w normie, chłodziwo – 86, klima 22, muzyka gra, przez szyberdach widać gwiazdy, pewnie i tę szczęśliwą…
I wtedy auto zaczyna się dławić, krztusić i prychać.
Ech, jak szybko to cudowne zero ruchu, autostrada i 1 w nocy potrafią zmienić swe oblicze z romantycznego na kurewsko prozaiczne i nieznośne.
Wszystko niby to samo, ale jakby ciut inaczej.
I zapada martwa cisza ani muza, ani klima nic ci nie dadzą, bo jak silnik nie działa, to magicznie gdzieś znikają.
Turbo padło! To już wiem, objawy znam. Dalej bez turbo nie pojadę! To też już wiem, znam skutki tych objawów.
Nie zna życia, komu auto nie padło na autostradzie między zjazdami oddalonymi od siebie o 40 km. I choćbyś widział przed sobą ten cholerny zjazd na wyciagnięcie ręki, tak ja ja teraz, oddalony o 1,5 km, to i tak masz przewalone, bo, niestety, stoisz „przed”, a nie „za” nim.
A Za_nim pomoc pojedzie na odpowiedni wjazd, żeby w końcu do ciebie dotrzeć, to choćby stała zaraz obok ciebie i machała ci z wiaduktu, Za_ nim nawróci i przyjedzie nieść pomoc, to jak łatwo policzyć, odlegości idą w dziesiątki kilometrów i godzin oczekiwania… ewentualnie można też spróbować przekonać „pomoc”, żeby wjechała tyłem, pod prąd, zjazdem, nocą na autostradę.
Jak się to uda, wszystkie służby świata przyjmą cię na negocjatora.
Tak właśnie przypominają o sobie te wiatry nadprzepaściowe, nieprzewidywalne.
M., w milczeniu kręcąc loka, stuka sobie palcami w tapicerkę.
Nie musi nic mówić głośno, widzę, jak rozkminia w dyskretnym milczeniu wyliczankę, w pełni przekonana, że:
Ene – rano do pracy się nie wyrobi,
Due – dzieci siedzą zapłakane w oczekiwaniu na mamę,
Rike – trzeba będzie wypłacić nadgodziny i szkodliwe nianiom,
Fake – usmarowana smarami, z paznokciami połamanymi od podawania kluczy płaskich dwunastek, nigdy już włosów nie doprowadzi do ładu.
Takie zapewne myśli ją nachodzą i, że to wszystko dlatego, że się zachciało kultury wyższej… Ciekawe, qrva, od czego wyższej!
Auto zaczęło prychać, stanęło i już nie odpaliło na górce, a ja, w przypływie geniuszu, o którym wcześniej nic nie wiedziałem, wrzuciłem na luz (w automatach to „N” – dla (n)iewiedzących) i lekko je popchnąwszy, zaparłem się o kierownicę swymi rozmiar S mocarnymi ramionami, gdyż bez silnika nie ma wspomagania.
Auto potoczyło się dalej dzięki sile nóg ćwiczonych grą w piłkarzyki, prawom grawitacji oraz geomorfologii, z której miałem 3, zanim mnie wywalili.
Gdy się toczyliśmy, nie oddychając, żeby nie zaburzać przepływu powietrza, znalazła się też chwila, by zadzwonić po pomoc, a ponieważ to zjazd do niemałego był miasta, to gdy przetoczyliśmy się pod wjazdowo-wyjazdowym wiaduktem ostatkiem promili nachylenia i tchnień wiatru na autostradowy wjazd… wystarczyło zaczekać kilka minut, aby pomoc ochoczo i pomocnie już tam właśnie podjechała!
Szczęśliwa gwiazda… tak, szyberdach, jednak dobra i pomocna rzecz.
Szyberdach
Linia to znak graficzny mający jeden wymiar – długość.

Dodaj komentarz