W Bieszczady!

„Reagge, bieszczadzkie reagge,
Słońcem pachnące, ma jagód smak.
Reagge, bieszczadzkie reagge,
Jak potok rwący przed siebie gna…”
Ale póki co – stoimy, konkretnie ja stoję, a miejsce, w którym stoję jest niełatwe do realizacji Mi_sji „Bieszczady”. 
To „stanie” odbyło się wiele lat temu. Tam i wtedy był to wielopasmowy zakręt ze światłami, pod kątem prostym z pseudoobwodnicy przebiegającej przez miasto z północy na południe.
Tu, zamieniając się w długą prostą prosto w dół mapy, gromadził, mieszając ze sobą tysiące pojazdów. 
Dwa szybkie pasy z ryczącym startem spod świateł umordowanych przedzieraniem się przez całą tę Uć kierowców nie wróżą nic dobrego gościowi, który od zawsze podróżuje autostopem albo autostopem, lub dla odmiany… autostopem. 
Jest późne popołudnie i jestem z całą tą podróżą w czarnej d.. w Łodzi, czyli w połowie.
Słońce nieubłaganie zmierza do termojądrowej kolizji z ziemią gdzieś na zachodzie, kolejny dzień się niebawem skończy, a moje nogi, od łojenia „zu fus” kilosów przez całe miasto, kończą się już. 
JaCierpięDolę, dalej nie idę!
Stoję i nic, ze świstem przelatują obok pojazdy nabuzowane wkurwieniem tryliarda świateł, korków i zmian pasów po przeprawie przez miasto. Żaden nawet na Mi_ nie spojrzy, zresztą, zatrzymać się też nie bardzo jest gdzie.
Dobra, odsapnąłem, czas ruszyć akcję dalej i z buta, czas znaleźć lepsze miejsce do „stopowania” lub rów do… nocowania.
Ruszyłem, a idąc w wzdłuż drogi z wyciągniętym w górę kciukiem, szukam optymalnego miejsca. 
I nagle, bo niewolny on już był w tym pędzie, śmignął koło mnie pojazd. Coś jak na owe czasy Mi_ nieznane, wymieszanie Porsche, DeLoreana i BMW 850. No nie! Ludzie! Kosmici są w mieście! 
Żeby było jasne. Ta wstrząsająca akcja dzieje się gdzieś w latach 90-tych ubiegłego wieku! Komuna po spektakularnych sukcesach walki o pokój i z zagadnieniami, które w innych systemach nie występują, niedawno upadła. Człowiek zza mocno pogiętej, żartej rdzą żelaznej kurtyny, w świecie niebywały, takich aut nie widywał. A i w Google sprawdzić też się nie dało, dlatego, że nie było Google.
Dla mnie wtedy coś takiego było równie realne jak grawitacyjny pojazd z Gwiezdnych Wojen wymieszany z GT40 Kena Miles’a.
A ten śmignął jak myśliwiec na prostej startowej i nagle, świecąc baterią czerwieni, awaryjnie hamuje i… Cofa.
Pod prąd, na ruchliwej, na szczęście chwilowo pustawej, dwupasmówce. Tak, jest fantazja w narodzie.
No i zatrzymuje się przy mnie:
-Jedziesz?
-A nie, nie, dzięki, tak sobie będę szedł… Pewnie, że jadę!
-To wskakuj!
I tak, po lekkiej szarpaninie w stylu „jak się to otwiera”, wsiadłem do Forda Probe. 
Nie był to typowo amerykański samochód sportowy – przesycony chromem, wyzywający, wręcz wulgarny. Wręcz przeciwnie, Ford Probe wizerunkiem nawiązywał do najlepszych wzorców z S-F i Japońskiego, nawet dzisiaj, po tylu latach od debiutu, auto może się podobać. Cieniutkie przednie słupki (doskonała widoczność), długie drzwi, potężna klapa bagażnika, chowane reflektory i sportowy, bardzo dynamiczny przód, to w zasadzie wszystkie aspekty auta sportowego, które przesądzają o jego nieśmiertelności. I do tego w charakterze serca – mocna benzyna…, a ja w nim.
Trochę strach, a jeśli u pana Mi_ zapach jest ujemny?
Jak czegoś nie uciapię, to na pewno urwę. Ale myśli o tym uciekły szybko z głowy. Przyśpieszenie spotkało potylicę z zagłówkiem na niespodziewanej randce od czego lekko zmętniałem, błędnik wydał jęk, a myśl, wolniejsza od pojazdu, została gdzieś z tyłu… Chłopak młody, fantazja wymieszana z testosteronem oraz kasą buzuje.
Na początek głośno i szczerze podziwiam, potem z udawanym znawstwem pytam i komentuję, po czym już tylko milczę w zachwycie… a początkowe tempo zaczyna nam siadać.
Widać, że już nawet moja atencja i próby rozmowy nie dają efektu.
On tu zaraz zaśnie ze zmęczenia. Jedzie od dziewczyny znad morza, pewnie całą noc recytowali poezje, bo można dostrzec już wyraźnie te nieprzespane godziny i przebyte kilometry nawet mało doświadczonym, moim kierowniczym okiem.
Niewiele czasu upłynęło, gdy nasycony podziwem właściciel otrzymanego od ojca forda pyta przypadkowo spotkanego Mi_:
-Prawko masz?
-Mam!
-A jeździć umiesz?
-Jestem od urodzenia Mi_strzem kierownicy!
-A chcesz się przejechać?
Na kilka milisekund straciłem kontakt z bazą.
Ale gdy po otrzeźwieniu okazało się, że siedzę za sterami FordoFalcona Mi_llennium zatarłem ręce i od razu: ja mu w gaz… A on zgasł. 
Śmiechom i żartom nie było końca i już po chwili gnałem ze 190 km/h, wykazując się zupełnym brakiem ogłady, wyczucia i delikatności w obchodzeniu się z gazem zachodniego pojazdu eksportowego. Jeszcze chwila i wejdziemy w nadświetlną! 
No cóż, niewiele już pamietam z tej jazdy, poza tym, że na początku plan na „rzuć wszystko i jedź w Bieszczady” był taki:
Do Łodzi, potem skręt na prawo, na wschód…
Ale nagle, nawet nie wiem kiedy, gdzieś pod Częstochową, skonstatowałem, że zamiast na wschód, ciągle uparcie jeade w dół. I bawiąc się idealnie chodzącą przekładnią biegów, w końcu, pierwszy raz w życiu słysząc muzykę w pojeździe poruszającym się z prędkością ponad 100 km/h, widząc śpiącego pilota, jak teraz w nawigacjach samochodowych: „zmieniam trasę” do tego Bieszczady: 
Dobra maks Częstochowa, potem, Na Bank wysiadka i na wschód, w swoją stronę.
Tak, kiedyś człowiek miał całą mapę w głowie, a nie w smartphonie, i potrafił z niej korzystać a nie… w smartphonie. Rozkoszując się prędkością, łatwością przyspieszania, wyprzedzania, nieznanym wcześniej memu siedzeniu komfortem samochodowych foteli… zdziwiony uniosłem brew:
– Ale że co? Jakie znowu „Witamy w Katowice”?!? 
Dobra, dość tego dobrego! Koniec Mi_tręgi! Wysiadam, teraz to już całkiem łatwo, cały czas na wschód… i jest „Bieszczady”!

W końcu gdzieś w nocnej ciemności, ale w całości wylądowaliśmy w te Bieszczady… No, przynajmniej cześciowo, bo w jakieś Bie… lsko-Biała. 

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑