Żuk

Ludzie nie dlatego przestają się ruszać, że się starzeją, lecz starzeją się, bo przestają się ruszać.
Mick Jagger (The Rolling Stones) miał wczoraj urodziny… 78!, a niedawno minęło też 62-lecie narodzin „Żuk”-a, wspaniałej Polskiej Myśli Motoryzacyjnej. 
Ja także minąłem na drodze (a nie było łatwo) takiego żwawego, ruchliwego, w doskonałej jak na swoje lata kondycji, jak to Prus w „Lalce” napisał: „Tramwaj potrącił 40-letniego staruszka”.
Pracowałem kiedyś takim i w takim Żuku.
Miał trzy biegi plus wsteczny umiejscowione poręcznie, gdzieś za fotelem kierowcy, z tyłu po prawej. 
Za klimę robiły permanentnie uchylone szyby, zasunięcie ich groziło uduszeniem się od upojnych aromatów paliwa. 
Za radio robił odgłos pracującego silnika, który było lepiej słychać w kabinie niż po włożeniu głowy do komory silnikowej. 
Zawsze chciałem być marynarzem, dlatego za morze robiła Mi_ sztywna, spawana chyba z szyn rama i zawieszenie oparte na resorach piórowych. Dobrze się Mi_ jeździło… upss… pływało tym jachtem, idealnie imitował bujanie oceanu na ówczesnych (nie mylić, nie – nowoczesnych) przedUnijnych drogach. Raz, gdy o globalnym ociepleniu nie śniło się nawet największym ekoterrorystom, żółwie, niewybite plastikowymi rurkami, radośnie pływały w ciepłych morzach, a niedźwiedzie polarne eksportowały nadwyżki lodu i fok, nadeszła taka zima, że musiałem rozpalić małe ognisko pod miskO olejowO. Tak wynaleziono ogień i wstępne podgrzewanie oleju przed odpaleniem (nie mylić z podpaleniem) pojazdu. 
Naprawiało się go łatwo, szczególnie, że się nie psuł. Bo też cóż się może zepsuć w czymś, co ma stopień skomplikowania młotka? Trzonek odpadnie? No dobrze, raz ten trzonek odpadł, znaczy Żuk się Mi_ zepsuł, ale chyba specjalnie to zrobił.
Wtedy właśnie, przy stopniu skomplikowania splotów okoliczności i przypadków na poziomie szyfrów Enigmy – to nie miało prawa się zdarzyć, a jednak się zdarzyło – spotkałem moją (jak się później ku obopólnemu zdziwieniu okazało) przyszłą żonę.
Miałem więc na głowie inne sprawy niż jakieś Żuka naprawy, a potem, po przemalowaniu na czerwono, robił i chyba dalej robi jako Strażacki Żuk do Gaszenia Pragnienia, przerobiony na samobieżną „pipę” do lania piwa (powaga!). 

A teraz, choina, obudziłem się i tak mnie wszystko boli, że ruszyć się nie mogę. Przynajmniej wiem, że żyję. 

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑