Bunt ten przejawia się silnymi emocjami, zazwyczaj negatywnymi… no pewnie, lub manifestuje się konkretnymi zachowaniami, a jakże.
Ciągle by się chcieli sprawdzać, pokazywać wyższość swych racji, po czym rywalizować i zwyciężać.
W sumie, czemu nie? Ma to sens, jak inaczej mają mieć odwagę wyjść w końcu z domu i samodzieleni pójść w świat?
I tak, jadę sobie kiedyś przepięknym Subaru Impreza GRC HBO NETFLiX MAX STI czy coś takiego.
Nie bardzo się znam na tych klasyfikacjach.
Wiem tylko, że jest niebieski, lekki, niesamowicie szybki, bajecznie zwrotny oraz, że ma napęd na cztery koła i że to Cudo!
Normalny Wehikuł Czasu. Czuję, że jakbym się tym rozpędził i wyjechał do pracy o 8, to bym dojechał o 7.45 – taki jest szybki.
Charakterystycznie niebieski, złote felgi (normalnie wiocha, tylko tu one pasują perfekcyjnie jak żadne inne), mokry sen niejednego Nietylkonastolatka.
Jadę więc tą bestią… Nie, no oczywiście, że nie moją! Kolega mnie zaczepił i mówi:
-Mi_ wicie-rozumicie, ten pojazd mój wymarzony trzeba by odstawić na zimowisko, bo nie godzi się katować cuda błotem pośniegowym i solą, a ja nie mogę, więc, wicie-rozumicie, wam tylko ufam, tylko wy Mi_ go przeprowadzicie i nie rozwalicie. Wicie-rozumicie. To co, odstawicie?
-Jasne, Stefan, nie ma sprawy, chętnie się przejadę.
No i stoję na światłach przy skrzyżowaniu. Droga dwukierunkowo-dwupasmowa, ja na pasie lewym, bo z zasady staram się zielonoprawego skrętu nie blokować. Stoję sobie, lecz nie zachwycam się zbytnio siermiężnym wnętrzem – bo szału designerskiego to tu nie ma, ale łapię uchem dźwięk silnika, przegazowując go od czasu do czasu. Ech, arcydzieło japońskiej inżynierii. Jak oni to zrobili, skąd tu taki ciąg od dołu, takie diabelskie przyśpieszenie, ile on ma turbin i czy ten boxer pod maską aby nie gryzie, bo warczy jak wściekły. Stoję tak, dumam, czekam na zielone z lekka sobie przegazowując i nagle, znikąd, na prawy pas podstawia się kolejne Made in Japan Coś. Jakaś Honda, Civic?
Czarna, zadbana, nienowa, a w środku jakiś młodzież ze swoją młodzieżonką. Oj, chyba wiele roboczogodzin ten młodzież spędził przy obniżaniu zwieszenia, usztywnianiu amorów, przerabianiu hamulców, rasowaniu wydechu i ogólnym tuningu, czy co tam się robi amatorsko z wymarzonymi pojazdami w sam raz na naszą młodzieńczą kieszeń.
Niezły wóz, ale mimo wszystko… to nie ta liga, gdzie mu tam do Subaryny.
I nagle, nawet się nie zorientowałem kiedy, tym swoim niefrasobliwym wyr wyr zacząłem brać udział w wyścigu spod świateł.
Ja sobie wyr wyr, a On Wrrrr, Wrrrr i porozumiewawcze spojrzenie w oczy, potem dalekie przed siebie, znów głęboko w oczy, przegazówka…
O, to my będziemy się ściągać?
No siwy, Wrrr, wyścig?
No młody, Wrrr, pewnie, czemu nie…
Przed nami start, potem długa, pusta prosta do następnych świateł.
Dobra! Zróbmy tę Imprezę!
To będą zmagania tytanów!
To będzie epicka walka pokoleń!
Wiek i doświadczenie przeciw młodzieńczej werwie!
Spokój dojrzałości przeciw młodzieńczemu butowi!
Popatrzyłem mu głęboko w oczy, a w moich, przymrużonych, musiał zobaczyć determinację, pewność, siłę, bo rozbawienie ukryłem bardzo głęboko i… Zapaliło się zielone!
Strzał ze sprzęgła, młody poszedł, jakby mu taczka cegieł spadła na gaz! No, jak on poszedł, jak śmignął! Zdarł tym przednim napędem na pewno pół metra asfaltu, wystrzelił jak z katapulty, poszedł w długą jak po gratisy przy otwarciu nowego centrum handlowego.
Młody, jesteś Mistrz!
Spokojnie wrzuciłem kierunkowskaz (sorki, że dopiero teraz, gapa ze mnie), zaczekałem, aż przejadą auta z naprzeciwka i skręciwszy w lewo, pojechałem w swoją stronę, uśmiechając się pod nosem…
Bunt
Młodzieńczy bunt to sprzeciw wszelkim stanom rzeczy, które młody człowiek postrzega jako ograniczające, zagrażające lub niezgodne z jego oczekiwaniami i wyobrażeniami.

Dodaj komentarz