Dobry Dzień

 Kilkaset kilometrów dalej na zachód, rozlewając swe termojądrowe paliwo na pół widnokręgu i zostawiając za sobą ścianę łososiowych i liliowych chmur, które przebiły się przez warstwy atmosfery i buchnęły w przestrzeń kosmiczną, zachodziło słońce.

Wracał nieśpiesznie, to był Dobry Dzień i chciał go sobie przedłużyć, „niech to trwa”, a przy okazji, jadąc na oparach energii, ćwiczył się w mistrzostwie elektrycznego ecodrivingu.
Ale gdy w końcu dotarł do celu, było już ciemno.
W przenośni i dosłownie. Gmina od dawna nie oświetla ulic, czemu trudno się dziwić przy tych cenach prądu. Zanim więc po ciemku, pośród kilkudziesięciu innych zwisających, splecionych, wymieszanych i poplątanych, znalazł ten właściwy, pociągnięty i rzucony luźno z 7 piętra przewód do ładowania, trochę mu zeszło.
I tak dobrze, że było gdzie postawić auto w jego zasięgu.
„Nie marudź, to był przecież Dobry Dzień, no i jest prąd! Na rano akumulatory przynajmniej trochę się podładują” skarcił się w duchu.
Ach, ten wspaniały pomysł elektryfikacji społeczeństwa w ramach pójścia z postępem! Pomysł może i dobry, ale wykonanie, jak zwykle. Kurwa, mimo wszystko… nie moglibyśmy z tym postępem pojechać w trybie turbodoładowanym oktanami zamiast iść?
Prąd droższy od złota, paliwo droższe od prądu, sieci przesyłowe energetyczne obciążone tak, że, łatane jak gacie kloszarda, padają częściej niż działają.
Dobra, już dość defetyzmu, to był Dobry Dzień, nie ma co go psuć tanim labidzeniem. Teraz do domu i zasłużony luz.
A co tu tak jedzie? Po otwarciu drzwi klatki schodowej smród przebił się nawet przez dymy z kominów proekologicznych obywateli pilnie segregujących odpady przed ich spaleniem. Szukaj plusów(!), przynajmniej są spore oszczędności na wywozie śmieci.
Idzie zima, jest coraz zimniej, ludzie muszą się czymś ogrzać – nastąpiło globalne ocieplanie przecież. 
Co za smród, ach tak, to pewnie Mierzeja i Przekop, znudzone zdalnym nauczaniem rozkoszne brzdące naszego ulubionego Pana i Sąsiada. Te niemałe już bliźniaki nazwane tak uroczyście i miło na cześć, w euforii i ku upamiętnieniu Przekopu SUeSKIEGO znów pewnie zmalowały coś czymś na ścianie.
-Ale nie, nie dam sobie byle gównem popsuć Dobrego Dnia – pomyślał.
Dla kondycji, w ramach codziennego treningu, rozgrzania, bo zmarzł przy mocowaniu się z ładowarką, no i trochę z braku wyboru – windy dawno nieczynne – myk na siódme po schodach i w końcu w domu!
-Jesteś! Udało ci się! -od progu rzuca mu się na szyję – co tak późno?
-Brakło mi prądu po drodze, ładowarki albo są wolne i uszkodzone, albo dobre tylko zajęte. Musiałem podładować z agregatu. Poszło trochę benzyny, ale udało się! No ale..
-Co znowu? Jakie znowu „ale”? Przecież znasz tę trasę na pamięć, znowu coś?
-No coż, niby znam! „Ale”… W nocy ponoć była jakaś nowelizacja przepisów. Teraz od każdego ograniczenia prędkości na znaku trzeba odjąć nie 5, ale 10 km/h. Nie ma sensu znaków zmieniać co chwila, przecież są stosowne komunikaty powszechnie podawane. Powinienem to wiedzieć, bo po to są obowiązkowe aplikacje rządowe na każdym smartfonie. A skoro nie wiem, to sam jestem sobie winien, bo olewam i nie czytam!
-Ale…
-I w dodatku ustawili swój przenośny znak ograniczenia za zakrętem, byłem bez szans.
-I co, puścili cię o tak? Przecież od dawna nie masz prawka!
-A kto w tych czasach ma? Po tylu zmianach, zaostrzeniach i ograniczeniach, które ciągle nic nie dawały, już chyba wszyscy jeżdżą nielegalnie. Pewnie nawet oni sami już nie mają, ale spokojnie, dogadaliśmy się!
-Jak… NIE!
-Tak, Musiałem!
-Oddałeś? Obie!?!
-Słuchaj, oni też muszą coś jeść, mimo wszystko to był Dobry Dzień, udało się i wzięli jedną, a ja mam za to coś dużo lepszego!
-Dobra, trudno, ale druga konserwa Na Czarną Godzinę jest nie do ruszenia, pamiętaj! Kupiłeś, Dostałeś, MASZ?
-Tak, było trudno, ceny szaleją, ale tak, UDAŁO SIĘ, tam jeszcze pracują i mam Prawdziwy Chleb z Prawdziwej Piekarni! Jaka była kolejka! 3 godziny stania i po jednym sprzedawali.
-Doskonale, Dobry Dzień! I przyszła kolejna transza kolejnej Tarczy!
-Ile tym razem?
-Jeszcze nie wiem, liczę zera, mylą mi się ciągle te zera, ale będzie chyba z 10 miliardów.
-10 miliardów?!? Oszaleli? I na co to wystarczy, na masło?
-Nie bądź cyniczny, mogło być gorzej… 
A gdy się obmył w deszczówce gromadzonej na balkonie i pokazał niespodziankę, skarb, tę nieoczekiwaną bonanzę, już nic nie mogło zmącić im tego Dobrego Dnia. I jak na początku chłodno, tak z biegiem czasu coraz cieplej mijał im przy świecach i winie wieczór Dobrego Dnia, gdy nagle ktoś załomotał do drzwi.
-Kto to o tej porze… Coś zrobiłaś?
-Nic, naprawdę nic!
-Co?!
-Nic takiego, ja tylko naszym dzieciom wysłałam zdjęcia! Jak się nam powodzi. Ale to przez Facebooka i tylko w opcji do znajomych!
-Bosz… dziewczyno! No nic, to moja wina, lepiej powinienem pilnować tajemnicy.
Łomotanie się wzmogło!
-Otwierać, OTWIERAĆ! Tu OBAJTEK (Opancerzona Bojowo-Agitacyjna Jednostka Taktyczna Elektrowni i Koksowni), otwórzcie, bo wyważymy drzwi! DOBRY DZIEŃ, CO? Cóż… już chyba nie! Skąd państwo macie ten węgiel?

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑