Film

 Plan filmowy. Reżyser już odlatuje na skrzydłach swych twórczych, już się unosi z obłędem w rozgorączkowanych oczach skrzących się pod daszkiem na gumce, owinięty szczelnie w pikowaną kurtkę, z kubkiem ulubionego napoju, ostatkiem sił kończy:

-Gotowi? Pamiętajcie, autentyk od samego początku, kręcimy z jednego ujęcia, nie będzie dubli, cięć i dokrętek. Jak wyjdzie tak pójdzie! Gracie ludzi zwykłych, bohaterów „z ulicy”, budujecie historię mową ciała, sekwencja ruchów, interakcją emocji, dramatów, uniesień widocznych w twarzach, mimice.
„Antas” i „Protas” rozgrzani tym wewnętrznym ogniem który napędza wszyskich wielkich zawodowców, z pozoru wydają się obojętni, ale już wsobnie wchodzą w role.
Och, tego oczywiście nie widać – to są profesjonaliści, ale czuć w koło tę adrenalinę, zaczyna przeciekać, unosić się, buzując i kotłując się w żyłach. Po wierzchu gładko, skupienie, twarz jak kamień, ale nie daj się zwieść – rwą się do akcji jakby była promocja na cukier.
W myślach ostatnia powtórka scenariusza, sekwencji ruchów, głębszy oddech.
Statyści od dawna gotowi, kręcą się niespokojnie, ciśnienie jak w złożach roponośnych.
Zadanie ich proste lecz niełatwe.
Że ponoć nie będzie powtórek?! Jak wypaść autentycznie, jak nie wypaść z roli, wpaść w oko i zostać zauważonym, być kiedyś, zamiast statystą zostać protagonistą?
Te i wiele innych pytań dręczą ich w godzinach oczekiwania.
Bohaterowie gotowi, statyści na miejscach?
No to AKCJA!
Ruszyli. Zaczyna się niemrawo, na rogatkach zwykłego, szarego miasteczka. Skoro sceneria jakaś być musi, niech jej będzie, ale niech nie przeszkadza.
To ważne by było szare, to miasteczko, nijakie takie, tak podobne do każdego innego, że niewidoczne.
Chodzi przecież o bohaterów, o emocjonalną interakcję miedzy nimi, nic nie może odciągać uwagi od ich wewnętrznych dylematów, które już za chwilę zostaną wywleczone na wierzch, by z całą mocą genialnych umiejętności – aktorów – nie dylematów, targać, pozbawiać tchu, upadać i podnosić się.
Póki co nic się nie dzieje: „jak w polskim filmie”, ale koniec z tą legendą.
Śledzimy akcję z zewnątrz, „zza pleców” obserwujemy samochód, i nagle, ten obserwowany przez nas pojazd, zaczyna w sposób nieskoordynowany lekko miotać się po ulicy. Tak jakby kierowca przeczytał coś ważnego na swoim smartekranie i musi, nie bacząc, odpisać. Tu i teraz.
Jasne, jak każdy piszący, próbuje trzymać się w pasie ruchu, ale nie, nie daje rady.
Niedowidzi ekranu? Mocniej się koncentruje na małych literkach niż na tym co na ulicy?
Nie wiemy, gdyż nie widzimy, ale genialnie mu wychodzi, coraz bardziej zaczyna go nosić, coraz mniej koordynacji. Patrząc od tyłu, widzimy jakiż jest autentyczny w tym! Świetnie się wbił… dobrze, że tylko w rolę!
Widzisz pojazd, od tyłu, a dosłownie, jakbyś siedział w środku!
Zmiana następuje nagle, gdy na chwilę wjeżdża na pas przeciwny i nagłym zrywem, w przebłysku, z niego ucieka, a kiedy po zrywie tym zbyt nagłym odbija się od krawężnika po przeciwnej stronie… Zaczynamy mieć wrażenie, że to chyba nie jest pisanie po ekranie. Powoli zaczynamy już coś przeczuwać, widząc tylko ruchy mistrzowskiego pokazu, że być może to jazda jest… tak! kogoś pod innym wpływem niż nerwowej weny twórczej.
Kogoś kto, teraz wyraźnie to widać kiedy skręcił na czerwonym, czegoś innego nadużył.
Uff, tak wspaniale mu wychodzi ta improwizacja, że dobrze, iż to plan filmowy. Dobrze, że statyści znają swoje role. Nieszczęścia na szczęście nie będzie.
Wtedy pojawia się On, jadący spokojnie w swoich dobrze sobie znanych sprawach Protagonista. Kiedy zostaje wyprzedzony, przetarty prawie, zmuszony do ucieczki w bok, gdy widzi co zobaczył, w oka mgnieniu staje się Kapitan-em As-em.
Od razu, nie widzimy tego magicznego wdzianka z obcisłych leginsów i peleryny, ale czujemy to: On nie myśli, On działa.
Rusza w pogoń, gdyż wie, że musi. Może tam, za zakrętem, jakieś dzieci przechodzą przez jezdnię?
Lub staruszka z pisemnym pozwoleniem od ZUS na dowolne przechodzenie, łatwowiernie i powolnie przechodzi, bo może.
Trzeba działać – tu, teraz, natychmiast. Więc działa, taki ma w sobie nerw.
„Protas” zajeżdża drogę ściganemu i zatrzymują się. Antagonista wysiada z rozmachem. Drzwi które wziął niechcący ze sobą, lekko odrzuca.
Je-Su! Ależ z niego kawał chłopa!
Jak on to cudownie gra!
Jest jak Reacher udający Toma Cruise lub na odwrót.
Czy on tylko się koksem żywi w przerwach przy przerzucaniu staliton?
Genialnie dobrany do roli! Protagonista wysiada. Normalnie by nie wysiadł, może nie jest malutki, i zapału też mu nie brak, ale… no… weź, mimo wszystko kurde, trochę strach.
Wysiada, nie chce, ale taką ma rolę. Kapitan As.
A kamera z daleka, swoim zimnym wyrachowanym okiem, bez wtrącania się, rejestruje całą akcję.
Dochodzi do zwarcia, nikt nic nie mówi, bo co tu mówić?
Cóż poradzą słowa przeciw pałce teleskopowej nagle wyciągniętej w zapalczywej ręce człowieka na dopingu i to chyba podwójnym?
Niewiele może, więc tu mówi milczenie. I jest wymowne.
Kamera robi najazd, napawa się emocjami, spija genialną pracę mimiki twarzy.
I ciał mimikę też.
Rejestruje… ech, jak ona to rejestruje! Genialnie, tak, by pokazać konflikt interesów obu postaci, determinację w wymianie poglądów przy pomocy ciosów wspaniale nieskoordynowanych.
To nie film akcji, te tu są nieskoordynowane specjalnie, jak w życiu. Jeno na wymuskanych filmach z Hooly czy Booly ciosy i uniki genialnie są synchronizowane i piękne.
W realu, lub pod Auchan, wygląda to żałośnie, i zawsze boli gorzej niż wygląda.
Gdy trwa ta arcyciekawa wymiana, w tle też dzieją się rzeczy ciekawe i precyzyjnie przewidziane w scenariuszu.
Statyści wkraczają do akcji.
Oby tylko nikt nic nie spieprzył, oby nikt nie zawalił, bo do teraz idzie genialnie!
Zadanie ich proste, choć niełatwe. Przejeżdżają, ale broń Panie Reżyserze, nie zatrzymują się! Zwalniają niektórzy, filmują wszyscy, robią zdjęcia dla zięcia dzielą się wrażeniami z innym instagramami!
Ważnym jest, żeby nie pomagać, pozostać biernym obserwatorem, by Protagonista sam musiał się zmagać, brać na siebie te nieskoordynowane ciosy i całą tę chałę, chałwę… tfu, chwałę.
„Jesteście tylko statystami, ani się ważcie dać ponieść emocjom, biernie z boku pilnujecie swoich ról” – dudnią w rozpalonych skroniach słowa reżysera. 
Na koniec kiedy przyjeżdża policja, rany niecelnie zadane się leczą, akcja kończy się szczęśliwie. Protagonista poobijany lecz szczęśliwy bo żywy, antagonista rozchwiany bo naćpany i pijany, a statyści jak to w filmie – bierni.
I KONIEC!
Jest, mamy to! O to chodziło. Wyszło cudownie. 
No, ależ fajny byłby z tego film, ale, jak to śpiewał Artur z Mysłowic w Myslovitz:
Ale to nie był film
To nie był film.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑