Loop

 Popadało, lekki, ale ciepły deszcz przez całą noc rosił ulice.

Wstałem dziarsko, mimo całej nieprzespanej w ekscytacji oczekiwania nocy.
Nad ranem mnie zmogło, ale gdy do uśpionych neuronów dotarło, co dzisiaj na mnie czeka, zacząłem podskakiwać jak przedszkolak w drodze na lody.
Dzień zapowiadał się pięknie. MegaKijów od rana zajęty swoimi sprawami, krzątał się w rytmie Kozak-reagge.
Wyjrzałem przez okno, widok jak zwykle pozbawiał mnie na moment tchu, ale już po chwili jechałem 3 km w dół superszybką, przezroczystą windą. 
Wciągnąłem w płuca świeże, czyste, odkurzone przez mżawkę powietrze.
Najpierw kawa, potem będzie już tylko lepiej.
Ruch na ulicach był mały. Autonomiczne pojazdy o jednakowych, projektowanych ergonomicznie kształtach, pospołu z całą gamą elektrycznych hulajnóg, rowerów i dronów, w sposób precyzyjnie zsynchronizowany władały miastem.
Od kiedy Moskwa odwaliła swój numer z wojną i ze zdziwieniem zauważyła, że jednak to nie bingo ani tym bardziej szybki numerek, wiele się zmieniło.
Kto wie, o co im wtedy chodziło? Pewnie historycy to kiedyś ustalą. Może poszło o lit, może o dominację, ziemię uprawną, a może o atom?
Faktem jest, że swoją brutalnością wiele spraw ułatwili i przyspieszyli. Nikt wcześniej nie potrafił zintegrować ludzi tak, jak pokazywana on-line 24/h wojna.
Oddolne wkurwienie ludzi z całego świata, potocznie zwane:
-Już, Kurwa, Dość! – zadziałało idealnie, spowodowało, że politycy musieli w końcu wziąć dupy w troki.
Te ulizane, koncyliacyjne, zawsze bardzo uważne na dobro swoich interesów bubki w końcu zrozumiały, że dłużej się tak nie da.
To, że większość ludzi powiedziało sprawdzam oraz pozwoliło sobie na gniew, po pierwszej straszliwej katastrofie humanitarnej, emocjonalnej i gospodarczej dla ludzi, okazało się zbawienne dla świata.
Dla całego świata… no, prawie.
Rosja odcięta od Netflixa, Apple Pay Android, McDonalda, kart kredytowych, wczasów na Dominikanie, studiów w Paryżu oraz dla tej mniej zamożnej części – świeżej żywności, produktów higieny osobistej, darmowej służy zdrowia i toalet w szkołach, ze zdziwieniem skonstatowała: o cholera, to my jednak nie jesteśmy potęgą?
Tak, rubel został zarżniety, a giełda popełniła samobójstwo. 
Wielki, czerwony niedźwiedź po nadepnięciu gołą ruską łapą na ukraiński klocek Lego (specjalnie poszczerbiony), zawył z bólu, pacnął na gołą dupę, przewrócił na bok i tak już mu się zostało.
A potem ludzkości poszło już sprawnie. 
Kopaliny, z których nasz niedźwiadek żył, gdy brakło dla reszty świata, dość szybko okazały się zbędne. Gdy ich ceny poszybowały w kosmos, to, co i tak musiało się kiedyś stać, stało się szybciej. Przy takich opłatach za energię nie dało się produkować normalnie produktów i sprzedawać w normalnych cenach, trzeba było szukać energetycznych alternatyw.
Początkowe wkurwienie świata dało impuls do zakładania małych elektrowni atomowych. Technologia, która znana była od dawna, sprawdzała się w Arktyce na lodołamaczach i pod wodą na okrętach wojennych, a skutecznie wcześniej blokowana przez lobby ropczane, w końcu dostała zielone światło. 
Mała elektrownia przy każdym większym mieście była gwarancją taniej, czystej, bezpiecznej oraz dywersyfikowanej energii dla całego regionu.
Po dołożeniu do tego wiatru, słońca, geotermii oraz technologii akumulowania energii, nagle okazało się, że:
*nie trzeba być uzależnionym od ropy i gazu,
*można żyć w zgodzie z planetą i ze sobą,
*linie przesyłowe nie muszą psuć krajobrazu i zabierać lwiej części energii na straty przesyłowe, 
a w bonusie – świata nie czeka III wojna światowa.
Przełomem było powszechne zastosowanie indukcyjnego ładowania pojazdów poprzez ulice, po których jeździły.
O tak, indukcja powaliła spalinę, a dobił ją wodór.  
Musk wysłał się na Marsa, a gdy wrócił i powiedział „Byłem, Sprawdziłem, Nic tam nie ma” wziął się za Hyperloop, a narody świata, mocno zjednoczone po tym, co ruskie odwaliły, tylko mu pomogły.
Zwany „Piątym rodzajem transportu”, odporny na warunki atmosferyczne, wolny od kolizji, dwukrotnie szybszy od samolotu, nisko energetyczny Hyperloop był pomysłem genialnym, trzeba było tylko iskry, by odpalić ten lont.
I robota, jak na polskim filmie „ruszyła z gazem”.
Podziemne tuby superszybkich prędkości, w których poruszały się kapsuły jak krwinki w żyłach naszych organizmów, połączyły świat, oplotły go swoją niewidoczną siecią, owinęły swym kokonem szczelnie jak pajęczyny.
Na powierzchni ziemi zrobiło się luźniej. Transport towarów i ludzi zszedł do podziemia i stał się szybki, tani, czysty i bezpieczny.
Technologie, jak to one – skokowo – a z każdym skokiem coraz dalej – rozwijały się zawrotnie. 
Szlag trafił idee walki o surowce, szlaki wodne, dominację, a religie wspólnie doszły w końcu do wniosku, że jednak nie ma takiego Boga który jest mściwy, wyznawców egoistycznie chce tylko dla siebie, a skoro jest miłością, to w całym tym „Bóg” raczej chodzi o wyższe cele niż małostkowe wyżynanie się w jego imieniu z jednoczesnym wycieraniem sobie Nim gęby w usprawiedliwianiu najgorszych rzeczy.
Ale cóż, tak to jest, jak cywilizacje wyzwolą się z kapalin, osiągną odpowiedni poziom naukowy, techniczny i zamożności, klapki same się przestawiają. Gdy edukacja osiąga pewien poziom, wtedy zmieniają się priorytety, przechodząc z opcji „pasożyt” na „wspólnik”.
No i tak to właśnie było, a teraz, pijąc kawę, patrząc na spokojny, zasobny, bezpieczny świat za oknem, szykuję na na przejażdżkę. 
I TO JAKĄ!
Te nowoczesne wynalazki, pojazdy robione w nowej estetyce są doskonałe. Idealnie zaprojektowane przez SI, wydrukowane na drukarkach 3D wielkości domów, masowo produkowane w celach czysto użytkowych, spełniają swoje funkcje, ale brak im duszy, charakteru, osobowości. Są nudne.
Za to te, robione przez samouków, artystów, wdrażane przez Podziemie Odrodzenia Rajdów, Nafty i Oktanów (PORNO), są może i dziwne… nie wiem czy ładne, ale, jak to mówili w 21 wieku: „Nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba”.
Tworzone są ze strzępów instrukcji, rysunków, archiwalnych zdjęć na podobieństwo śmiałych wizji projektantów XX wieku w hangarach z ręcznie składanymi drukarkami. Oprogramowane softem języków od dawna nieznanych, wyciąganym z mechanicznych dysków chyba z samego środka Ziemi, z serwerów, zdałoby się, na zawsze pogrzebanych gdzieś pod Rejkiawikiem. Te pojazdy są fascynujące, przypominają o niewiarygodnej wyobraźni ich pierwotnych twórców.
Oddają cześć tym cudownie oldschoolowym, starym, ryczącym i pachnącym naftą czasom.
No, kawa wypita, wsiadam w loopa, a za godzinę będę jeździł gdzieś w Mediolanie, w jakiejś zamkniętej, walącej się i od dawna wyłączonej fabryce! Lancia Stratos czeka, a może i Ferrari pojedzie!

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑