Misjonarz

 Ranek zastał mnie, jak zwykle, nieprzytomnego. Ale, skoro trzeba wstać, a wszystko nadal boli, to dobry znak.

Gdyż kiedyś, jak nic Mi_ nie bolało to myślałem, że już nie żyję.
A kto by chciał radośnie, bezboleśnie, spokojnie, ale za to wiecznie, popijać sobie potrójne espresso w raju, skoro może gnić obolały, gdzieś docześnie na zimnym, październikowym, jesiennym padole w Europie objętej… A, dobra, no wiadomo.
Tu, na Ziemi, stan na dzisiaj: ludzie przemykają chyłkiem patrząc z pod byka przed siebie, atmosfera gęsta od niedokończonych snów, a nagle rozpoczętej rzeczywistości, mgły, i porannych utylizacji śmieci… w piecach. „To Jest Szwajcaria! Tu się oddycha”.
Po nocnych przymrozkach, wilgoć 120%, wiatr polarno-morski, zimno że chyba jest minus sześćdziesiąt. Od razu poczułem się jak na Bałtyku, w listopadzie, o 4 nad ranem, na pokładzie… zalewanym wodą, ech, łza wzruszenia się w oku kręci.
Starłem z twarzy tę łzę, przy okazji szron, deszcz i zamglenia, i wsiadłem do auta.
Niezawodnie odpalił, wiadomo – nowy akumulator! Włączyłem grzanie foteli (w nawiasie pisząc: nie kupujcie aut ze skórą na fotelach, nawet ekologiczną. Może to i wygląda „na bogato”, ale w zimie zimni, a w lecie… wcale nie jest letnie, no co w tym przyjemnego?
Najlepsze, najszykowniejsze auta kiedyś robiono w welurze, i to był szyk!).
Samochód zamrugał do mnie przyjaźnie wszystkimi systemami. Auto automatycznie rozejrzało się po terenie swoimi cyfrowymi mackami. I już po chwili cichutkiej konsultacji swoich cyfrowych podsystemów, wyczuwając wilgoć włączyło grzanie lusterek oraz tylnej szyby. Szybka haj-spid klimatyzacja przy okazji doprowadzania wnętrza do przyjemnych 22 stopni, osuszyła i odmgliła Mi_ przednią szybę, światła Super-Led rodem z Gwiezdnych Wojen włączyły się automatycznie kojącym błękitem rozświetlając okolicę, kamera cofania pokazała, że żadne kotki nie będą przejechane, a system enetertaiment połączył się z radi… Nie, nie! Żadnego Radia. Dementuję, drogi Kontrolerze z Poczty, oświadczam iż nie używam radia w aucie, nie trzeba mi tu robić żenady i zdjęć żadnych!
System połączył się z internetem i w jakości hi-res sączy muzyczkę gdy ja, płynnie, jednym palcem wspomaganym wspomaganiem, wycofałem by włączyć się do ruchu pod czujnym patronatem oraz zabezpieczeniem tych wszystkich ABS, AGH, USG, CIA, FBI i innych systemów wspomagania kierowania.
Gdy dotarłem na miejsce mego przeznaczenia, okazało się, że dzisiejsza misja będzie jedną z przyjemniejszych!
„Otóż przeprowadźcie mi, Mi_sjonarzu, klasyka! Z miejsca X do miejsca Y. Tak lubicie jeździć, tak, ze łzą wzruszenia wspominacie starą, dobrą motoryzację, i że to nie to co teraz”.
Cholerna nowoczesność, tylko zerojedynkowa cyfra, eco-skóra i plastik, bezdusznie takie same, w milionach robione klony…
ALE SUPER!
Gdy ciut zgrabiałymi palcami jakoś podpiąłem akumulator, elKlassico prychając i z lekka wyjąc w końcu odpalił. Mamy to! Jest życie na tej planecie. Ależ będzie zabawa.
Światła jarzą się żółtą, jak londyńskie mgły, poświatą, z czasów Kuby R. grasującego ze swoim ulubionym majchrem między sodowymi latarniami.
Co prawda niewidoczną w ciągu dnia poświatą się jarzą, ale konsolka wyraźnie pokazuje, że tak ma być – świecą. Skręcając kołami zaparłem się o zimny, zrobiony ze śliskiego, cholernie cienkiego tworzywa, wieniec kierownicy. Dobrze, że mam legendarnie silne ręce, inaczej bez ich wspomagania, musiałbym się zbierać nogą o drzwi żeby gdzieś skręcić.
Opony, od lat uniwersalne, dały mi poczucie pewności na drodze porównywalne z łyżwami… na lodzie. Po uruchomieniu nawiewu dowiedziałem się, że silnik nie jest jeszcze gotowy oddawać mi do kabiny choć odrobinę ciepła, wicie rozumicie czekać musicie Mi_ na swoją kolej, praw fizyki nie zmienisz i nie bądź głąb. Ciepło w kabinie nie jest priorytetem. Spoko, końcówką rękawa wytarłem kawałek wielkości 5 złotych zamglonej obustronnie szyby, która od razu zaszła mgłą, i w końcu ruszyłem. Ach tak, jeszcze zebrać wilgoć z zewnętrznych lusterek wielkości naparstków, które są tu chyba tylko po to żeby auto przeszło przegląd techniczny.
Za radi… wróć… za system rozrywki i dostarczanie bodźców dźwiękowych robi karoseria, której opływ powietrza i jego przy tym szum jest najlepszą myzyka. Do kompletu praca silnika słyszalna w kabinie lepiej niż w komorze silnikowej, jest doskonałym źródłem informacji, a nie te ciągłe jakieś niusy o inflacji. Cudo, auto wspaniale mechaniczne, pozbawione tych diabelskich wytworów szatana tych zaawansowanych systemów wspomagania kierowcy (ADAS) oferuje prawdziwe, realne doznania i satysfakcję z jazdy! Tu liczy się kunszt, technika, umiejętności, prawdziwa finezja!
Podsterowność, nadsterowność, jazda zygzakiem, hamowanie impulsowe, wiszenie na kierownicy… Wszysto na raz! No Raj dla kierowcy!
Gdy dojechałem na miejsce, ledwie żywy od adrenaliny wyprzedzeń, hamowań, zakrętów i czujności, półprzytomny ze zmęczenia od kierownicą kręcenia, połamany jak święty turecki od fotela i całkiem już głuchy od łoskotów, hałasu, rumoru, i czujnego nasłuchania dźwięków ulicy (bo co ci zostaje jak nic nie widzisz) pomyślałem:
Ech… Klasyczna motoryzacja to jest wspaniała sprawa. Na zdjęciach, kurwa, albo gdzieś w letni suchy poranek nad jakimś włoskim jeziorem. Kiedy siedzisz przy stoliku kawiarnianym, pijesz kawę, podziwiasz i wiesz, że nie musisz tym nigdzie jechać!

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑