Wypisz, wymaluj „Moda na Sukces” z tym swoim kolorytem, nietuzinkowymi postaciami, fryzurami oraz nieprawdopodobnym scenariuszem.
Tasiemiec w opcji de lux, ulepszonej, od którego oderwać się nie da, gdyż leci… Live.
Był to, ponieważ właśnie się zakończył, jeden (bo drugi będzie jeszcze trwał) zajebiście długi sezon serialu pełnego napięcia, pościgów, dramatycznych i drastycznych zwrotów akcji, często podlany siarczystymi przekleństwami oraz szalonym chichotem Jokera.
Gatunek? Coś w stylu Reality Nonfiction. I choć było w nim wszystko: pomysły rodem z fantasy, postaci jak z horroru, akcje jak z komedii (jeśli ktoś ceni czarny humor), to przeważnie był to zwykły, czysty thriller.
Można by nawet uznać, że czasem scenarzystów fantazja poniosła za bardzo, że takie rzeczy to tylko w wyobraźni…
Ale cóż, życie pisze scenariusze, o których się reżyserom nie śniło.
W ciągu tych lat akcja toczyła się w niejednym mieście, całorocznej scenerii i różnych plenerach, a po planie kręciło się mnóstwo przypadkowych statystów, którzy pieszo, „na” lub „w” dziwnych pojazdach, w sposób chaotyczny i nieskoordynowany pojawiali się nagle znikąd i tak samo nagle znikali.
Od męskich potomków samców Alfa (nie, nie tego kosmity Alfa, co jadł koty w serialu z lat 80tych… chociaż… w sumie?) w swych wypieszczonych cackach, przez bezlitosne i niebiorące jeńców kobiety w pseudoterenowych SUVach, po działające podstępnie, szaleńczo i zupełnie nieprzewidywalnie zorganizowane grupy mieszane w pojazdach za rozsądną cenę.
Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, z dłuższymi lub krótszymi przerwami niezależnymi od reżysera oraz aktorów, w ciągłej zależności od kaprysów niewidocznych producentów, odcinek po odcinku tworzyła się ta epicka epopeja.
16- letni tasiemiec, pięć odcinków w tygodniu, po 30 minut.
Czego tam nie było! Auta zaparkowane tak, że gdyby była Nagroda G-nobla za Kreatywność i Głupotę w Parkowaniu, gremia przyznające przyznawałyby tylko pierwsze miejsca.
Panie, które blokując swą ciężarSUVką wszystkie pasy ruchu w tym pasy dla pieszych, które z uspakajającym uśmiechem informowały, że „to nic, że spoko luz, ona zaraz wraca, dosłownie 10 minut max”.
Panowie, wykorzystujący każdy centymetr chodnika swymi wielometrowymi sedanami, które stawiali w poprzek, a potem wyrażali bezgraniczny foch, że ktoś wzywa policję, a ta daje im mandaty zupełnie niesłusznie, bo: „Ok, może i nie ma przejścia, ale jego nie było tylko 15 minut i to jest zwykłe skurwysyństwo oraz brak empatii i większych problemów tak go traktować, a wózkiem można jechać po ulicy!”.
Zima, która zaskakując drogowców, co nie jest zaskoczeniem, zaskakiwała też aktorów odniśnieżających cudze pojazdy.
Pociągi, które pojawiały się znikąd, powodując totalne zamieszanie i zmiany konfiguracyjne, bo przecież tu nie ma torów.. no, ostatnio, jak tu byłem, to ich nie było!
Dzieci wbiegające na ulicę z radością i szybkością foksteriera.
Po horyzont ciągnące się sznury pojazdów, gdyż… gdzieś trzeba wysadzić pociechę, a tu jest najlepiej! No i cmok – cmok na pożegnanie! I trzeba zaczekać, gdyż musi przejść, a nikt jej nie przepuści lepiej niż ja! Ach, no i zapomniała pantofli!
„Ale jaki to problem? Przecież ja tylko na 10 sekund się zatrzymam na środku drogi przed pasami…”
I tak każdy z 30 kolejnych.
Creme de la Creme tego serialu: Ciągłe, niezmienne, niestrudzone, niekończące się zawody, komu uda się podjechać najbliżej wejścia!
Wezwania policji i straży, w tym pożarnej, do bójek i przepychanek nie tylko słownych były jedynie nie zawsze miłym dodatkiem.
Tak, przez te 16 lat z przerwami odwożenia najpierw dziecka, potem dzieci, a w końcu młodzieży do przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjalnych i średnich widziałem już wszystko.
Ale… uwaga! Przez te 16 lat sezonu nie spóźniłem się Ani Jeden Raz!
Tu każdy, kto zna życie, ma prawo powiedzieć: „Przesadziłeś Mi_ ,fantazja cię poniosła, gdyż są granice wymyślania bajek, pitolenia bzdur i wciskania kitu!”
I ten ktoś będzie miał trochę racji, cóż, faktycznie, poniosło mnie.
Nobody’s perfect!
Pochylam głowę, korzę się i przyznaję z niechęcią, gdyż mąci to trochę ten piękny obrazek: to prawda, raz przyjechałem ciut za późno, ale to nie moja wina, że dzieci się finalnie spóźniły do szkoły, mogły szybciej przebierać nóżkami!
Nadszedł w końcu ten ostatni, upragniony dzień. Dzień najważniejszy, testowy, dzień podsumowania tych tysięcznych przejazdów… Dzień Egzaminu.
Dzień Matury.
Lecz po tych wszyskich latach zostało się mistrzem, ekspertem, fachowcem, znawcą, profesjonalistą, który przeżył już wszystko i nic go nie zaskoczy, dlatego podszedłem i przystąpiłem do niego na spokojnie.
Tego dnia każda przewożona materia bywa wybitnie niestabilna, delikatna i w dodatku z towarzystwem.
Gdyż się okazuje, że towarzystwo, bazując na krążących legendach o Mi_dokonaniach, też na ciebie liczy, dlatego trzeba działać podwójnie odpowiedzialnie i rozważnie.
Działać mądrze należy i pojechać tak, żeby nie wyjechać za wcześnie, by nie było czasu na dumanie, nerwy i stres pod drzwiami.
Nie można także wyjechać za późno, przewidzieć trzeba nieprzewidywalne i ruszyć precyzyjnie i dokładnie, tak, żeby nie trzeba było anonimowym telefonem o podłożonym ładunku przerywać rozpoczętej już sesji…
Po wielu analizach i przemyśleniach, dużej ilości wody mineralnej, rozrysowaniu planu, rozpisaniu minut, wprowadzeniu tego do arkuszy kalkulacyjnych i obliczeniu ich w CERN, wyszedł jeden prawidłowy wynik.
OPTYMALNA godzina, która umożliwia przyjazd na ODPOWIEDNI czas.
Nadeszło rano, lecz ja na wszelki wypadek wstałem w środku nocy, koło 7.
O precyzyjnie zadanej godzinie, po siedmiu kawach, sprawdzeniu wszyskich map pogodowych i guglowych, stanu paliwa, ogumienia, oleju, filtrów, dokumentów i ubezpieczenia, byłem niewzruszony jak Sfinks, gdyż wiedziałem, nic mnie nie może zaskoczyć.
Spryskałem szybę dla lepszej widoczności, pasy zostały zapięte i zgodnie z przepisami ruszyliśmy po dojrzałość.
A po kilometrze, za zakrętem drogi panowie policjanci urządzili lotną kontrolę trzeźwości.
Ha, ha, ha! Spokojnie i Luz! Przewdziałem w grafiku i to, w dodatku do 5 aut czaso-oczekiwania, a są tylko 4.
Nie piłem od tygodnia nic poza wodą i kawą, ale ta się nie liczy, gdyż przyjmuję ją dożylnie.
Gdy przyszła nasza kolej, grzecznie nabrałem powietrza i, prychając z pogardą na takie marnowanie powietrza i czasu, wydmuchałem je prosto w pysk tej bezdusznej maszynerii, a znudzony alkomat nagle się ożywił i zapiszczał radośnie. Wytrącony z zadumy policjant kazał Mi_ zjechać na bok do bardzo szczegółowej kontroli, gdyż pomiar wykazał, że jadę kompletnie pijany…
Nobody's perfect
Cała ta akcja trwała prawie 16 lat i była jak amerykańska telenowela.

Dodaj komentarz