Wmówiono nam, ile będziemy mieć czasu kiedy odkurzacz sam odkurzy, ekspres sam zrobi kawę, lodówka sama zamówi produkty, a auto samo zaparkuje.
Niedługo i dowiezie nas na miejsce. Ile przez to będzie czasu na robienie czegoś innego!
Ej… ale na co mi ten czas kiedy ja już niczego nie umiem zrobić?
Wydaje się, że to takie wygodne i bystre, a tak naprawdę kręcimy sobie sami sznur na własne szyje.
Niedługo gdy przedmioty będą bardziej „smart” niż my, przestaniemy być podmiotami przedmiotów, staniemy się ich niewolnikami.
Tracimy umiejętności, rozum, pamięć, logikę postępowań.
Kiedyś, kiedy chodziło się na koncerty, czy urządzało dzieciom urodziny, lub robiło wiele innych rzeczy, to dla nich samych.
Teraz się wszystko filmuje, żeby potem, na spokojnie, sobie te wypociny obejrzeć i podzielić się, to ważne, z innymi.
Tracimy „tu i teraz” na rzecz czegoś, czego ani nikt nie będzie chciał oglądać z braku atmosfery która przeminęła, ani nie da rady z powodu jakości której nigdy nie było.
4K to za mało żeby było dobrze.
Jakość i Jakoś różnią się tylko jedną literką.
Dziecko dostaje prezent, ale źle wyszło zdjęcie… – Uwaga, na miejsca, powtórka wręczenia!
„Kurde, to dają czy zabierają, i kiedy będę mógł go rozpakować, a może tam nic nie ma i to tylko tak dla picu, tylko żeby na zdjęciu wyszło dobrze?”
Kiedyś był prościej, może trwało dłużej, ale było mniej skomplikowane.
Ludzie umawiali się ze sobą na spotkanie i nikt nie odwoływał w ostatniej chwili wysyłając sms-a.
Czas i życie biegły wolniej, bo tak być musiało, ale robiło się rzeczy nie po to żeby dobrze wyglądały na instagramie.
W dodatku jesteśmy „kontrolowani” i ,,regulowani” w imię celu nadrzędnego.
Ale to wszystko dla naszego szczęścia i bezpieczeństwa przecież! Jak nie jak tak?
Choroba współczesności, z powodu regulacji niedługo nikt sam z siebie nie będzie wiedział co w realu jest zagrożeniem, a co nie, jeśli nie będzie specjalnych wytycznych i jasno opisane, najlepiej emoitkonem.
„Uwaga, ten kubek z kawą może cię poparzyć!”
O kurwa? Naprawdę? No nie wiedziałem.
Unifikują nas, wtłaczając w jedną matrycę.
Lansuje się nie tych naprawdę wartościowych którzy wystają wyraźnie ponad szereg, oj nie, tych zaburzających harmonię się obcina, lecz tych którzy podobają się masom, algorytmy wyłapują to błyskawicznie.
Ale… jak coś się podoba wszystkim, jak jest na tyle uniwersalne żeby podobało się miliardom to? Tak, to jest uniwersalnie nijakie, i za ułamek sekundy zniknie zapomniane.
Kiedyś wszystko było prostsze. Teraz proste jest tylko pozornie, i tak naprawdę coraz bardziej wikłamy się w coś, co anarchista określiłby mianem ,,systemu”, bo wygodniej napisać na ,,fejsie” z błędami, zapłacić paypassem i podzielić się w ten sposób WSZYSTKIM z wiecznymi i cierpliwymi systemami zer i jedynek.
Wygodniej też, gdy ktoś podejmie za nas decyzję, czy banan ma być prosty lub wygięty. Czy cynamon i aspartam są szkodliwe? Czy mamy w aucie wystarczająco dużą liczbę poduszek powietrznych?
Bezmyślność jest całkiem dobra, a myślenie gdy ktoś nieprawny, może zaszkodzić.
Kiedy w 1849 roku Carlo Castagna zakładał w okolicach Mediolanu firmę, mającą się później przerodzić w jedną z największych manufaktur karoserii samochodowych, takich problemów nie było.
,,Carozzeria Castagna” tworzyła, obok firm takich jak Touring, Vignale, Pininfarina, jedne z najwspanialszych karoserii, w jakie można było wtedy „ubrać” samochód, jednostkowo i na wymiar.
Talbot-Lago T150-C-SS Goutte d’Eau z 1937.
Peugeot 402 Darl’mat Special Coupe by Pourtout Theodore z 1938.
Alfa 6C z 1939 r.
Duesenberg 2300 model ,,J” z 1931 r.
Isotta Fraschini 8A SS z roku 1932.
To były maszyny piękne i unikatowe. Miały duszę i rękę artysty widoczną w swej istocie. Dziś, ze względu na przepisy homologacyjne, i imię bezpieczeństwa, nie można już zbyt ingerować w konstrukcje samochodów. Samonośne nadwozia wymuszają, by punkty mocowania zawieszenia, przednia szyba czy miejsca, w których znajdują się pasy bezpieczeństwa, były takie same.
Przekroczyliśmy już chyba granicę.
Jak smartphony które już nawet fachowcy mają kłopot rozróżniać, tak i samochody robią się zwykłymi bezdusznymi samojezdnymi elektronicznie tanimi wielocalowymi tabletami na kołach.
Niedługo wszystkie takie same, po wieśniacku ale pięknie podświetlane ledami, samoporowadzące się pudełka.
Dobra jest, nie ma się co kopać… Ja tylko jednego zupełnie nie rozumiem.
Dlaczego, psia mać, w kształcie SUVa?
Ani to ma bagażnik jak w kombi, ani zwinności coupé, ni klasy sedana, czy dzielności terenówki.
Wszystko będzie takie same – dobra, dla ludzi takich samych, wszystkich – dobra, przedmioty będą bardziej smart od ludzi – dobra, ale do cholery… SUV?
Ech… Design umiera w męczarniach.
Nowy Smart Świat
Coraz szybciej tracimy umięjętności na korzyść maszyn.

Dodaj komentarz