Plastikowi

 Kilka ostatnich dni pojeździłem małym, lekkim, wspaniale analogowym wytworem motoryzacji lat 90-tych. Zanim go odpaliłem, długo musiałem szukać akumulatora – był przykitrany gdzieś z boku i taki mały. Gdy w końcu go znalazłem, podpiąłem, odpaliłem, a auto błysnęło do mnie radośnie kilkoma żaróweczkami – oniemiałem.

Pojazd ten nie miał w sobie nawet grama krzemu (za radio służył odgłos wydechu), wąskie opony, za klimę robiło okno odkręcane korbką (wspaniały wynalazek na wypadek , nawet kontrolwanego, poślizgowego wjazdu do jeziora) – śmigał jak messerschmitt.
Auto lekkie, wielkości niewypasionego foksteriera, więc brykało jak wyp(o)uszczony po całym dniu z domu pupil.
Brak wspomagania, perfekcyjne prowadzenie, dociążonego silnikiem napędu na przód.
Szybka, precyzyjna, manualna skrzynia biegów i mała masa dawały lekkość, zwinność i radość jazdy w standardzie.
Spaliło to mniej niż samotny bierny palacz w parku narodowym, a wyrywało do przodu jak wygłodniały kot za myszą. Do tego wąskie słupki, ogólnie mało blachy, doskonała widoczność i klika cudownie klasycznych przycisków, które bez patrzenia czuć pod palcami i służą tylko do jednego – do włączania.
Tak, kurwa, takie właśnie cuda robiono kiedyś! 
E… czy ktoś wcześniej napisał „wąskie opony”?
A, no właśnie, cała ta nachalnie lansowana elektryfikacja trochę mnie wpieprza. Nagle silnik spalinowy stał się cywilnym, hurtowym straszakiem cywilizacji pierwszego świata, największym złem naszych czasów.
Dobra, ja wiem, że koncerny wydały grubą kasę, żeby pchać ten elektryczny wózek do przodu, a nie są instytucjami charytatywnymi, chociaż tak się czasem lansują.
Tylko elektryka może nas uratować?
Zezłomujmy wszystkie diesle?
Benzyniak Twój Wróg?
Powszechna Utylizacja do 2035?
Bądź czujny, gdzieś w okolicy czai się V-12?
Twoim obywatelskim obowiązkiem jest donieść na V-8?
Może i tak. Silnik spalinowy jest jak polityk, robi dużo hałasu a niewiele z tego wynika, bo wydajność to on ma słabą, no i prawda… jest na mieszaninę węglowodorów. 
Ale jak pomyślę, z czego u nas się robi prąd, a każdy wie, że z kopalin i jeszcze długo, długo tak będzie, jak pomyślę, skąd się bierze te półprodukty do produkcji akumulatorów i jak widzę oczyma wyobraźni 3 stopień zasilania, bo wieczorem e-tiry zjechały na parkingi i się podpięły pod ładowarki.
Jak widzę ten WKURW (Walki Klatkowych Uzurpatorów Rabowania Walboksów) o „naturalnie niezbywalne prawo do podpięcia popracowej ładworaki” w bloku 10 klatkowym, bo każdy ma elektryka, to widzę tę powszechną Ratującą Palntę Ale tylko W Europie bo Indie i Afryka Aktualnie Mają Wylane elektryfikację słabo. 
Wszystkie koncerny Moto będą wyć w zachwycie nad elektryką, jak kiedyś nad benzyną – za coś się płaci dobrym marketingowcom – ale ten problem jest większy niż kobalt z Kongo czy ślad węglowy konstrukcji fotela i „diesel czy elektryk – wybór jest prosty”.
Ktoś chyba nas tu robi w hu!
Bo my robimy się plastikowi. To, co produkujemy, kupujemy, zużywamy, a potem niefrasobliwie wywalamy, gdy nikt nie widzi, powoli przechodzi z makrobutelki, przez mikrotorebkę w sferę ultradrobnych cząstek i do nas wraca. Sztuczne włókna trafiają do powietrza podczas suszenia ubrań. Plastik trafia do gleby podczas prac polowych, ze znoszonych ubrań czy odpadów fabrycznych.
Po wrzuceniu do morza, większe fragmenty rozpadają się, uwalniając przy okazji mikrocząsteczki. A te zjadają sobie ryby, a ja potem dzieci zmuszam, aby je jadły, bo to samo zdrowie!
A gdy samochody jeżdżą po drogach, unoszą się za nimi fragmenty opon i nawierzchni. A im większe samochody, tym są cięższe, im są cięższe, tym więcej potrzeba im gumy, a im więcej gumy, tym… więcej gumy…
Te elektryki od tych kilometrów kabli, akumulatorów, ekranów wielkopowierzchniowych (żeby się tylko człowiek nie koncertował na jeździe, a na reklamach i fejkbuku) są jebutnie ciężkie. Wygoda też potrzebuje przestrzeni: Fotel z masażami nawet dla jadącego w bagażniku zaklatkowanego kota się należy jak psu buda! A każdy centymetr wygodo-przestrzeni potrzebuje więcej masy.
Do tego dochodzi całe to niefrasobliwe podejście do bezpieczeństwa. Kiedyś auto mogło być mniejsze, ale teraz już nie. A skoro auta 5 – osobowe mają masę autobusu, to i szkód robią masę, dlatego coraz więcej systemów bezpieczeństwa, stref zgniotu, blachy, blachy i jeszcze więcej masy. 
Bilans jednak musi się zgadzać i być na zero, więc mechanika przyrody przy pomocy dostępnych sobie środków typu tarcie, rozpuszczanie, rozdzieranie spokojnie, sukcesywnie, niestrudzenie sprowadza plastik do przyswajalnej przez producenta, niewidocznej, zjadliwej, sprytnie doprawionej jakąś rybką lub innym napojem wielkości supernano i zwraca nam to, cośmy wyprodukowali. Cały ten plastik i guma kiedyś bokiem nam wyjdą, bo tyłem wychodzi tylko jego część, jak zbadali naukowcy.
No i robimy się plastykowi, a plastik, jak każdy wie, nie przepuszcza powietrza.
I właśnie tak sobie myślałem, jeżdżąc niefrasobliwie tym lekkim, zwinnym, piekielnie szybkim wytworem „samochodopodobnym” lat minionych, z czasów kiedy ludzie mieli w głowach rozum i wiedzieli, że nawet jak się ma pierwszeństwo na pasach, to się pod auto nie wchodzi, bo fizyka ma to w dupie…

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑