Układanka

 [Wszelka zbieżność dat, miejsc, nazw oraz faktów jest przypadkowa]

To było poważne wyzwanie, zadanie, którego w takim czasie podejmują się nieliczni, pod każdym względem ambitny projekt. Zadanie z tych zwanych czasem: Wielki Problem.
Ale „Każdy wielki problem składa się z bardzo wielu mniejszych. Rozwiązuj każdy z małych po kolei, a rozwiążesz ten wielki”
Kierując się tą uniwersalną zasadą, postanowiono zmierzyć się z wyzwaniem.
Taka układanka, puzzle, które, precyzyjnie połączone, stworzą idealnie pełną całość. Niech każdy po prostu robi swoje. 
Każdy zespół wykwalifikowanych fachowców po prostu robił więc swoje według planów dostarczonych na ultratajnych nośnikach niezawodnie zabezpieczonych biometrycznie oraz precyzyjnych, rysowanych ploterami wielkości domów, rysunków technicznych, dokładnych schematów każdej, nawet najmniejszej śrubki. Używano arcytrudnej technologi obróbki metali ziem rzadkich. 
Było tego tyle, że żeby to ogarnąć, komputery trzeba było podpiąć superszybkimi łączami z Hipermacierzą sytuowaną na Grenlandii.
Trzeba było tak zrobić, gdyż przy tej skali skomplikowania, nie można było pozwolić na najmniejszy błąd, a tylko tam jest odpowiedni zimno aby serwery się nie topiły od nadmiaru ciepła.
Po szybkim ogarnięciu wstępnego chaosu, podzieleniu grup na brygady, brygad na ekipy, a ekip na zespoły, poszło już sprawnie.
Ten projekt miał najwyższy priorytet, więc wszystko, co było potrzebne na jutro, dostawali dzisiaj, a to co na dzisiaj… też dzisiaj.
Jak w mrowisku, z zewnątrz niby bezładna krzątanina, a tak naprawdę dokładnie planowanymi posunięciami, precyzyjnie jak chirurdzy, sukcesywnie wykuwali zlecone dzieło. 
Projekt był ogromnie czasochłonny, a czasu mieli niewiele, dlatego pracę rozplanowano na całą dobę, tak, by pracować non-stop.
Zespoły zmieniały się w atomowo liczonej synchronizacji zegrków.
Spawarki, nie stygnąc, po horyzont znaczyły szlak swych postępów. 
Szlifierki rozświetlały noc, skrząc się gwiazdami jaśniejszymi od słońca.
Plazmowe przecinaki znaczyły ślad swych cięć jak lawa wylewająca się z wulkanów. 
Stołówki dostarczały pożywne posiłki regeneracyjne non-stop, a napoje chłodzące w dzień i grzejące w noc.
Dyrektorzy, z podwiniętymi rękawami swych wczoraj białych koszul, zachęcali managerów do wzmożenia wysiłków, obiecując nowe merce.
Managerzy w swych krzywo zawiązanych krawatach dopingowali kierowników, mamiąc ich podwójnie płatnymi nadgodzinami. 
Kierownicy, lejąc z termosów resztki kaw, przenosili swój kofeinowy zapał na brygadzistów.
Brygadziści w swych zbyt małych, nadzianych na czubki głów kaskach zagrzewali do wysiłku szefów ekip, a ci „celną kurwą” popychali do przodu działania ekipo-zespołów.
I tak wielkim wysiłkiem, olbrzymim zaangażowaniem, prawdziwym poświęceniem oraz duchem rywalizacji udało się na czas ukończyć pierwszy od lat, obiecany, wytęskniony, wyczekiwany… hmm…
-E… Szefie, a myśmy naprawdę właśnie zrobili Pełnomorski Prom Pasażerski?

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑