Zaczęło się?

 Piękne są tu te lasy! Szczególnie jesienią, gdy południowe słońce swoim miękkim październikowym światłem przebija się między żółto-pomarańczowo-zielono-brązowym listowiem.

Co prawda, wisi to bez ładu i składu powodując palpitację, i oczopląs, poniewiera się cholerstwo wszędzie, zasłania przezierność i widoczność, wpada pod maskę, lepi się do mokrych szyb… Ale poza tym to pięknie jest.
Lasy potężne, ależ musi tu być grzybów! Idealna miejscówka gdybym chciał popełnić samobójstwo, albo kogoś innego umrzeć z nudów… No, po prostu jak znalazł.
Słyszałem właśnie ostatnio, o jednym takim co go znajomi zabrali na grzyby.
„Rysiu, relaks to jest, wypoczniesz na łonie, cisza, ukojenie nerwów” – uwierzył, poszedł.
Tak się ukoił, że po trzech godzinach grzybozbierania, jak go znaleźli, a stracili go z oczu jedynie na 10 minut, to leżał twarzą w listowiu. Myśleli, że zasnął ukojony, ale sekcja zwłok wykazała zgon – z nudów. 
Ale ja tu nie o tym. Lasy przez które jadę to bory przedwieczne rodem z Hobbita, Puszcze niespokojnie nieprzebrane jak z Sienkiewicza.
Pocięte prostymi, długimi, po horyzont ciągnącymi się drogami, z wertepami. Powydzierane w nich dziury, zryte co i rusz potężną, chyba Entów siłą, aż strach i respekt przed natury żywiołem.
Jadę sobie chwacko, gdy nagle, z naprzeciwka, wali na Mi_ dziko stado Rosomaków.
Zamaskowanych, zapanterkowanych po kokardę pojazdów opancerzonych. Wyłoniły się dosłownie znikąd i napieprzają ile fabryka dała, a ledwie się mieszczą na tej drodze.
Bądź kozak, i nie ustąp takim, bo masz prawo do swojej połowy!
Nawet by nie zauważyli, że pogięli jakąś blaszkę, jak puszkę luźno wyrzuconą, wytatuowaną rąsią rozmiarów pytonga, przez okno. 
Na wieżyczkach, zahełmieni, wygoglowani żołnierze. No nie wierze.
Zaczęło się?
Zaraz potem drogę zastąpiło mi paru, znaczy dwóch, kolesi z chorągiewkami. Pojazd ich na poboczu, i gestem nieznającym sprzeciwu zatrzymują Mi_ w pędzie. A ja, już stojąc, cały w nerwach i oczekiwaniu, zauważam jeszcze tylko jedną rzecz: uzbrojeni są, kurwa, po zęby. Jakby mieli zabić kilkadziesiąt osób po drodze z samochodu do lasu i z powrotem. Spotykałem już kilku takich paranoików podczas swych podróży. W hotelu, a dokładniej w hotelowej telewizji.
Hmm, takie nastawienie trochę za bardzo przypomina mi wojnę, i to światową.
Gdy stoję i czekam wygląda to mniej więcej tak: rewolwerek ukryty w pasie z tyłu, uwiera jednego w plecy, więc wyciąga go i wtyka do kieszeni. Ale uczucie dyskomfortu przenosi się teraz na sztylet Marinę Raider, na plecy, między łopatkami. Do jednego boku ma przypięty standardowy wojskowy pistolet samopowtarzalny Colt, któremu nie chyba nie dowierza, bo na drugim ma wzięty z domu rewolwer, któremu ufa. Wszędzie ma mnóstwo pasów, kieszeni i pętli bo musi gdzieś upchnąć to wszystko i jeszcze rozmaite magazynki, ładownice i inne ustrojstwa. A także do łydki, przytroczony ma, nóż V-44 Gung-ho do karczowania, dekapitacji wrogów i rozbijania konserw, oraz krótkolufowego derringera, przyczepionego do drugiej nogi, pewnie dla równowagi.
I tylko granaty w przednich kieszeniach, pokazują, że facet nie zna się na żartach. 
Czołg, z dzwonieniem gąsienic przeciął drogę, i jak się pojawił tak zniknął w lesie.
A ja, zdzwiony, że mnie wolnym puścili, pocisnąłem gaz by jak najszybciej oddalić się z forntu.
Bo, nie ma wątpliwości, chyba. Zaczęło się?
Dzwonienie do domu nie ma już sensu, szczególnie, że nie ma zasięgu.
Skoro zaczęło się, to nie dziwne, że łączność komórkowa odcięta, a Starlinki na Ukrainie.
Ciekawe co w tym razem powie Wszechmondry Musk, w temacie np. Lwowa. Bo trzeba wiedzieć, że od niedawna, na świcie są Mądre Mózgi i Wszechmondre Muski.
Cholera, nawet nie zdążyłem pożegnać się z rodziną.
No nic, bądź mężczyzną, nie czas na buczenie, sentymenty, i gile z nosa. Trzeba działać.
Pierwsze co – zamaskować pojazd, zabrać ekwipunek, zapaść w lasy i przedzierać się na zachód. 
Stan posiadania: letherman! (I kto był mądry? Kto dzięki temu może łowić w przeręblach, zapolować na misia, zbudować chatę na Bali i zoperować rany postrzałowe w krzyżu?), para tenisówek, pojemnik z resztką płynu do szyb na bazie alkoholu i zapasowe żarówki.
Będę żywił się grzybami, czołgał się dołami, przedzierał się nocami, walczył scyzorykami!
I żywcem mnie nie wezmą – ale to pewnie z powodu grzybów.  
Najpierw zamaskować pojazd! Aby jakiś zwiad nie wypatrzył mojej tu obecności. Muszę kluczyć, mataczyć, zamazywać tropy i mylić ślady. Ach, jak to dobrze, że to jesień, i tego listowia tyle w tym lesie.
Gdy zacząłem przysypywać samochód zatrzymał się obok gość, zaintrygowany dość, na rowerze:
-Panie, Zaczęło się!
-Co się zaczęło?
-Wojna!
-A, bo czołgi i brak zasięgu?
-Więc widziałeś Pan?!?
-No tak, ja tu mieszkam, tam dalej to jest poligon, pancerniaki teraz trenują, a zasięg to tam, o, za przystankiem jest…

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑