Życzenia

 Śnieg… jak to w górach o tej porze, wszędzie śnieg!

Zalegał wysoko, w hurtowych ilościach.
Cudownie!
On, jak na wytrawnego, świeżo nieprzyjętego do komandosów piechura przystało, przedzierał się tempem równym, stabilnym i energicznym.
Betka!
Jeśli „energicznym” można nazywać szuranie, drobienie i napieranie na świeżo spadły śnieg po pas, w lasach daleko od sadyb ludzkich, ścieżkami znanymi tylko białym niedźwiedziom.
Grzane wino w komitywie – cel ten, dodawała mu animuszu.
Sił nie braknie!
A zawodowy sprzęt, jak każdego profesjonalistę, tylko go wspomoże.
Buty wyprawowe nubukowe, impregnowane specjalnymi środkami, z dożywotnią gwarancją, przemokły już na sam widok tego białego, jeszcze w autobusie.
„Dożywotnia gwarancja” – ciekawe czyjego dożywocia? – dumał chlupiąc. Nubuk, no tak… 
Ale nic to, gdyż już niebawem, a wszystko zostało perfekcyjnie zaplanowane, w schronisku które obrał za finał tej wyrafinowanej jak zauralski samogon wyprawy, będzie mógł je zzuć, wyżąć, wysuszyć i wyrzucić. 
Lodowate zimno nóg, w ramach cichej rekompensaty i wymiany cieplnej, uzupełniał gorącem całkowicie spoconej góry.
Pod, mimo iż modny, to profesjonalny, wzorzysty sweter „made in turkey” włożył wyczynowo-bawełniany podkoszulek.
Kiedy jego (Jego! nie podkoszulka) niezawodna biologiczna machina, przedzierająca się przez nieubity, ciężki, mokry śnieg, generowała olbrzymie ilości ciepła, podkoszulek skrzętnie je magazynował, a poliester wyprawowego swetra skutecznie zatrzymywał.
Potem, z potem, ciepło to spływało w dół, podgrzewając wodę w butach!
No, myślenie strategiczne ma kolosalną przyszłość.
-Jest super! Ależ jest super?- mruczał do siebie dumają – co go kurwa podkusiło – wydzierając gałęziom drzew swój podręczny, mało poręczny plecak ze stelażem.
To uniwersalne nosidło być może było doskonałe jako broń zaczepno-ofensywna przeciw niedźwiedziom i wilkom, czy namiot 5-osobowy campingowy, tu jednak traciło swój utylitarny charkter.
Cóż, nie miał nic innego, a bez plecaka, nawet pustego, stawał się amatorem którym przecież nie jest!
Schronisko już niedaleko, a tam… Wesoły ogień w kominku, wrzątek do herbaty „tylko taki letni bo mi się śpieszy”, grzane wino, gitar brzdąkanie i śpiew takich samych jak on, traperów, wędrowców, piechurów, gór wyjadaczy- rozmarzył się na ten w wyobraźni widok.
Acha, i impreza do rana.
Nie zapominajmy o meritum. Do rana!
Na tę myśl – naparł mocniej, odgonił hipoterimię, zachlupotał radośnie resztką niezamarzłej wody i potu w butach szczelnych w złą stronę. Zadarł nogę ubraną w zlodowaciały jeans, specjalnie wybrany przecierany – przecież kowboje tak się nosili(!), z mocą przełamał twardą lodową strukturę i ruszył… z kopyta. 
Słońce wędrowało z nim gdy wędrował, zachodziło gdy podchodził, gwiazdy wzeszły gdy schodził, aż w końcu przemoczony, zziębnięty, głodny, spragniony, utrudzony, lecz już, już zaraz szczęśliwy, bez plecaka który wy… walił gdzieś po drodze żeby tu w ogóle dojść – wyczuł jak Apacz, A jak Paczył to i zobaczył!
Tak Jest! Czuć dym komina, widać światła przytulnych wnętrz, słychać gwar czekających tam z grzańcem!
Będzie grzało wino, będzie przytulny kąt, będą miłe, przyjazne choć nieznajome twarze!
To każdy wędrowiec lubił najbardziej – po trudach dnia, przytulnie bezpieczny ciepły zimowy schroniskowy kąt.
Dzieła zwięczenie, może nawet uda się nie umrzeć!
Podchodząc odśnieżonym dziedzińcem strzepuje buty by nie nanieść tego białego… otrząsa się też cały by tafle lodu bezpiecznie opadły z niego przed progiem, a chwytając z klamkę przez zalane potem oczy widzi:
„Schronisko z powodu Prywatnej Imprezy Sylwestrowej – Nieczynne.
Najbliższe czynne schronisko – po 60 km na zachód skręć w prawo 🙂
Życzymy Szampańskiej Zabawy.
Do Siego Roku!”

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑