Przypomniało Mi_ to, że zapytałem kiedyś jednego Wujka Dobra Rada, tak dla beki zapytałem: WuDeR, czy ty jesteś Homo…
-Ja!?! A gdzie! W życiu! A weź! No broń Panie, co za pytanie! – przerwał mi gwałtownie – Nie, nie zrozum mnie źle, ja tam nie mam nic przeciwko tym tam, no wiesz! Jestem nowoczesny, cywilizowany, oświecony i progresywny, ale ja osobiście nie jestem żadne homo, jestem w pełni Hetero samiec i nie myśl sobie, kobiety normalnie padają na sam mój widok!
-…sapiens? – dokończyłem myśl głośno, a pomyślałem cicho – padają na widok albo dlatego, że uświęcony wielowiekową tradycją kąpiesz się co tydzień – ale przemilczałem.
Nakręcił się… -Słuchaj, a skoro już mowa o tym całym hetrohomie to udzielę ci rady, ja się znam, bo żadne tam ze mnie homo – Stop, tu pauza, trzeba wiedzieć, że Prawdziwi Faceci rozmawiają o „tych” sprawach tylko w formie grubiańsko-rubasznych żartów, prawdziwe Lwy ale nie Starowicze – Jak jesteś hetero to wiesz co jest najważniejsze w seksie „od tyłu”?
-?
-Być z tyłu! He, he.
Faktycznie: He. He. Dowcip klasy „Familiada”.
Ale, po namyśle, poza tą jedną hmm, „sytuacją”, w wielu innych też się przydaje to… podejście!
O, przecież jak sobie posuwasz – znaczy się – jedziesz np. drogą, to zawsze lepiej być z tyłu, a z przodu mieć „sponsora”.
Bez przesady(!), tylko wszystkim podteksty w głowie! „Sponsora” czyli tego kto jedzie przed nami i którego łapią na radar, a nie to co tam sobie kto wymyśla w sobotę, po 21:96.
„Nawet jak potrafisz, nie pchaj się na afisz” właśnie w myśl tej zasady jadę sobie kiedyś, elegancko, na końcu konwoju.
Jest noc, wracam z daleka już tak późno, że nie ma się gdzie i po co śpieszyć, stosunkowo to na pewno nie będzie. Po ciężkim dniu żadnych „stosunków”, nawet dyplomatycznych, tylko spać.
Byle dojechać, w jednym kawałku. Niech inni, ci z przodu, wezmą na siebie trud bycia… z przodu.
I tak sobie zgodnie jedziemy – kilka ciężarówek, jakiś bus czy dwa, parę osobowych.
Pod dyktando przodownika, zgodnie jak główka pieska z podszybia samochodów lat 80: on 50 – reszta 50, on 69 – inni grzesznie z nim, zgodnym rytmem.
I tak nam mijają kolejne kilometry i godziny, a czas, i przestrzeń rozmywają się w kolejnych jednostkach ciemnej czasoprzestrzeni, a w nocy zamieniają się miejscami.
Tak jak wtedy gdy myślisz o latach świetlnych „cholera ależ to kupa czasu”, a na koniec ktoś mądrzejszy ci mówi, że to o odległości jest.
Nieważne, już się Mi_ miesza od tej monotonnej jazdy.
I kiedy tak jedziemy zamieniając grawitację z czasem miejscami, za mną, jakby nigdy nic, odczekawszy grzecznie aż cały konwój przejdzie, wyjeżdża z podporządkowanej, kolejny spóźniony wędrowiec.
Wyjechał, podciągnął do peletonu, grzecznie dołączył do ekipy, jedzie razem z nami, i tak się kulamy.
Po minucie świetlnej czy może jednostce grawitacyjnej Marsa, lub zwyczajnie po kilku kilometrach, ten z tyłu się lekko znudził jakby, przysypia pewnie, zaczął więc wyprzedzać – dla adrenaliny.
Wyprzedził Mi_, po czym włączył takie niebieskie, wystawił lizak, którego jak się po chwili okazało, nie miałem wcale lizać, bo nie był okrągły tylko…. podłużny, z kształtu podobno do… zresztą nieważne, i świecił na czerwono ten nielizak.
Reszta pojechała, ja, z nowymi kolegami, się zatrzymaliśmy:
-Dobry wieczór, Aspirant Taki i Owaki, czy wie pan Mi_ za co został zatrzymany?
-Nie wie!
-Tu, to znaczy tam, gdzie jak pan widzi nic nie widać gdyż jest ciemno, tam właśnie jest teren zabudowany. I tam jest 50 a pan, panie Mi_ jechał 69 i pech chciał, panie Mi_, że tym razem to my byliśmy z tyłu…
Hetero samiec
Opuszczając Szatnię, po zakończeniu treningu, rzucił tylko „Stosunkowo udanego weekendu życzę” i już go nie było.

Dodaj komentarz