Karma Wraca

 Jedna pani poruszająca się w ciągu DK XYZ, tak bardzo przejęła się swym obywatelskim obowiązkiem, że w ferworze walki, o czającym się w krzorach patrolu, cięła swymi laserowymi światłami jak Hans Solo w Gwiezdnych Wojnach.
Mrygając wszystkim, nie oszczędziła nikogo, nawet nadjeżdżającej z naprzeciwka nieoznakowanej BeMki. Panowie ze „Speed Patrolu” zamiast przykładnie podziękować uniesioną ręką, i zwolnić jak zrobiłby każdy obywatel, to nie!
Po uprzedniej efektownej nawrotce na ręcznym elektrycznym, jeszcze przyśpieszyli, też jej pomrugali światłami, i na pouczeniu się nie skończyło.
Tłumaczenia, że to nie ona, że to samochód sam, bo te auta teraz takie mądre, że aż przemądrzałe, nie zdały się na nic.
Na drogach trzeba sobie pomagać, informować się o zagrożeniach, nie tylko tak wielkich i kontrowersyjnych jak wiązka promieniowania laserowego z radaru ręcznego, ale nawet i mniejszego kalibru a równie ważnych, typu lawina, wypadek, wyścigi tirów czy stado jelonków. Opcji do wyboru jest dużo.
Lubię tę drogową samopomoc, kiedy ludzie tak czynnie i uczynnie reagują, komunikują się pomagając sobie wzajemnie.
Szczególnie w mieście, kiedy nie masz – będąc na pierwszeństwie – obowiązku wpuszczania innych przed siebie a jednak to robisz.
Upłynniając ruch, ułatwiając innym, robimy przyczółek dla siebie.
Bo kiedyś, na bank, też będziemy w podobnej sytuacji, a, jak to koty wiedzą najlepiej – karma wraca.
Są gesty spektakularnie wyraziste: kiedy zaparkuje się na miejscu parkingowym tak, żeby ktoś inny też mógł skorzystać, nie zablokuje się pasa z zieloną strzałką, zjedzie na bok motocykliście, czy włączy wcześniej kierunkowskaz czekając na światłach skrzyżowania do skrętu z lewego pasa w lewo, tak żeby nie robić durni z tych co za nami dojeżdżają i mogliby spokojnie zająć prawy pas… Gdyby tylko wiedzieli.
Są też super akcje „niewidzialnej ręki” których nie widać, ot drobne niewyjebanie peta przez okno, nietrzymanie nogi na hamulcu i niejaranie ludziom po oczach czerwonymi światłami z odległości 2 metrów (dobra, wiem, automat, spoko, usprawiedliwiony), niewłączenie przeciwmgielnych kiedy mgły spowijają obce kontynenty…
Wymienić można długo, ale przy tym wszystkim, najbardziej lubię te drobne gesty które temu towarzyszą. Nie amatorsko zajebiste błyskanie długimi, trąbienie jak słoń, machanie wycieraczkami czy inne obficie zamaszyście manifestacyjne.
Nie, ja lubię najbardziej te drobne, elegancko enigmatyczne, znane zawodowcom; kiedy z lekka tylko się ujmie gazu i nawet nie hamując robi się miejsce innym, ten kontakt jedynie wzrokowy, lub kiedy ruszy się tylko głową, machnie luźno ręką, czy jedynie, w uprzejmym geście, uniesie się palce na trzymanej krzepko kierownicy.
To wszystko doskonale widać zza szyby, i naprawdę wiele nie trzeba, a ludzie, patrząc – widzą, i tyle wystarczy żeby koegzystować na drodze, c’nie?
Dlatego właśnie, gdyż i tak zza szyby wszystko widać, taka prośba…
Jak już dłubiesz w nosie, w porze obiadowej, ok, jak musisz to sobie dłub (kto jest bez winy niech pierwszy się rzuci…), ale weź to coś wydłubał, kurwa, zjedz po obiedzie, bo karma Mi_ wraca!
Ok? Lux! To Piątka!

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑