Kultowość nie do wytrzymania

 Samochodowe pościgi w filmach przeważnie są słabe, a w amerykańskich filmach w dodatku też głupie.

Takie przykładowe tankowanie podczas jazdy, bez zatrzymywania się, w „Need For Speed” spowodowało u mnie trwały uraz oraz nieodwracalne zmiany w mózgu.
A bywa gorzej.
Naparzają, w tych filmach, na przepadło ile fabryka dała, światła na skrzyżowaniach mają ciągle zielone, gdyż Bóg lub pokładowy haker się o to postarali, ewentualnie dla podniesienia napięcia jest ciągle czerwone i ruch jak na Marszałkowskiej, a mimo to i tak udaje się zawsze trafić w lukę miedzy pojazdami.
Jasne, czasem w coś się walnie, a ilość wraków które zostawia się po sobie doprowadza do bankructwa kilka potęg ubezpieczeniowych, blacharzo-mechnicy i właściciel lawet z sąsiedztwa zacierając rączki już bukują co lepsze okoliczne rezydencje dla milionerów.
Ale co tam! Ci dalej, cisnąc bez refleksji, a przede wszystkim bez sensu… napieprzają przed siebie.
Ok, no dobra, jest klika wyjątków.
„Baby Driver” – ale to ze względu na muzykę.
„Drive” – ale to ze względu… ze względu…, ze względu na wszystko, bo to film jest kultowy! 
No Kultowość Nie Do Wytrzymania!
I do kompletu dorzucimy jeszcze scenę z „Spectre” kiedy Bond ściga się po ulicach Rzymu.
Ucieka, srebrnym DB10, z całą swoją nonszalancją, luzem oraz poczuciem humoru, a w końcu wykorzystuje też i intelekt. 
007 śmigając wyglądającym bardziej na zabawkę niż broń – Astonem, zmyka przed Milczącym Killerem (Bautista) w wyglądającym bardziej na broń (kosmiczną) niż samochód – Jaguarem (nie mylić z kotkiem).
Panowie poślizgami po brukowanych uliczkach oprowadzają nas po nocnym Rzymie.
Iskrami z podwozia, a wcześniej od kul na karoserii, dodają blasku tej szybkiej wyciecze.
Odrobina wchodzenia bokiem (tylny napęd) w ronda, okazjonalna pomoc w parkowaniu starszemu panu (uprzejmość), zezłomowanie kilku skuterów (recycling), ale przede wszystkim… groteskowa rozmowa o sprawach służbowych w trakcie pościgu – przez telefon – z Moneypenny, dodają tylko uroku całej tej akcji.
-Money? Ktoś tam jest u Ciebie?
-Tak!
-W środku nocy?
-Tak zwane „życie”, James. Spróbuj czasem…
-…Jedną chwilę…
Bond, James Bond zerka na wyprzedzającego go właśnie Milczącego Killera, po czym naciska hamulec i, zostając w tyle skręca w boczną uliczkę.
Tak, tak właśnie powinny wyglądać pościgi…
Skąd wiem?
Potrzymaj Mi_ piwo i patrz…
Jechałem kiedyś DostawCzakiem. Takie duże, długie, niezbyt szybkie blaszane pudło na kołach.
Poza mną na pokładzie była tylko spora gotówka ściągnięta z niejednego przestraszonego kontrahenta. 
Przestraszonego w stylu: „kurde, dam mu już tę kasę, bo jeszcze z godzinę będzie tak Mi_ pitolił do ucha, aż strach co za głupoty wygaduje”.
Jadę, późno już, wkoło lasy nieprzebrane, drogi puste, ja, noc i wszechświat.
„Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie”.
Nic się nie dzieje więc rozmyślam: dokąd zmierzamy – poza tym, że na bazę, jaki ma sens ta droga – bo nieuniknione na jej końcu chryzantemy drogie ostatnio, skąd przychodzimy – poza tym, że od klientów, i cholera – dlaczego jeszcze nie wynaleziono hot-dogów na stacjach benzynowych? – gdyż ciut zgłodniałem.
Nagle, z tyłu pojawiły się, i szybko zaczęły zbliżać światła, już nie byłem sam. 
Bardzo szybko – światło jest, póki co, nie do pobicia we wszechświecie, a co dopiero cztery – się one zbliżyły, po czym jechały chwilę za mną.
Ta chwila dała mi do myślenia – w kontekście gotówki co ją miałem ze sobą i tego, że to były światła BMW, bo: 
Po primo: wtedy Grupa dostarczania rozrywki na drogach „Speed” nie jeździła Beemkami, wcale nie jeździła.
Po sekundo: BMW NIGDY nie wlecze się bez sensu za powolnym dostawczakiem na długiej, leśnej, pustej prostej.
Po czinkłeczento: skoro już wiadomo kto wtedy nie jeździł BMW, to wiadomo kto jeździł.
Już, już miałem zacząć się martwić, kiedy beemka wystrzeliła do przodu w manewrze wyprzedzania.
-Uff… fałszywy ala…- nie zdążyłem dokończyć myśli, kiedy BMW po wyprzedzaniu z poczwórną prędkością światła zatrzymała się na środku drogi blokując mi przejazd. 
Oj nie, nie zatrzymała się jak na filmach, z piskiem, dymiąc z hamulców i zostawiajac po sobie ślad z gumy swych opon.
Wtedy masą swego samochodu zrobiłbym im z dupy „jesień średniowiecza”.
Spokojnie wyhamowali, tak żebym i ja spokojnie się zatrzymał.
Ja stoję, oni stoją, stoimy. Pewnie dają mi czas żeby się pożegnać z rodziną, zastanowić nad życiem, kolorem chryzantem i po ile są bilety do zoo.
-Cóż – dumam – nie wstaję, zostaję, przecież nie pójdę do nich z Hände hoch i kasą na tacy!
Czas ucieka, przypomnę – to jest realne życie, nie można zwlekać zbyt długo gdyż droga nie jest zamknięta z dwóch stron na czas kręcenia zdjeć.
Dotarło to też i do nich, bo w końcu drzwi zamaszyście się otwierają i z dwóch stron wysiada dwóch kolesi. 
Hmm, nie wygląda to Mi_ na prośbę o wskazanie drogi, szluga chyba też nie chcą przypalić.
Oni idą, ja myślę, a czasu mało. 
Czy otwieram drzwi, wyskakuję z okrzykiem „Jeronimo” i turlając się po asfalcie zgrabną przewrotką wstaję po jeszcze zgrabniejszym salcie?
Po czym udanym i celnym mawashi-geri miażdżę nos jednemu, a drugi, zanim zacznie błagać o litość już leży powalony celnym ciosem w jaja?
Cóż… nie, to nadal nie jest film.
Dlatego wrzucam wsteczny! No tak, wsteczny, i cofam, na wstecznym, do tyłu!
Następuje zatrzymanie kul w maszynie losującej, konsternacja i jakieś niedowierzanie, coś chyba w stylu:
„Ale jak to? WTF? Co on robi? Dlaczego nie współpracuje? Nie widzi, że to napad?” 
Te i inne myśli plączą się tam im pewnie po głowach gdy tak stoją, i z bezradnie opuszczonymi rękami patrzą jak się oddalam. 
Następuje zwolnienie banderoli, goście odwracają się na pięcie i wbijają w swój Benzynowy Mechaniczny Wehikuł . 
Teraz pewnie nastąpi nawrotka na ręcznym (wtedy „ręczne” były naprawdę ręczne) zgrabne machnięcie tyłem przy stabilizacji toru jazdy i uderzą w długą, by dopaść mnie niedługo?
Cóż, to ciągle nie jest film!
Z filmu jest tylko to, że jestem już tak opity adrenaliną jak żul brzozową pod sklepem, więc czas Mi_ bardzo, lokalnie, zwolnił.
Nawalony adrenaliną, aktualnie to ja mam czas na wszystko- bo czas jest nieciągły co wiemy z lekcji fizyki – na przemyślenie spraw, rozwiązanie krzyżówki, dokończenie słuchania piosenki w radio. Ha, Ha mógłbym w tym czasie nawet, kurwa, zrobić sweter na drutach!
Ale nie robię, bo kiedy oni wsiadają do beemki ja.. wrzucam na luz, a potem… cegła na gaz i wyrywam do przodu jak Schumacher z ostatniego miejsca w stawce, bo zapił i zaspał na eliminacje, a teraz musi nadrabiać.
Jeśli da się ruszyć z piskiem dostawczakiem – ruszyłem!
Jeśli da się być szybszym od bolidu – byłem!
Jeśli da się wrzucić szóstkę w pięciobiegowej skrzyni – wrzuciłem!
Uderzam w długą i gnam, trochę jak na filmie, ale tu to ja wiem gdzie, ile i po co!
Cóż za cudowne uczucie mieć w rzyci radary, prędkości pomiary, nie dumać już nad życia sensem, a prawo moralne wywalić przez okno.
Jest cel, jest sens, jest walka, jest smak, no i jest w końcu to miasteczko do którego ściągany zmierzam.
Wbijam w rynek…
…Tam pod komisariat i w nogi, znaczy się w jego drzwi! Szarpię, drzwi nie ustępują, patrzę, a na nich wisi kartka: „Komisariat czynny od 8 do 20, w sprawach pilnych prosimy o kontakt pod numer 997. I ten… za utrudnienia przepraszamy”.

Końcówka to oczywisty żart, ale doszedłem do wniosku, że jest to tak długie iż nikt, i tak, do końca nie doczyta… więc mogę popłynąć.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑