Mam tę moc!

 Nie no, nie ja, auto elektryczne ma tę moc!

Piękną, piekielną i to od samego „dołu” ma ją.
Ciągnie jak kot, po dobowo domowym omyłkowym zamknięciu w szafie, na widok surowego mięsa.
Jest nie-za-trzy-my-wa-lny.
Wiem, sprawdziłem. 
Ma takie przyśpieszenie od zera, że mógłby robić – ten elektryk, kota już zostawmy – jako narzędzie tortur w Średniowieczu.
Świetna Przeinkwizycja używała by ich do łamania kręgosłupów niedowiarkom przed przyznaniem się do winy.
A tych bardziej opornych… „Nie wierzysz? Nie wierzysz! Czekaj aż się zapalą akumulatory, będziesz błagał Boga o stos”.
Albo w takiej Ameryce, jeden krnąbrny niewolnik z drugim się miga? Nie chce się robić 18 godzin na dobę na świeżym powietrzu? W dupie się przewraca, że nie taka ta delegacja jak obiecywali, nadgodziny słabe i służba zdrowia pozostawia do życzenia?
„Do Tesli z nimi, będą błagać o powrót na plantację i cieszyć, że to nie był Twitter.” 
Ale wracając z tej wycieczki w czasy przedwojenne – elektryki są szybkie, są mocne, są pożądane i elektrykiem teraz to nie to co dieslem – Niewstyd!
Lecz, kiedy jechałem dzisiaj autostradą, a aura jak zwykle zaskoczyła drogowców -Jak warunki na drodze? -Dobrze! -A dwoma słowami -Nie dobrze, było -3, śnieg wymieszany z deszczem z domieszką mgły, a mnie ogarnęły, jak ta mgła, nagłe pytania.
Tiry jak stada Mastodontów, okazyjnie podnajęte jako pługi (skoro i tak jadą to może by były tak miłe) – rozchlapując na boki to co pod kołami, parły z mozołem przed siebie.
Zmierzają, odśnieżają, a kiedy wyprzedziłem kilka z nich, między dwoma zobaczyłem elektryka na miętowych rejestracjach, co zgodnie z odwiecznym rytmem większych braci, wpasowany, podążał bezpiecznie wtulony między te olbrzymy.
Wtedy właśnie ogarnęły mnie nagle, i po raz pierwszy zadałem sobie pytanie: dlaczegóż to tak?
Dlaczego taki „Miętus” jedzie 90 kilosów na ha, w dodatku bez świateł na tyle, ledwie widoczny (dzięki za te odblaskowo-miętowe rejestracje). A Tiry klepią do siebie przez C.B. odwieczną mantrę przerywaną poezją: wyprzedzać, taranować czy po prostu kurwa po tym przejechać? 
Dlaczego on – elektryk(!) przecież, taki szybki, mocny i nowoczesny, jedzie wtulony, wylękniony jakby, niewidoczny, ogólnie obraz nędzy… Taki jakiś nie dzielny.
Pewnie, być może, na pewno ten kierowca ogłupiał lekko bo niedzielny, a tu przecież czwartek – nie jego to dzień, albo tam zszokowany autopilot autonomiczny pierwszy raz zimę widzi – gdyż to Tesla była.
Chwilę pózniej zrobiło się luźniej. Przerzedziło się na drodze, z czego oczywiście skorzystała mgła.
Całkiem jakby chciała opaść i Mi_ dopaść. W każdym (bądź) razie, czas jakiś dalej zobaczyłem kolejnego „Miętusa” co korzystając z pustki na drodze darł ile fabryka dała, i szacun, że pozwolił sobie na szaleństwo, bo śmigał po autostradzie… No Panie(!) ze 105 na ha ciął przestrzeń.
Uff, na szczęście szalał pasem prawym, można go było po ostrej walce jakoś wyprzedzić z lewej.
I ten też dla odmiany – bez tylnych świateł.
Drugi raz wróciło do mnie, ćmiące jak ból zęba, pytanie: dlaczegóż to tak?
Dlaczego on tak jedzie, czy żarówki nie są aby na prąd? A jeśli tak, to czy auto elektryczne nie ma tego prądu jakby najwięcej na drodze?
I dlaczegóż to tak, skoro te auta potrafią swą mocą łamać kręgosłupy niewiernym przyspieszając do setki w czasach już prawie zbliżonych do zera, jedzie on nie dość, że niewidoczny – to powolny?
Ale kiedy niedługo póżniej, zobaczyłem trzeciego, bo do trzech razy sztuka, miętowo-elektrycznego turbognoja, który dokładnie tak samo ni to jechał ni to się wlókł, bez świateł i bez snensu, klocki powpadały Mi_ na miejsce, a ostatni puzzel znalazł swoje miejsce w mej głowie!
Otóż, wiem! No po prostu wiem, czytałem o tym!
Oni się ćwiczą w Eco-Elrectrio-Drivingu!
Tak, pamietam, czytałem ostatnio, że w przodujących pod względem ilości aut elektrycznych Niemczech, jest już tyle tego elektrosprzętu na kołach, że w obawie – uzasadnionej przecież, gdyż policzono to dobrze – będą w godzinach szczytu ograniczać dostęp do ładowania tych elektryków. Z obaw o sieci przesyłowe, no i ich przeciążaniu zapobiegać trzeba.
Ograniczenie takie powezmą: można sobie będzie naładować akumulatory pojazdu ale tylko na około 50 km jazdy i ani grama prądu więcej. 
Tyle tylko żebyś miał jak wrócić do domu.
A jak masz doskonałą autostradą 60 kilosów na chatę?
A no właśnie, więc widocznie ci też o tym słyszeli i ćwiczą, podobnie jak inni ziomale co zimą w domu – wszystko wyłączone, rodzina się grzeje przy jednej włączonej żarówce watt 25, comiesięczne pranie robi się w piwnicy podpięte na lewo do zbiorczej instalacji (sąsiad elektryk zrobił obejście) a według grafika, dzisiaj nasza kolej. 
Teslują i inne próbują – jak daleko zajedzie się bez grzania i świateł, czy tunel aero za tirem coś pomoże z zasięgiem, i jaka jest optymalna prędkość oraz nacisk na gaz by tak lunąć z górki żeby się potem wspiąć na kolejną. 
A jeśli to nie to? Przecież to nie Niemcy… i swój język mają!
No to pewnie zwyczajnie i prozaicznie – zapomnieli zabrać z domu generatorów prądu na benzynę.
Bo ja nie wiem kto na trzeźwo podepnie „elektryka” pod stację ładowania przy autostradzie gdzie cennikowo 100 zeroemisyjnych kilosów doładujesz za 65 zł.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑