Zostało właśnie zaprezentowane w Rzymie, a tymczasem gdzie indziej, kiedy indziej…
…Szedłeś i dosłownie było Je czuć historią, i to już z daleka. Nawet po jednym rzucie okiem, było widać – Oj tak, tu mamy do czynienia z historią przez duże Hi!
Stajesz przed nimi, niby zwyczajnie na ulicy, patrzysz i widzisz – są przepiękne, a ile przeszły, jak wiele musiały widzieć przez wieki swej wiernej tu służby? – Wręcz niepojęte!
No, i to są Wrota!
Pewnie nim powstały, zanim można je było – tak jak teraz – podziwić, artysta, arcymistrz w swych fachu, całymi latami, działając na zlecenie możnych mecenasów, poświęcał im swój talent, kunszt, uczucie i oczy, by z kawałków materii wszechświata wydobyć to co najlepsze.
Wtedy, w tych dawnych czasach starożytnych, do odmierzania czasu mieli tylko piach i klepsydry więc czas sypał się im wolniej.
Dlatego był czas by przez lata eksperymentować, samemu zgłębiać dzieła zakazane, wiązać związki, mieszać mikstury, ważyć i uważać żeby się nie sparzyć i chemię w Dzieło przeobrażać, żeby One potem mogły służyć wieki i żeby takich plebus jak ja mógł na Nie podnosić powieki, a nawet się poważyć, odważyć i je otworzyć.
Podobno wszędzie ukryte jest piękno, należy tylko umieć je wydobyć.
A gdy nadszedł dzień rozpoczęcia prac, mikstury już naszykowane i gotowe na gazie zagotowane, po nieprzespanej w gorączce nocy – zaczął tworzyć – pewnie o brzasku, kiedy tylko ranne wstają zorze.
Wszyscy normalni jeszcze spali a on – widzimy to oczyma wyobraźni – otwierając swój warsztat zniecierpliwionymi i zgrabiałymi od zimna palcami szamotał się ze skoblem.
Nawet kawy swej codziennej na sojowym ze straganu vis a vis pracowani, w glinianym bezkształtnym kubasie bezzwrotnym nie wziął na wynos, tak był niecierpliwym.
Zresztą, i tak zamknięte jeszcze było, to nie Żabka.
Bardzo się śpieszył trawiony wewnętrznym żarem, by niezmordowanie, niestrudzenie, bez oglądania się za siebie i na lepsze zlecenia na pełną VAT fakturę – odlewać, pewnie metodą wosku traconego – znaną tylko tym co w Egipcie na kontrakcie byli.
A ile wosku na to poszło? Możemy się tylko domyślać, ale pewnie nawet tyle co w salonie kosmetycznym przez tydzień!
Potem z czołem zlanym potem, godzinami, miesiącami, latami, nie bacząc na koszty i składki do zus, zapominając o leasingu za piec do wytopu, i wysyłaniu faktur do księgowego, zapamiętany w swej pracy, tworząc, tak, zapomniał o świecie.
I powstawały powoli te ornamenty misterne, precyzyjne i delikatne jak muśnięcie skrzydeł motyla, że aż niewiarygodnie. Reliefy lekkie a natrętne jak nocny komar, wijące się liście jak żywe bo w czas podlewane, przechodzące płynnie, zwinnie w głowy istot znanych tylko wyobraźni autora.
I teraz, wszystko to; te zdobienia, żłobienia, wypukłości misterne tworzące gotowy obraz wspaniałości talentu i rzemiosła można, po tak wielu latach, mówiąc wprost – stając na wprost, z opadniętą szczęką w prost – podziwiać!
Mimo wieków i widać że ciężkiej służby, uszczerbków i braków, wytarć i przetarć, to wciąż niesamowity widok!
A to co najlepsze, że można je nawet dotknąć!
Są tu, dosłownie na wyciągnięcie ręki!
Oto prawdziwe podejście do sztuki.
Nie chować cudów gdzieś za pancernymi szybami, w otoczeniu strażników, w atmosferze beztlenowej i klimatyzacji jak z jakiegoś Mission: Impossible!
lecz zwyczajnie, na oścież i do ludzi.
Właśnie… Ludzi… Bo stojąc tak, na bruku, zwyczajnie – na ulicy, przed tymi bezcennymi Wrotami Starożytnej Katedry można, gdy już obeschną łzy wzruszenia, kiedy człowiek odzyska mowę i wchłonie tę olbrzymia dawkę sztuki, historii, emocji, wrażeń, tak… wtedy można zadumać się, i zapłakać nad ludzkością.
Tą karykaturą cywilizacji, która, mając przed nosem takie arcydzieła, dosłownie – nic sobie z tego nie robi!
Dokąd zmierza ten świat, skoro ludzie łażą obwieszeni aparatami, zaTikTokowani, zaInstgarmowani, potrafiąc z narażeniem życia robić sobie przedśmiertne selfie zaraz przed spadnięciem ze skały w przepaść (na szczęście wszystko się w… hmm… lot, zapisuje w chmurze więc luz, coś po nas zostanie), a nie zwracają uwagi na prawdziwe dzieła tego świata które mają na wyciagnięcie dłoni, tylko zatrzymać się i dotknąć?
Stoisz na palcu, przed arcy… ArcyDziełem sztuki, kawałem Historii, padasz niemal na kolana jak przed ołtarzem Wita S. a ci, jak ich w ogóle nazwać? Abderyci! Obojętni i obojętnie, zapatrzeni w swe telefony, przepychając się przechodzą nic sobie z tego nie robiąc!
Nie widzą, nie wiedzą? Trzeba im transparent wywiesić „Tu Jestem!”?
Jak, jak można być takim ignorantem? Jaki to bezsens i marnowanie zasobów!
Przecież przylecieli tu z całego świata właśnie po to. Właśnie… można sobie zadać pytanie: po co?
Po sztukę, i zabytki czy żeby zrobić szybkie zdjęcie, wrzucić na fejsa i lecę dalej?
Tu, gdzie dzieje się prawdziwa historia sztuki, przed tymi słynnymi Wrotami od których centralnie aż bije – po ryju – historia, sztuka, i piękno – nie zatrzymuje się nikt!
– Ba, i jeszcze się krzywo patrzą, że chcesz stać sekundę, a chciałbyś i godzinami, na deszczu, w chłodzie i chłonąć, obcować, dotykać, braillem przeniknąć lata przeszłości… Wy też chciejcież ludzie, zatrzymajcie się póki nie jest za późno! – Tak właśnie dumasz, kręcąc w niedowierzaniu głową, kiedy nagle wyrywa Cię z mroków przeszłych wieków i myśli o przyszłości ponurej, głos też ponury:
-Ale bardzo proszę przechodzić, nie stać i się nie gapić jak ciele w malowane! Nie blokować przejścia. Panie, rusz się pan, bo ludzie nie mogą spokojnie przejść do środka i obejrzeć ekspozycji Bezcennych Wrót! Nie no, to jest Mission Impossible zapanować na takimi bara…perso…nami!
-Y… a ten… a to TO tu to nie jest oryginał?

Dodaj komentarz