Piąty Element

 Ciągle to słyszę: Jeździsz w chore dużo Mi_ a najważniejsze Mi_ jest bezpieczeństwo, każdy to wie, opony muszą być dostarczenie dobre. A ty, który to już raz lecisz na księżyc kolejne 380 tysięcy? 

No… co prawda to fakt, chyba pięć przelotów już pękło.
No widzisz, więc nie jakaś chińszczyzna tylko porządny wyrób musisz mieć!
Ponieważ każdy to wie, to tym się zawsze kieruję kupując opony zimowe na zimę, a letnie na pozostałe pory roku – na bezpieczeństwie oszczędzać nie można!
O weźmy na przykład opony zimowe. Doskonale się jeździło, a po jednym sezonie okazało się, że są wyząbkowane!
-Panie Mi_, jeździsz pan sam, w nieobciążonym kombi, to i wyząbkowały się, standard. Możemy je frezować ale to nic nie da.
-Ale, że co? Po jednym sezonie mam wyrzucić?
-No cóż… Może pan nie wyrzucać, ale niech pan już na nich nie jeździ. 
Aż strach pomyśleć co by było jakbym jeździł na czymś bardziej budżetowym!
Robi się w końcu te tysiące w każdych warunkach!
Zima się szczęśliwie skończyła, a zimówek ni-ma, ale co tam, będę się tym martwił za 3 pory roku.
Wrzuciłem na felgi opony letnie, bo to już wiosna była, i pojechałem… A po kilku miesiącach i kilkudziesięciu tysiącach, gdzieś na autostradzie w bok doskonałej jakości (bo bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu) opony letniej, wbił się Mi_ pręt, pozostałość po ciężarówce, pamiątka taka „Tu byłem. Henryk z Tira ze złomem”.
Na samą myśl co by było gdybym nie miał tak doskonałych opon, aż oblał mnie zimny pot.
Na zapasie, ledwie żywy ze strachu, że jadę na takiej prowizorce, dojechałem do wulkanizatora a ten, całym szczęściem, miał na szrocie, za całe 50 zł, wyrób oponopodobny o wymiarach zbliżonych do mojego oryginału.
Ponieważ do lini startu miałem 400 km a do celu 350 postanowiłem jechać dalej.
A potem wróciłem, potem znów gdzieś pojechałem, i wróciłem, a potem… zapomniałem, tak zleciały mi 3 pory roku i dziesiątki tysięcy kilosów na tym wyrobie tylko kształtem i materiałem zbliżonym do opony.
Lecz nie bądźmy defetystami, bo jak już powiedziano w jednym kabarecie: Może jedno koło jest niedobre, ale za to trzy pozostałe sprawne!
Dlatego pewnie, i cudem też, nic się nie stało, a jeździć jakoś się dało, świat nie zatrzymał się ze zgrozy w posadach i nawet w formule 1, gdzie jak każdy wie, opona jest na 1 miejscu (taką tam mają Formułę), nie wytykali Mi_ palcami, ale to pewnie dlatego, że sobie zapomniałem. 
I przyszła niespodziewaną zima, nagle, bez zapowiedzi! To założyłem wyząbkowane zimówki tylko, że odwrotnie, żeby było jeszcze bardziej do dupy i może się to zetrze. No i były jeszcze na stanie, a ja byłem ciekaw co się stanie.
Nie starły się, ale przetrwałem, sam nie wiem jak, chyba ktoś ma mnie w opiece!
I nastała wiosna radosna, a przynajmniej tak to wygląda.
Oponowy stan na dziś: zimowe zużyte wyząbkowane, letnie… jak to w piosence: a po nich zostało tylko wspomnienie co więcej… nie wiem.
Kupiłem więc flaszkę – bo bezpieczeństwo najważniejsze, dokupiłem pakiet internetu, wziąłem od Chucka N. dyskietkę ze zgranym na nią całym internetem, uzupełniłem lecytynę i zagłębiłem się w tajemniczy świat opon. 
Bo trzeba coś kupić, a na bezpieczeństwie oszczędzać nie będę!
Przebrnąłem przez Świętą Inkwizycję ścigającą Oponowych Oponentów.
Podszyłem się pod entuzjastę Kontrofensywnych przeciwników Ząbkowania i Zamieniaczy miejscami Opon na osi Co Kwartał.
Wszedłem na darknetowe fora Oponiarskich Purystów i Gumowych Ewangelistów. 
Przekonałem do siebie Dogmatyków Ciśnieniowców, Maniaków wyłączania Czujników, Wyznawców Azotu, Ekstremistów Wyważaczy, Wielbiciel Pitstopów, Konserwatystów Stalowych Felg, Wiernych Jedynie Słusznym Dwudziestkom, Radykalnych Ortodoksów używających kluczy z Kosmicznych Stopów i najgorszych… Podnośnikowych Ultrasów.
A.. no i przeprowadziłem kilka akcji w bojówce Eksterminatorów Opon z drugiego tłoczenia.
Darowałem sobie tylko tych z oponkami na przedzie i tych w opończach.
Przeglądnąłem niezliczone strony, przeżyłem tysiące gróźb karalnych po zapytaniu, wydalono mnie z wielu for, z dożywotnim zakazem powrotu.
Czas mnie gonił, ciepło nieubłaganie topiło Mi_ gumę na zdyszanych od gorąca zimówkach.
Lepiłem się coraz bardziej do asfaltu, a opon toczenia opory zwiększyły mi zużycie paliwa do średniej czołgowej…
A odpowiedzi nie nadciągały.
Co kupić, gdzie, za ile, po co, ile kosztuje kilo papryki i czy mogę ważyć bez ogonków?
Wtedy powiedziałem sobie, jak O.N.A: Dość!
I jak Jean-Baptiste Emanuel Zorg w Piątym Elemencie „Prosił pan, musiał sam!”
Wziąłem i się zawziąłem. Najpierw znieczuliłem procentami, potem mimo oporów, do teraz nie wiem jak, bo na chwilę straciłem przytomność, kupiłem cztery opony.
Gdy wyciągnąłem towar z bagażnika… cóż, mam dar przekupy… wróć… przekonywania, więc musiałem go użyć, ale dlaczego – nie wiem, może to komplikacja procesu?- jakoś jednak panów z wulkanizacji przekonałem, nie było tanio, ale udało się.
Aż 8 fachowców musiało działać na zmianę przy zakładaniu tego ogumienia, bo co chwila któryś tracił przytomność – to chyba z wrażenia, stres i niedowierzanie kładły ich jak śliwki popite przeterminowanym kefirem.
Koniec końców udało się, i teraz ja, jak Korben Dallas w Piątym Elemencie „- to za ile ten koniec świata? – za 11 minut! – dobra, odezwę się za 12 minut” odezwę się za rok, bo kupiłem – gdyż na bezpieczeństwie oszczędzać nie można – najtańsze opony całoroczne.
Gdybym się nie odezwał, proszę nie przynosić kwiatów, a jeśli już to te… no… Marcepany!

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑