Raport

„Ludzkie ciało jest workiem wypełnionym wnętrznościami i płynami pod tak wysokim ciśnieniem, że po nakłuciu strzyknęłyby na kilka metrów. Opiera się na konstrukcji zbudowanej z dwustu sześciu kości połączonych ze sobą znanymi z zawodności stawami, które często trzeszczą, skrzypią i trzaskają, kiedy znajdują się w nie najlepszym stanie technicznym. Ten szkielet obciągnięty jest trzęsącym się mięsiwem, wydęty workami z powietrzem i nadziany gordyjskim węzłem kanalizacyjnym, pełnym bulgocących kwasów i gazów pod ciśnieniem, spryskiwanym enzymami i rozpuszczalnikami produkowanymi przez ułożone wzdłuż niego ciemne, skruszałe bryłki genetycznie przeprogramowanego mięsa. Kuliste, wypełnione żelem kamery obracają się w smarowanych śluzem gniazdach. W każdym z ciał trzepocze usytuowany centralnie mięsień, przepompowując płyny pod ciśnieniem.”

Tacy właśnie jesteśmy.
Właśnie, i o ten cały misternie skomplikowany, wysublimowany mechanizm, żeby żyć, trzeba dbać.
Regularnie go serwisować, naprawiać, smarować, dostarczać części zamiennych oraz płynów i paliw napędowych – najlepiej Premium Single Malt.
Aby cały ten układ nie uległ degradacji, się nie zastał i nie zatarł – trzeba się ruszać, bo ruch to życie.
Parafrazując Marka Twaina: Ludzie nie dlatego przestają się ruszać, że się starzeją, lecz starzeją się, bo przestają się ruszać.
Dlatego lepiej zadbać teraz bo potem może zajść NFZ (Niesamowite, Faktycznie nam Zszedł).
Tak samo jest z autami. W tych które stale jeżdżą, są regularnie użytkowane i serwisowane, szanse na niespodziewaną usterkę są mniejsze.
Tak jak statki w portach gniją a ludzie dziadzieją, tak auta bardziej się niszczą od stania niż od jazdy.
Największe zagrożenie stanowią egzemplarze “kolekcjonerskie” o znikomym przebiegu, i te służące głównie do obsługiwania sofy i pilota.
Czy chciałbyś Czytelniczko-Czytelniku wybrać się gdzieś na szlak, w góry, na rower, narty czy przeciw Grzybom, ze „sprzętem” który ma dzienny sofoprzebieg na poziomie 8h, i który jak ma czas to leży i odpoczywa, a jak nie ma czasu to tylko leży?
To samo auta. Śmieszą mnie wstawki o sprzedaży doskonałych pojazdów którymi „dziadek jeździł w lecie, jedynie w niedzielę – nie każdą, i tylko do kościoła -za rogiem”
Auto i Organizm użytkowane codziennie w sposób prawidłowy i zgodnie z instrukcją, są bezpieczniejszą opcją niż “święta krowa” z klimatyzowanego garażu lub sofy, bo o „śniętej krowie” pieprzniętej pod blokiem czy na boku, to nawet tu nie wspomnę.
Elementy człowieka i pojazdu, muszą być poddawane prawidłowym cyklom cieplnym, płyny muszą płynąć przez podzespoły, a każdy samochód jaki i ludź bardzo źle znosi długie statyczne przechowywanie w garażu, Otomoto lub na otomanie.
Dlatego nie tak jak statystycznie stateczny obywatel który dostaje udaru kiedy widzi przebieg 201 000, nie bardzo boję się aut z dużymi przebiegami.
Jeśli pojazd który mam na myśli ma przejechane 200 tys. w 5 lat, no to co to jest? To jest „nic”, jak flaszka na dwóch!
Na księżyc co go tak ładnie widać jest 2 razy dalej, to czego tu się bać?
Jeśli auto cały czas jeździ i swoje przejechało, to jest raczej pewnym, że co tam miało się fabrycznie zepsuć to się już zepsuło, a skoro nadal jeździ to zostało naprawione, i jak jeździ dużo to pewnie ktoś tam odpowiednio dba żeby nie spędzić kilku atrakcyjnych godzin na poboczu autostrady w oczekiwaniu na serwis.
E, nie ma co patrzeć na przebiegi, tylko wziąć i się dokłądnie przyglądnąć stanom technicznym.
Duże autosedany z dieslami, w dodatku Czesko-Niemieckie kupowane są, żeby nimi Jeździć, gonić je do roboty, by zarabiały na siebie i tego który go nabył, dlatego też, bez większego zdziwienia przeczytałem najnowszy raport w którym stoi czarno na biały, że wśród pojazdów z licznikiem dopasowywanym do oczekiwań nabywcy „A jaki ma przebieg to auto? Do uzgodnienia.” prym wiodą wozy Niemieckie, a w śród nich liderem jest Audi A8.
Przekręcanie licznika to zło, no ale, z drugiej strony, skoro się powszechnie oczekuje 169 tysięcy i prestiżu w cenie dyskontowej, a przy okazji nie bierze pod uwagę rzeczywistości realiów… to „klient nasz pan”. 
-Będziesz pan miał 169 w cenie 400 tys. i będziesz pan zadowolony.
Audi A8 z raportu to doskonały przykład. AutoTo duże jest, wygodnie przestronne, aluminiowo antykorozyjne, a z silnikiem 3,0 TDI V6, to nic tylko śmigać.
„Trzymać w okładce, nie giąć, nie niszczyć. Dwa lata będzie służyć!” – jak to powiedział jeden specjalista o bilecie lotniczym umożliwiającym wejście na każdy lotniskowy taras widokowy.
I przypomina się, że najbliższy czynny taras widokowy dla odprowadzających jest we Wrocławiu. 
Takim a8utem można jeździć i jeździć, a jego najlepsza wersja – S6, zagrała nawet ważną rolę w „Roninie” – to nobilituje!
Ale do adremu Mi_ bo to już 4 minuty minęły i czas się kończy!
Ok, w zawiązku z Audi A8 zaczepił mnie kiedyś Kolega Komisarz, i mówi:
KK: Mi_ wy, jak powszechnie wiadomo, nie bardzo boicie aut ze słusznym przebiegiem, c’nie?
Mi_: Owszem, się nie bojem, gdyż?
KK: Gdyż mamy tu takie piękne, świeżo sprowadzone, jeszcze ciepłe, Audi A8, roczne proszę ja ciebie, zadbane, jeżdżone codziennie po ich doskonałej jakości drogach w trasy z Niemiec do Szwajcarii. Serwisowane i uszanowane przez kierowców. Można powiedzieć: już dotarte.
– Roczne? – myślę – kierowców? – dumam – To ilu ich było, dwóch? A jak tak, to jaki ono może mieć przebieg po roku, pewnie z 90 000?
Mówię – To ile ma nalatane, pewnie z 90 tysi?
KK: Tak… dokładnie Tak! Dziewięćdziesiąt tysi! Doprecyzowując, to dwieście… dziewięćdziesiąt… tysi.
Ale, że w rok?

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑