SMS

    

    
    Przeczytałem niedawno „Uważaj, kim dziś pomiatasz, bo może jutro będziesz robił mu kawę” i przypomniało mi się…

Kiedyś dawno temu, tak dawno chyba, że w Faraońskim Egipcie, jeden, niewiele starszy od swych studentów, Pan Profesor magister docent rehabilitowany na studiach zaczął nami z lekka pomiatać. Może miał gorsze dni, może to były „te” dni, nie wiem, ale ciągnęły się dość długo.
Wiedziałem już, po przeliczeniu funduszy i zbadaniu ilorazu int. że kariery naukowca nie zrobię, więc powiedziałem mu, że Mi_ się to jego pomiatanie nie podoba. Cóż, jemu się z kolei nie spodobało, że mi się nie podoba, i musieliśmy się rozstać.
Z tym, że on został.
A po jakimś czasie przychodzi do mnie pani z kadr, z niestudenckich już dawno kadr, i mówi, że przyszedł jakiś pan i pyta o pracę, i czy mógłbym z nim pogadać.
Mógłbym, czemu nie, poszedłem do niego i… No cóż, Panie Profesorze magistrze docencie rehabilitowany, jak to mówią, skoro i na uczelni się na panu poznali to, parafrazując Guru z Polsatu „w tym zakładzie nie ma pracy dla ludzi z pana wykształceniem”.
Ależ naprawdę, nic osobistego, biznes prywatny rządzi się swoimi prawami, i nie trzeba robić kawy.
Ale to odosobniony przypadek bo ogólnie to mam duże szczęście do ludzi, i nosa trochę też.
Idąc bardziej w jakość, a mniej w ilość, przeważnie trafiają Mi_ się ludzie spoko.
Czy współpracownicy, współtowarzysze niedoli, zwierzchnicy, podwładni, od pacierza czy do szklanki i w wesołe, i ponure te poranki.
Może pomaga Mi_ w tym, jak to ktoś powiedział – trudna do zdefiniowania aura „lepiej mnie wkurwiaj”, a może dowcip żywcem ze stand-up przeniesiony na street-up, i lepiej trzymać się od takiego z dala?
Nie wiem. Oj, no dobra, wiadomo, człowiek nie jest alfą, nie zawsze się uda i czasem trafi się jednostka rozczarowująca lub wybitna, która potrafi tak wybitnie wkurwiać, że:
On: coś studiujesz?
Ja: tak, kulturę i sztukę…
On: naprawdę, teraz, ty, tu!?!
Ja: tak, naprawdę, teraz, tu… bo jak widzę taką jak ty sztukę to ciężko mi kurwa zachować kulturę!
I znowu, był sobie kiedyś jeden nadzorca sprzętu naziemnego ruchomego, a ja, mimo, że bystry jak spuszczana woda, to nowym, i potrzebowałem jednak od niego supportu.
Czasem jedna czy druga sprawa związana z wozidłami wymagała z nim konsultacji, ale jak próbowałeś się do niego dodzwonić to nie odbierał – niech się świat wali, on ma czas, jego to wali.
Ale jak on się potrzebował do ciebie dodzwonić – to niech się świat wali, masz natychmiast odebrać, bo że nie możesz, jego to wali.
I pojechało się raz w trasę, pilnie trzeba się było skomunikować, to oczywiście i tradycyjnie – totalna olewka.
Zero komunikacji, a to przecież 21 wiek! LTE, 3G, 5G, watsupy, skajpy, messengery, i inne szmery bajery…
Muszę przyznać: kwurwiszy się nieco, „no ileż można?” – stwierdziłem, że dobra, ja pas, skoro to tak, to napisałem mu sms-a (taka średniowieczna, 160-znakowa forma komunikacji „Stukaj Mi_ Stukaj” alfanabeto w klawiaturkę guzikową alfanumeryczną, bez polskich znaków):
„Tankuje rope bo benzyna tu strasznie droga” i jeb tym telefonem w kąt.
A po 15 minutach, jak spojrzałem na ekran – 14 nieodebranych połączeń, 8 smsów, i chyba ze 4 maile oraz 6 faxów.
Da się?

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑