Sterowność

 Czym różnią się podSterowność i nadSterowność? 

Walter Röhrl, niebanalny kierowca rajdowca, wyjaśnił to, też niebanalnie: Podsterowność jest wtedy, kiedy widzisz drzewo, w które zaraz uderzysz. Nadsterowność jest wtedy, gdy tylko słyszysz to drzewo.
Yhm, no doskonale, „słyszysz drzewo”, brawo panie WR, normalnie „O czym szumią wierzby”. 
Jeździłem wieloma autami z napędem na tył, bo to ich głównie dotyczy nadsterowne „słyszenie drzew” (kiedy to twój tyłek cię wyprzedza, i obraca tak, że możesz już tylko słuchać listowia): Mały Fiat, Żuk, Fiat 125p. Polonez, BMW… i zawsze zastanawiałem się, dobra, do pewnego momentu zastanawiałem się – o co chodzi z tym na tył napędem, i z tą jego magią?
Dlaczegoż to on, ten RWD (Rear Wheel Drive), taki zawsze jedyny, zawsze słuszny, pożądany, i żaden uczciwy maniak, wyznawca, fanatyk, wielbiciel, żarliwiec, doktryner, ortodoks, ultras, czy integrysta do innego nie wsiądzie? Nawet po pijaku!
Jeździłem dumałem i rozkiminiałem – dlaczegóż to?
No ok, może w wozie-powozie to by się czasem przydało. Jesteś na trakcie już wiele traktogodzin, drogi po zimie w stanie opłakanym, ogrzewanie niby dobre, ale pod stosem tych futer już zaczyna brakować ci powietrza. Mus odpocząć w jakieś zagrodzie, zajeździe przytraktowym jakimś uffczesnej szybkiej obsługi.
-Prosim, prosim Wielmożnego Pana, właśnie mamy na rożnie prosię- rzuca karczmarz prekursor kapitalisty.
Idziesz więc wypocząć, piwa wg projektu p. Słodowego popić, suto podjeść, a plotek posłuchać od mnichów w świecie bywałych.
-Gospodarzu! Konie niech no tam podładują (jak teraz elektryki), niech baczą aby napoić i nakarmią do syta bo zdrożone okrutnie – rzucasz od niechcenia przez ramię do kmiota.
I taki koń niepilnowany, nażre się czego mu tam dadzą, może jakiej ukraińskiej paszy na ulepszaczach niewiadomego pochodzenia bez atestu UE. Siedzisz w zajeździe, wciągasz prosie ze skwarkami i omastą, to i przecież nie upilnujesz chołoty, a biznes musi się kręcić, więc jak na tobie nie mogą, bo zetniesz mieczem na śmierć, to na paszy oszczędzą.
Dobra, dyć odpoczęte, wypite ze dwie kwarty za dużo, najnowsze plotki z Watykanu obgadane a obśmiane do usmarkania – czas ruszać w drogę mocium panie. Słoneczko miło zaczyna wychodzić z mroków (ale czad, chyba jesień średniowiecza się kończy!), jedzie się chwilę elegancko, a tu nagle, koń dostaje żołądkowych sensacji po wikcie niepewnego pochodzenia.
Wiadomo, w takiej sytuacji lepiej żeby napęd, znacz się koń, był z tyłu.
Ciężko się co prawda powozi takim powozo-zaprzęgiem tylnonapędowym, ale wiadomo… ech, cóż, krótko – jak nie miałeś wtedy napędu Rear Wehicle Drive to miałeś przesrane.
No dobra – kminię dalej – może faktycznie też spektakularnie to pod Tesco wyglądało, jak tak supermistrzowie w swoich tylnonapędowych beemkach niepierwszego blach tłoczenia upalali w niedzielę gumy. Nawet słyszało się, że ten zakaz handlu, to nie dlatego wprowadzono żeby ulżyć doli pań sprzedawczyń robiących w Dzień Pański w sklepach, bo gdyby tak było, to oczywistym jest, że solidarnie chcianoby ulżyć także i tym wszystkim innym – w barach, kinach, aptekach, stacjach benzynowych, restauracjach, muzeach, galeriach niehanldowych, parkinga… stop! Nie, to bez sensu.
Prawda jest taka, że wprowadzono zakaz handlu w niedzielę, żeby przekonać do siebie młodzież, ten młody niezagospodarowany elektorat który nieskończenie tęsknym okiem lustrował wiecznie pełne parkingi przyTescowe.
Biednych tych młodzieńców typu Seba którzy dla swej Dżesiki nie mieli gdzie prezentować swych tylnonapędowych umiejętności. No tak, wtedy ok, tylny napęd RWD się przydaje. Przecież nieprzydirftujesz tak elegancko przodem, chyba żebyś jechał tyłem, ale tedy nie widać z twarzy który to tak śmiga i Dżesi mogła by się pomylić śpiesząc z dowodami wdzięczności…
A tego byśmy nie chcieli, w imieniu Seby.
No i, przy okazji… po co komu tylny napęd teraz, jak nie ma już Tesców?
Dobra – myślę dalej – ja wiem, pojazdy z jedynie słusznym RWD cechuje duży kąt skrętu kół jezdnych, manewrowanie autem jest łatwiejsze i bardziej płynne. Co więcej, napęd na tył gwarantuje równomierne zużycie opon i uzyskanie wyższych przebiegów tegoż ogumienia… Hmm… no może, chociaż, jak tak jeździłem Żukiem, Fiatem 125, czy Polonezem to ostatnim czym się martwiłem było równomierne zużycie opon, i jakoś nie bardzo to widzę w Formule1 która ma napęd na tył, a opony to muszą zmienić kilka razy, i to w ciagu 3 godzin.
(BTW – Ayrton Senna da Silva [‚])
Więc jak to jest to ja już nie wiem – tak dumając, intensywnie nad tym przednio-tylno napędowym dylematem niczym Stanisławski „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia”, jechałem kiedyś BMW.
Numer jego boczny – 5.
Silnik – litry 3.
Napęd – wiadomo, Jedyny Słuszny RWD – naTył.
Nudziłem się już setnie w 12 tej trudnej godzinie jazdy. Po drodze zdążyłem zmienić wszystkie ustawiania komputera pokładowego, zadać mu szacha i mata prośbą o podanie liczby Pi, i kiedy on od 1, 5 godziny ją podawał (pewnie jutro będzie go trzeba całkiem wyłączyć, biedaka) naturalnym jest, że dumałem co by tu jeszcze zbroić.
I nagle zobaczyłem ciekawy przycisk nad popielniczką. Mały taki z opisem „ASC”.
O ciekawe, a co to? Tego nie znam, nie jeździłem nigdy wcześniej takimi sprzętami.
Z ciekawości, z tych nudów, no i zima, boczne zapomniane przez ludzkość drogi – nikt nie zobaczy wtopy – postanowiłem sprawdzić co się stanie, chociaż w sumie… no co się może stać?
Przecież jeśli by to była jakaś hiper niebezpieczna opcja, jakaś tajemna moc, czy inny wyzwalacz samozniszczenia, to by go tam na wierzchu nie dawali. To nie jest Aston Martin Bonda, to jest zwykły wóz, dla ludu o dobrej zdolności kredytowej.
Nacisnąłem ten buton, przy licznikach zaświecił się trójkąt w kółku i!!!!!…. i???? i?!?!? i nic więcej się nie wydarzyło.
Ło rany, ale bajer, no nie mogę!
Cóż, to niemiecki pojazd, pewnie jest to automatyczne zwalanie z uchwytów trójkąta ostrzegawczego w bagażniku, albo coś równie ekscytującego.
A dobra tam – wzruszyłem ramionami – i, skoro już się tylko toczyłem siłą rozpędu, chwacko nacisnąłem gaz…
A kiedy go naciągnąłem, mój tył zaczął bokiem wyprzedzać mój przód. Normalnie, prawie zacząłem widzieć własny tyłek!
Wtedy instynktownie, ujmując gazu, zrobiłem kierownicą kontrę, co poskutkowała pójściem przodu w środek drogi, bałem się hamować więc znów na gaz ale lżej i… „Ucz się Jasiu ucz..i wężykiem Jasiu, wężykiem..”
Kiedy tak zmagałem się z czystą fizyką i brudnymi chwytami mechaniki, z naprzeciwka, z za zakrętu, tą pustą boczną droga, nadjechała ciężarówka.
Ryli? Kurwa? Akurat teraz, kiedy ja zaczynam „słyszeć drzewa”?
Osiwiałem, popuściłem, ścisnąłem kierownice tak, że puściła soki, ująłem gaz, i lekko jak puch, poszedłem w bok – w pobocze i po lewej przeszedłem jakoś obok ciężarówki…
Ale nie zdążyłem nawet pomyśleć do którego Timu Formuły Pierwszej się zapisać w swej zajebistości, gdy, po kolejnym nerwowym dodaniu gazu, – fak – przecież dotykam ten cholerny gaz niczym „dotyk motyla” tylko ino ino, tył BMW znów zaczął stroić fochy, znów poszedł w bok, tylko, że z tego boku… był już rów. 
I kiedy zacząłem tylnym tyłem boku zjeżdżać do tego rowu, gdy już zaczęło Mi_ elegancko podnosić przód, wtedy tył dociśnięty przodem w górze złapał podłoże, i po desperackim naciśnięciu gazu, pojazd ostatnim rzutem Wenty na taśmę, wydarł z tego/tej rowu/rowy. 
I to wtedy właśnie, no i zaraz po ponownym włączeniu Systemu Kontroli Trakcji – ASC , przestałem rozkminiać do czego jest ten cały napęd na tył. Już wiedziałem!
Do samodzielnego wyjeżdżania z rowów.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑